Uśmiechnąłem się głupkowato, gdy jego słowa w końcu do mnie dotarły. No tak, bo przecież wampiry śmierdzą jak trupy, prawda? Może i tak się mówi, ale to tylko połowa prawdy. Wszystko zależy od tego, gdzie się przebywa, czym się żywi i jak bardzo dba się o własne ciało. Na jego szczęście ja zawsze lubiłem kusić, zarówno wyglądem, jak i zapachem. Dlatego pachnę przyjemnie… a przynajmniej tak przyjemnie, jak tylko może pachnieć wampir.
- Wiesz, wszystko co dobre pomaga mi nie tylko lepiej pachnieć, ale i lepiej wyglądać. A sperma, mimo wszystko, jest dość odżywcza - Stwierdziłem z rozbrajającą szczerością, wzruszając ramionami, przyglądając mu się z uwagą.
- Oczywiście… - Mruknął, przewracając oczami i ściskając w dłoniach swoje czyste ubrania. - Nie gap się na mnie, gdy będę się mył - Dodał jeszcze, znikając za drzwiami starej łazienki.
Na jego szczęście woda w tym domu wciąż była ciepła. Stare mury, choć przesiąknięte wspomnieniami, nadal były pełne magii, tej pierwotnej, surowej, dzięki której takie stworzenia jak ja mogły tu przetrwać. Stara magia, która kiedyś chroniła całe to miejsce, dziś ledwie tliła się pod moją opieką.
I pomyśleć, że kiedyś, zanim moi rodzice umarli, ten dom tętnił życiem. Było tu znacznie więcej istot magicznych, śmiechu, rozmów, zapachów krwi i kadzideł które tak lubiła moja matka. Teraz zostałem tylko ja. Samotny spadkobierca dawnego dziedzictwa, którego nie potrafiłem ochronić. Nigdy nie byłem najlepszym synem, zresztą, nawet nie wiem, czy kiedykolwiek próbowałem nim być.
Siedziałem w fotelu, wpatrując się w kominek, czekając na powrót mojego towarzysza. Sam fakt, że tu był, wnosił w moje życie coś, czego dawno już nie czułem odrobinę radości. Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz ktoś potrafił rozproszyć ten ciężar, który od lat nosiłem w sobie.
- Nie spodziewałem się, że naprawdę mnie posłuchasz - Usłyszałem jego głos, gdy wychodził z łazienki,
Brzmiał lekko rozbawiony, choć w jego tonie wciąż pobrzmiewało zdumienie. Poważnie? Za kogo on mnie w ogóle ma.
- Nie jestem zboczeńcem - Odparłem z uśmiechem, unosząc kącik ust. - Nie mam zamiaru cię podglądać. Zresztą, coś mi mówi, że i tak jeszcze będę miał z ciebie korzyści… nie tylko smakowe, ale i fizyczne. - Uśmiechnąłem się szerzej, może zbyt szeroko, bo spojrzał na mnie z lekkim zdezorientowaniem. Cóż, subtelność nigdy nie była moją mocną stroną.
- To co, chcesz zobaczyć te mapy? - Zapytałem po chwili, gotów przynieść mu mapy. - Znalazłem coś ciekawego. Wygląda na to, że w ruinach ich zamku rzeczywiście istnieje tajemne wejście. Ale… - Zawahałem się, - Czuję, że to jeszcze nieodpowiedni moment, żeby tam iść. Sami sobie nie poradzimy. A jeśli naprawdę przygotowują się do wojny… to możliwe, że ktoś poza mną ich obserwuje, ciekawe tylko komu jeszcze zaszli za skórę.. - Mruknąłem drapiąc się po głowie.
- A może, nie oby nie... Jeśli to oni są ich wrogami to będą i naszymi - To ostatnie zdanie wymknęło mi się niemal szeptem. Bardziej do siebie niż do niego. Nie byłem pewien, czy chcę, by to usłyszał. Jego pytania i tak niczego nie zmienią, nie odpowiemy jeszcze nie dziś.
<Towarzyszu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz