środa, 12 listopada 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Przyjąłem od niego swój ręcznik, którym to zaraz się zacząłem wycierać, by móc zaraz coś na siebie założyć. Było to bardzo zimne miejsce, najcieplej było chyba tylko w pomieszczeniu, który przydzielił mi do snu. Swoją drogą, nie było to nic dziwnego, to miejsce wymierało. Dziwię się, że dalej, pomimo tragedii w jego życiu, chce tu żyć, spędzać czas. Ja, kiedy tylko miałem tak możliwość, opuściłem miasto, które nie dało mi nic, a zabrało wszystko. Myślę, że powinien zrobić to samo, co ja. Uciec, i nie oglądać się za siebie. A on ma i środki, i możliwości, w krótkim czasie może znaleźć się na drugim końcu państwa. Pewnie kiedy dokona zemsty, już go nie zobaczę. I mądrze na jego miejscu. 
Owinąłem ręcznik wokół pasa, zdając sobie sprawę, że jakoś tak... nie wziąłem ubrań. Muszę znaleźć tu sobie coś wygodniejszego do spania. Ostatnim razem spałem bez ubrań, było to całkiem wygodne, i nawet też było ciepło. Obawiam się jednak, że takie spanie nago może kusić mojego gospodarza, już teraz ledwo się potrafił powstrzymać. W pewnym momencie wyciągnął dłoń i opuszkami palców delikatnie przesunął po nieco bardziej brutalnym śladzie pozostawionym przez któregoś z jego krewnych. 
– Ktoś tu był bardzo zachłanny – skomentował, uśmiechając się niewinnie. 
– Owszem. Nie potrafił się oderwać – przytaknąłem, pozwalając mu jeszcze przez chwilę dotykać moje ciało. – Masz może jakieś ubrania na zbyciu? Przygarnąłbym coś, żeby ubrać na noc. 
– Okradniesz mnie że wszystkiego. Ze złota, godności, ubrań... – zaczął wyliczać, niby to oburzony. Tym razem teatralność aż od niego biła, przesadzał za bardzo i chciał, żeby było to zauważone..
– Przepraszam bardzo. Godności to ty nigdy nie miałeś – posłałem mu szyderczy uśmiech, na co prychnął cicho. 
– Śpisz bez ubrań – burknął, odsuwając się ode mnie. Zanim to zrobił, wychwyciłem ten złośliwy uśmieszek. Nigdy mi tych ubrań nie chciał dać. 
– Jakoś sobie z tą niedogodnością będę musiał poradzić. Ale nie sam – po tych słowach chwyciłem go i przerzuciłem przez swoje ramię, jak gdyby nic nie ważył. Coś zaczął krzyczeć, narzekać na jakieś dziwne rzeczy, na które tylko on narzeka, bić mnie pięściami po plecach... ale nie zniknął. To, że dalej przy mnie jest utrzymuje mnie w przekonaniu, że ta cała gra mu się podoba. Podobnie, jak i mnie. W tych naszych przekomarzaniach, doprowadzania mnie do szału, doprowadzania jego do szału było coś... sam nie wiem. Beztroskiego. Nigdy nie pozwalałem sobie na takie rzeczy, a teraz nie potrafię się bez nich obejść. 
Rzuciłem go na miękki materac, a następnie usiadłem obok, czekając na przedstawienie. On widział moje ciało z każdego kąta... myślę, że to najwyższa pora, by mi się odpłacił. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz