Szczerze, nie sądziłem, że się na to zgodzi. Rzuciłem sobie tak o, bo mogłem, a on się zgodził. No proszę. Muszę go trochę potestowaćz zobaczyć, na co się będzie godzić. I w jakich okolicznościach. Przyznać muszę, że swego rodzaju czułem satysfakcję z tego, jak mu przyniosłem przyjemność. Trochę na początku było to dla mnie niejasne. Po co mu gra wstępna, skoro i tak osiągnie spełnienie? A jednak, pomimo tego, że mój finał został odroczony, doprowadzanie go do spełnienia też było przyjemne na swój sposób.
Czekałem cierpliwie na kąpiel, wyglądając przez okno. Wypadałoby lepiej zabezpieczyć okna, by znów go nic nie sparzyło. Chociaż, co mnie to interesowało? To w jego interesie należało tozbby dobrze się zabezpieczyć przed słońcem. A jednak... trochę mnie to zmartwiło.
– Kąpiel gotowa, zwierzaczku – nie krzyczał, a jego głos jednak zabrzmiał bardzo głośno, wyraźnie, jakby siedział tu tuż obok mnie. Może to magia tego domu? Czułem ją wyraźnie, w murach rezydencji, chociaż była już... słaba. Nic dziwnego, budynek ten ledwo stał, cud, że w ogóle da się w nim tu mieszkać.
Kiedy przechodziłem obok okna, poprawiłem zasłonę, by promienie słońca na pewno się nie przedostały do środka.
Wchodząc do łazienki dostrzegłem, że gospodarz domu już siedział w wodzie. Światło księżyca przyjemnie oświetlało jego nagą skórę, podbijając jego bladość, delikatność i elegancję. W sumie, jak tak sobie myślę, trochę mi różę przypominał, piękny, kłujący i delikatny zarazem.
– Trochę chłodna – powiedziałem, niezbyt zadowolony. Spodziewałem się przyjemnej, gorącej kąpieli, która normalnie w gospodach kosztowała fortunę. Póki mogę korzystać z dobroci tego miejsca, będę brał ją tak często, tak tylko mogę.
– Naprawdę? Wybacz, trochę inaczej odczytuję temperaturę – uśmiechnął się do mnie złośliwie, zaraz zmniejszając dystans między nami. – Ale też musisz wziąć pod uwagę, że ja tylko dbam o twoje zdrowie. Gorące kąpiele też nie są za dobre dla zdrowia, a ty, mój drogi strumyku, musisz być jak najbardziej zdrów. Kim ja się wtedy pożywiać będę? Tymi zapchlonymi zwierzakami? Po co, skoro takiego ładnego i pachnącego mam na wyciągnięcie ręki? – po tych słowach wbił mi się w szyję, sącząc krew. Mimowolnie westchnienie wydobyło się z mojego gardła. Nie tego się spodziewałem. Wysunąłem swoje palce w jego włosy i delikatnie je zacisnąłem.
– Wyjątkowo żarłoczny ostatnimi czasy jesteś – powiedziałem, kiedy odsunął się od mojej szyi. – Ileż możesz w siebie wlać?
– Smakujesz tak cudownie, że nawet wszystko, a i tak byłoby mi mało. Wiem jednak, że nie mogę sobie na to pozwolić. Gdzie ja znajdę drugiego takiego tak pysznego, ładnego, bez nałogów i z wielkim kutasem? – jego ząbki błysnęły wesoło.
– Też mi się poszczęściło. Urokliwy z ciebie osobnik – przyznałem, chwytając jego podbródek i delikatnie przesuwając kciukiem po jego dolnej, mięciutkiej wardze. – Aż dziw, że zostałeś tutaj. Mogłeś iść gdziekolwiek tylko chcesz. Zauroczyć jakiegoś biedaka, który by cię ukrywał. Miałbyś... spokojne życie. Bezpieczne – odpowiedziałem, poprawiając jego włosy, które wcześniej potarmosiłem.
<Wampirku? c;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz