Mogłem iść gdzie chciałem. Może i mogłem, ale jak wtedy wyglądałaby moja zemsta? Porzuciłbym wszystko, co mam? Nie wiem, czy bym potrafił. To miejsce to mój dom i choć z każdym dniem słabnie, nie potrafię go opuścić.
- Może i masz rację - Rzekł w końcu, jakby rozważając moje słowa - W gruncie rzeczy to tylko stary zamek.
Ale to byłoby zbyt proste. To nie w moim stylu. Pragnę pomścić bliskich, ale nie dla satysfakcji. Chcę, żeby poczuli, co to znaczy cierpieć. Chcę, by ich rodziny cierpiały tak jak ja cierpię każdego dnia, samotnie. Nikomu nic nie zrobiliśmy. Piliśmy krew zwierzęcą, nie sprawialiśmy kłopotów, a mimo to przybyli i potraktowali nas jak zwierzynę, zabili jednego po drugim. Tylko mi udało się przeżyć. Byłem jeszcze dzieckiem. Ukryłem się w skrytce ojca i czekałem, aż krzyki ustały. To były najgorsze minuty mojego życia. A to, co działo się potem, było tylko konsekwencją ich własnego początku. - Mówiąc to wszystko, czułem, jak gniew we mnie narasta. Po tylu latach wciąż we mnie tkwiła złość, gorzka, ostra. Oni za to zapłacą, już na tego dopilnuję.
- Rozumiem - Kiwnął głową puszczając mój podbródek. - A gdy dokonasz zemsty, co potem zrobisz? - Nie potrafiłem odpowiedzieć. Żyłem zemstą, całe moje życie było nią napędzane. Myśl, co będzie później, nie miała znaczenia. To ma nastąpić, a potem... potem zobaczymy.
- Nie wiem. Nie myślę o tym, co będzie później. Myślę o tym, co jest teraz - Odpowiedziałem, palcami błądząc po jego skórze, przesuwając się delikatnie nad opuszkami, to był jedyny sposób, żeby nie pozwolić, by myśli o przyszłości zajęły mnie całkowicie.
- No dalej, musimy się umyć, pamiętasz? - Wyszeptałem, odsuwając się, żeby zmyć to, co zostawił na moim ciele. Woda była całkiem dla mnie przyjemna, mój towarzysz był troszkę innego zdania, jednak na to nic nie mogłem poradzić, chłodna wodą zdrowia mu doda. Po umyciu ciała zostawiłem go samego, dając mu czas na spokojną kąpiel.
W ciszy zamku, ruszyłem na poszukiwanie ubrań, nie tylko swoich ale i czegoś dla niego. Ubrań było tu pod dostatkiem, a więc chyba będę mógł się z nim podzielić tym czy owym.
Po odszukaniu swoich ubrań i założeniu ich na ciało, postanowiłem zlitować się nad rudym i poszukać dla niego czegoś w starych komnatach. Może nie będą to najmodniejsze rzeczy, jakie można znaleźć, ale nie powinien wybrzydzać, zawsze może też chodzić nagi. Mnie to specjalnie nie przeszkadzało, choć domyślałem się, że jemu mogłoby być niekomfortowo i może odrobinę zimno..
Mojego towarzysza odnalazłem w sypialni, leżącego na łóżku tak, jak go Bóg stworzył bezwstydnie, spokojnie, jakby cały świat mógł poczekać. Podszedłem, rzuciłem mu ubrania i usiadłem w fotelu, żeby mieć lepszy widok.
- Trzymaj to dla ciebie - Rzuciłem od niechcenia.
- A więc jednak zlitowałeś się? Nie spodziewałeś się tego po tobie- Rozbawiony, podniósł się półsiedząc, przyglądając materiałowi przez kilka chwil, jakby oceniał jego przydatność.
- Nie chcę, żebyś się przeziębił. Potrzebuję cię zdrowego - Odpowiedziałem krótko, uśmiechając się do niego zadziornie.
<Towarzyszu. C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz