Nie skomentowałem. Tylko odwróciłem głowę, jakby całe zajście nie zasługiwało na więcej niż krótkie, milczące potępienie. Niech sobie myśli, co chce, nie zamierzałem wstępować w jego grę. To, co powiedział, śmierdziało prowokacją i udawanym wdziękiem. Gdyby wkroczył tu z nożem albo z argumentem, może bym zareagował inaczej. Ale z tym? Walczyć? To byłoby bez sensu. Po pierwsze, potrzebuję go. Po drugie, nie mogę sobie pozwolić, by stracić to, co mam. Poidełko, nawet przy tym człowieku, jest dla mnie ważniejsze niż jedna wojna o słowa.
- Stul pysk, kmiocie - Warknąłem, odsuwając się od niego. Dłoń mimowolnie musnęła brzegi mapy. Zerknąłem na rozpościerającą się przed nami szlaków, a potem znów na niego. - Masz mi przyprowadzić przystojnego pana - Dodałem, głosem pełnym niezadowolenia. - W innym wypadku sam będziesz go czarował. Nie wiem czym, nie wiem jak, możesz mu nawet dupę nastawić jeśli chcesz - Mruknąłem, kierując kroki w stronę wyjścia, mając go już dziś dość.
On uśmiechnął się szeroko, z autentyczną drwiną malującą każde wypowiedziane słowo.
- Co się dzieje? - Przeciągnął. - Mój mały chłopiec się obraził? Nie zachowuj się jak dziecko. - To zdanie uderzyło mnie na krótką chwilę, niczym drobny ostrze który jednak nie przebił skóry. Odczułem raczej złość niż ból. Zatrzymałem się, odwróciłem twarz i patrzyłem mu prosto w oczy.
- Japa. - Fuknąłem krótko i odszedłem, zostawiając go samego w komnacie, z mapą.
Drzwi zamknęły się za mną z cichym stukiem, a ja ruszyłem do swojej komnaty, tam mogłem odpocząć bez tego głupka.
Obrażony jak dziecko leżałem na starym łożu, bez towarzystwa rudego gnojka, który mnie wkurzał.
- Kwiatuszku, wychodzę - Zawołał z drwiną w głosie opuścił zamek.
Wygląda na to, że chce mi tu sprowadzić człowieka. Dobrze, mam tylko nadzieję, że nie będzie brzydki.
- Spierdalaj! - Krzyknąłem za nim, analizując, co teraz mogę robić. Bo kiedy on sobie poszedł, co mam zrobić ja? Będę się nudził aż wróci. Ciężkie i nudne jest życie wampira za dnia…
Chciałem nawet zrobić jakiś psikus, ale co miałem zrobić, skoro nikogo tu nie było.
I tak siedziałem i się nudziłem, aż w końcu wrócił i przyprowadził do mnie…
- Co to do chuja jest? - Zapytałem, widząc nawalonego faceta, który ledwo stał na własnych nogach.
- Nie widzisz? Mężczyzna, tak jak chciałeś - Mruknął, nie rozumiejąc mojego pytania.
- Chciałem przystojnego, nie nawalonego. On nie spełnia żadnych oczekiwań - Syknąłem, patrząc na menelem, którego mi przyprowadził.
Rudy przewrócił oczami i podtrzymał gościa, żeby się nie przewrócił.
- Nie narzekaj, tylko rób, co do ciebie należy - Rozkazał. Co? Nie będzie mi mówił, co ja mam robić. Niech sobie wsadzi to w dupę.
- Nie dotknę go, on śmierdzi. - Na moje słowa chwycił go za głowę tak, żeby pijany mógł spojrzeć mi w oczy. Mimo że nie podobało mi się to ani trochę, użyłem swoich mocy, by zmanipulować myśli i pragnienia mężczyzny. Dałem mu zadanie do wykonania, obiecałem sowite wynagrodzenie, jeżeli się podporządkuje.
- Już. Masz, co chciałeś. Zabieraj go stąd - Warknąłem oburzony. Nie dość, że chłop nie był ani odrobinę przystojny, to jeszcze cuchnął, a to mnie bardzo zirytowało.
<Rudy gnojku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz