niedziela, 7 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 To była odważna teza z jego strony. Rozumiałem, czemu miałby polować na mnie; w końcu, jestem łowcą, pewnie zabiłem kogoś, kogo znał, i chciałby się odgryźć. Ale na niego? Z tego co rozumiem, nie lubi się z innymi rodami, dobrze. Ale czy to od razu powód, by na niego polować? A co dopiero na naszą dwójkę naraz? Skąd ktokolwiek z wampirów miałby wiedzieć, że teraz współpracujemy? 
– Nie byłbym taki pewien, że chce nas obu na raz. Pewnie przyszedł tu po jednego z nas... pytanie, którego – powiedziałem spokojnie, chociaż dalej zaniepokojony o jego stan. Nie wyglądał najlepiej, a i podróżowanie po gospodzie jest niebezpieczne dla niego. Już nie mówiąc o tym, że mogłem mu zrobić krzywdę myśląc, że to nasz wróg. 
– Wyczuł, że oboje za nim podążamy. To już wystarczający powód – odpowiedział chłodno, co trochę mnie zaskoczyło. Zamknąłem drzwi za sobą, by nikt nas nie podsłuchał, a następnie odwróciłem się w kierunku mojego towarzysza. 
– Co się z tobą dzieje? – spytałem spokojnie, chwytając za jego nadgarstek, by zwrócić na siebie jego uwagę. 
– Ze mną? Nic takiego. Chcę tylko wykonać robotę – odpowiedział, na co uniosłem jedną brew. 
– Czyżby to tylko to? Jesteś dziwny, odkąd poczułeś zapach krwi – dopytałem, nie za bardzo wierząc w jego słowa. 
– Mam dosyć, że jakiś podrzędny wampir atakuje niewinnych ludzi, i jeszcze się z nami bawi. Chcę go dorwać. Skup się na robocie – warknął, wyrywając się z mojego i tak niezbyt silnego uścisku. Coś było nie tak. Tylko, czemu nie chce mi powiedzieć? Mógłbym mu pomóc. Wystarczyłoby jedno jego słowo. 
Ale jeżeli nie chce gadać, nie będę go przymuszać. Nie, kiedy mamy robotę. 
Zacząłem rozglądać się po pokoju w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów, które mógłby zostawić. Ale, czy byłby tak nieostrożny? Jeżeli uciekał w pośpiechu, mógłby coś zostawić. Biorąc też pod uwagę, że jest dzień, nie opuścił karczmy. Z tego, co mi wiadomo, był sam, nie miał żadnego ochroniarza, który z przodu chroniłby go przed słońcem. Tylko, gdzie mógłby uciec? Szyby wentylacyjne, w których Serathion już przecież był i by go wyczuł. Nasz pokój, gdzie go na pewno nie było. Piwnica, do której musiałby przemknąć przez oświetloną słońcem salę. 
Albo to miejsce. 
Rozejrzałem się dookoła, jakby miał się kryć gdzieś w kącie, ale nic takiego nie dostrzegłem. Gdyby nie było tu Serathiona, zaraz bym rozsunął te kotary... Doceniam, że chce pomóc, ale za dnia może mi bardziej przeszkadzać, właśnie przez takie szczegóły. I przez to, że się o niego martwię. 
– Powinienem poinformować Donę. Trzeba wyprowadzić stąd ludzi – powiedziałem w końcu, chcąc ograniczyć straty w ludziach... o ile już żadne nie nastąpiły. Jesteśmy pewni, że jest już tutaj. Teraz trzeba go znaleźć. – Ty powinieneś wrócić do pokoju. 
– Nie mogę, muszę ci pomóc – stwierdził hardo, zaglądając do szuflady. 
– Wiem. Doceniam to, ale w tej chwili mogę korzystać ze słońca. Ono jest zabójcze i dla niego, i dla ciebie. Nie mówiąc o tym, że się o ciebie martwię – odpowiedziałem spokojnie, nie ukrywając zmartwienia w głosie. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz