Odruchowo przewróciłem oczami. On znowu powtarza jedno i to samo, martwi się o mnie, mimo że ciągle mu powtarzam, że nie musi. Ale rozumiem. W tej sytuacji faktycznie jestem dla niego utrapieniem. On może wykorzystać swoje atuty, które go ochronią. A mnie, jako wampira, mogą po prostu zabić. Może więc rzeczywiście zostaje mi tylko wrócić do pokoju i czekać na cokolwiek… nawet jeśli miałbym się tam na śmierć zanudzić.
- Masz rację, tylko ci przeszkadzam. Wrócę do pokoju. Uważaj na siebie - Powiedziałem cicho, po czym znów przybrałem swoją nietoperzową formę. Zniknąłem w wentylacji, przedostając się do naszego wspólnego pokoju, gdzie miałem grzecznie czekać i być bezużyteczny.
A chciałem tylko mu pomóc. Naprawdę. Jednak, kiedy tak nad tym pomyśleć, byłem problemem. Nie potrafiłem znaleźć tego wampira, a do tego zapach krwi wciąż doprowadzał moje zmysły do szaleństwa. To przerażające, jak dziwnie dziś na niA reagowałem. Przez lata była mi obojętny, nie w tym sensie, że nie potrzebowałem krwi. Musiałem jeść, żeby żyć. Ale odkąd nauczyłem swój żołądek, że nie może dostawać tyle, ile chce, wystarczyło kilka dni, by wszystko się zmieniło.
A jednak dziś… dziś powstrzymywałem się ostatkiem sił, aby nie napić się krwi z martwego ciała mężczyzny zabitego przez innego wampira.
To wszystko było takie trudne. Ciężkie. Drażniące do granic możliwości. Nie chciałem być problemem, ale coraz częściej miałem wrażenie, że właśnie nim się staję. I to tylko dlatego, że jestem tym, kim jestem.
Czekając, nasłuchiwałem każdego dźwięku. Próbowałem wyłapać zapachy, które już dawno powinny zaniknąć, a jednak wciąż drażniły mój nos. Faktycznie, moje zmysły oszalały przez krew. A ja, próbując ukryć to przed Elianem, zachowywałem się jak ktoś obcy. Nie ja.
Ale co mogłem poradzić? Nie chciałem przyznać, że jestem głodny. Wiedziałem, że jeśli tylko wypowiem jedno słowo, on mnie nakarmi. A na to nie mogłem pozwolić. Każdego dnia spijam jego krew, a to nie jest dla niego zdrowe. Nie mogę mu tego robić. Nie będę już.
Nauczę się na nowo pić krew zwierzęcą. Choć nie jest dla mnie tak pożywna jak ludzka, chyba wolę być słabszy, niż stać się mordercą. I wolę osłabnięcie, niż bycie dla niego utrapieniem.
Położyłem się na łóżku, wpatrując się w sufit. Wokół panowała cisza. Jedynie z okna dobiegały głośne rozmowy, urwane, pełne niepokoju. Elian, jak powiedział, tak zrobił, poprosił Donę, żeby wszyscy opuścili swoje pokoje.
Ale czy to nie podejrzane, że ja zostałem w środku?
Przecież ta kobieta widziała mnie tutaj. A może pomyślała, że pomagam Elianowi? Właściwie… to nawet mogłoby mieć sens.
Bo pewnie właśnie bym to robił, a nawet chciałem to robić, chciałem mu pomóc i pewnie bym pomógł. Gdyby nie to, że właśnie jest dzień, a słońce stanowi dla mnie zagrożenie.
I nie tylko dla mnie. Dla tamtego wampira również.
A jednak… nie czułem go już.
Więc albo potrafił ukrywać się naprawdę dobrze, nawet przede mną, albo moje zmysły po prostu zawiodły, oszalały przez zapach krwi i wyczuły coś, czego nie było.
Ta druga opcja przerażała mnie bardziej.
Bo jeśli to nie on… to co się ze mną dzieje?
<Elian? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz