sobota, 31 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Gdybym nie wiedział, że się teraz ze mną droczy możliwe, że trochę bym się na niego obraził. W końcu, daję mu wszystko, co mam; zapewniam bezpieczeństwo, posiłek, bronię jego honoru, skóry i jeszcze dbam o stworzenie, którym to on się powinien zajmować. I co więcej mógłbym mu jeszcze dać? Nie mam już nic więcej do zaoferowania, nawet jeśli chociażbym chciał. 
- Proszę mi wybaczyć, że jeszcze nie zakupiłem ci małego pałacyku nad urokliwym jeziorkiem. Aktualnie budżet, jakim dysponuję, wystarcza jedynie na butelkę wina raz na kilka dni – odpowiedziałem, zachowując pełną powagę, a  w tym byłem całkiem niezły. 
- No właśnie, pałacyku mi brakuje. I sztućców, ze szczerego złota – podkreślił, jakiś taki bardzo wesoły. 
- A mogą być ze szczerego srebra? Srebro bardziej pasuje do twojej bladej, jasnej cery – te słowa spotkały się z jego chłodnym spojrzeniem. Oj, ten żarcik się mu nie spodobał, ale mnie on nawet rozbawił. Ja to jednak mam czasem dobre żarciki. - Srebro w mojej biżuterii ci za specjalnie nie przeszkadza. 
- A więc to stąd pieczenie, jak mnie chwytasz... nawet nie chce ci się fatygować, by pierścionki zdjąć? Za mało się starasz, powinienem podnieść swoje oczekiwania – zadarł uroczo nosek do góry, jakby chciał podkreślić swoje słowa. Oj, jakże się tym strasznie przejąłem. 
- Podnieść to możesz swoje biodra, by nabić się na mojego kutasa – wymruczałem mu do ucha, by zaraz podgryźć delikatnie jego płatek. Na te słowa Serathion nie wytrzymał, i zaśmiał się cicho. To był szczery śmiech, i bardzo ładny. Nie każdy ma tak ładny śmiech, dlatego trzeba to docenić. A ja doceniam w nim każdą drobnostkę, chociaż wcale nie powinienem. Powinien być moim wrogiem. Nie wiem, kto tam na górze mi życie układał, ale zdecydowanie miał poczucie humoru, stawiając przede mną kogoś takiego, i łącząc mnie z nim. 
- Przemyślę to. Po spacerze – odpowiedział, wtulając się w moje ciało jeszcze bardziej, jakby szukał ciepła, co było bardzo dziwne jak na niego. Po co mu w końcu ciepło? Chyba, że bardziej mu chodziło o bliskość. Nie chciałem mu tego odejmować. Zamiast tego przytuliłem go bardziej, czekając cierpliwie na zmierzch, który już zaraz nadejdzie. 
- Tak na rozgrzanie? Nie najgorszy pomysł – przyznałem, drażniąc wewnętrzną część jego uda. Przesuwałem dłonią miarowo w górę i w dół, nie spuszczając wzroku z jego pięknej twarzy. Należało w końcu korzystać z tej chwili spokoju, póki była. Spokój potrafi być naprawdę ulotny. 
- Oczywiście, mam w końcu same najlepsze pomysły – wyszeptał, na chwilę odsuwając się ode mnie. - Chyba powinienem się już zacząć szykować. 
- Szykować? A po co? - delikatnie zmarszczyłem brwi. - Wystarczy, że założysz spodnie, pierścionek, i już jesteś gotowy – dodałem. Co on chce tam jeszcze bardziej szykować? Szykować to on by się mógł dla mnie do łóżka, nie dla tych wszystkich ludzi, jakich spotkamy, kiedy wyjdziemy na zewnątrz. Moja uwaga wobec jego osoby to mu za mało, czy o co mu chodzi z tym szykowaniem?

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

Oczywiście, że chciałem wyjść. A dodatkowo jeszcze chciałem się z nim podroczyć, to całkiem fajna zabawa, zwłaszcza gdy on też w nią gra. On rozumie mnie, ja rozumiem jego i jakoś tak… życie staje się przyjemniejsze, bardziej kolorowe, bardziej zabawne. Po prostu inne, dokładnie takie, jakie lubię najbardziej.
- Oczywiście, że chcę - Odpowiedziałem bez wahania. - Podoba mi się to miasto i podoba mi się wychodzenie poza gospodę. Chociaż nie wiem, czy tobie się spodoba przy tym chłodzie. Na zewnątrz jest naprawdę nieprzyjemnie - Dodałem, nawet nie próbując udawać, że jest inaczej.
- Tym się nie przejmuj - Stwierdził spokojnie. - Jestem dorosłym mężczyzną i jeśli mówię, że chcę z tobą iść, to biorę pełną odpowiedzialność za to, że może być mi zimno. - Pochylił się i pocałował mnie w policzek, jakby chciał przypieczętować swoje słowa.
- To co, wina? - Zapytał po chwili.
Podał mi lampkę, żebym potrzymał ją w dłoniach, zanim otworzy butelkę i naleje do niej wino.
- Ależ poproszę - Przyznałem chętnie, czując, że mam ochotę na drobną rozkosz w ustach. Co jak co, wino nie mogło mnie upić ani mi zaszkodzić, a skoro mój partner sam mi je przynosił… kim bym był, gdybym nie przyjął prezentu?
To było wręcz niesamowite wampir, który nigdy nie pił alkoholu, teraz chętnie kosztował jego smaku. Co prawda nie było mi to potrzebne i nie musiałem tego robić, jednak skoro mi to przynosił i sam proponował… dopóki mogłem, zamierzałem z tego korzystać.
- Ależ proszę bardzo - Powiedział z lekkim uśmiechem. - Pij, ile chcesz. Cała butelka jest tylko i wyłącznie dla ciebie. - Zakręcił kurek, by reszta wina nie wylała się ani kropli.
- Oczywiście - Odparłem rozbawiony. - W końcu, jakby nie było, muszę być… łatwiejszy. - Miałem nadzieję, że doskonale wie, o co mi chodzi.
Elian zaśmiał się cicho, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Ty już jesteś łatwiejszy - Stwierdził rozbawiony. - Nagi, ciągle chętny i tylko mój. Więc chyba tym mnie już nie zaskoczysz. - Pochylił się i pocałował mnie w policzek, a ja w końcu uniosłem lampkę do ust. Zacząłem kosztować wino powoli, pozwalając, by jego smak drażnił moje gardło, lekko cierpki, prowokujący, jednocześnie zniechęcający i zachęcający do kolejnego łyku.
- Ohoho, wypraszam sobie - Zaprotestowałem, udając oburzenie. - Wcale nie jestem taki łatwy. Musisz mi coś dać w zamian, żebym dał ci dokładnie to, czego chcesz. - Spojrzałem na niego spod przymkniętych powiek, wiedząc doskonale, że ta gra jest tylko pozorem. W rzeczywistości wcale się nie obraziłem, wręcz przeciwnie. Gdyby tylko chciał, oddałbym mu się nawet teraz, bez wahania.
Bo właśnie to lubiłem najbardziej.
- Dać coś w zamian? - Powtórzył, unosząc brew. - Daję ci wszystko, czego tylko chcesz. Daję ci siebie, cieleśnie. Daję ci wino na każde zawołanie… i daję ci nawet krew - Dodał, uśmiechając się do mnie zadziornie, jakby doskonale wiedział, jaką reakcję to we mnie wywoła.
- A widzisz - Mruknąłem z satysfakcją. - A mógłbyś dawać jeszcze więcej. Mógłbyś się bardziej postarać. - Wyznałem to oczywiście całkiem teatralnie, z przesadą w głosie i błyskiem rozbawienia w oczach. Bawiłem się w tą grę najlepiej, jak tylko potrafiłem, przeciągając słowa, smakując je niemal tak samo jak wino, wiedząc, że doskonale rozumie, iż nie chodzi o prawdziwe żądania… tylko o przyjemność z samego przeciągania tej chwili.

<Elianie? C:> 

Od Eliana CD Serathiona

 Na moje szczęście, kiedy tylko zszedłem na dół, Dony nigdzie nie było. Była za to Lidia, i całe szczęście, ona nie poruszała za bardzo tematu Serathiona. Też za nim nie przepadała, to było bardziej niż oczywiste, ale przynajmniej o nim nic nie mówiła, co mi odpowiadało. Nie lubiłem słuchać złych rzeczy na temat mojego partnera. Nie znają go, ale oczywiście wypowiedzieć się muszą. A Lidia, w przeciwieństwie do swojej matki, skupiała się na wszystkim innym, tylko właśnie nie na rozmowie o nim. Nieco z nią pogadałem, by usłyszeć najnowsze plotki, ale nie wyglądało na to, by ktokolwiek nas szukał. Dalej byliśmy tu bezpieczni. Dziwne uczucie... ale wychodzi na to, że zgubiliśmy pościg na dobre. Skoro przez tak długi okres nikt nie natrafił na nasz trop, to z dnia na dzień jest on coraz słabszy, i trudniej nas znaleźć. Tylko jeszcze te nocne wypady Serathiona... mam nadzieję, że nikt go przez nie nie namierzy. 
- Wino? Od kiedy pijesz? - spytała zaskoczona, kiedy poprosiłem ją o jedzenie dla kociaka, a także wino dla mojej przepięknej Różyczki. 
- Ja? Nie piję. To dla Serathiona – powiedziałem spokojnie i zauważyłem, jak delikatnie się krzywi na samo spojrzenie jego imienia. Kobiety są naprawdę dziwne. 
- Cała butelka, tylko dla niego? To... nie za dużo? - spytała, mimo wszystko podając mi wino, a także talerzyk z jedzonkiem dla tego małego czorta. 
- Czemu za dużo? Będzie miał na kilka kolejnych dni. Nie wypije tego wszystkiego przecież sam – powiedziałem, płacąc za te dodatki. - Dziękuję ci bardzo. Miłej zmiany. 
Wróciłem do pokoju z nadzieją, że zapach dziewczyny za bardzo się na mnie nie osiadł. Trochę się wokół mnie kręciła, a Serathion, na jej punkcie, naprawdę jest przewrażliwiony, i nie tylko na jej. Większość kobiet i dziewczyn, które pracują w tej gospodzie, powodują u niego białą gorączkę, bo jest przekonany, że każda na mnie leci. Przynajmniej dzięki temu wie, jak się czuję, kiedy on gdzieś wychodzi. Kiedy wszystko, co mi zostało, to domysły. 
- Jestem – odpowiedziałem, wchodząc do pokoju. Moja piękna Różyczka czekała na mnie leżąc leniwie na łóżku, bawiąc się z Futerkiem. A przynajmniej robił to, dopóki ta czarna kupka futra nie znalazła się przy mnie, głośno się drąc. Panie... gdybym kiedykolwiek miał kaca, chyba bym udusił tego kota. M a szczęście, że nigdy się to nie wydarzy. - Masz szczęście, że o tobie pamiętam. Jak na moje powinieneś dostać później, ale znaj moje dobre serce.
- Wspaniałomyślnyś – Różyczka uśmiechnęła się do mnie, patrząc jak się zajmuję kociakiem. - Mój wojownik najedzony? 
- Najedzony i wręcz przeżarty – odpowiedziałem rozbawiony, idąc do niego. - Jakiego mój organizm dostanie szoku, gdy po takich wygodach przejdziemy do żmudnej podróży. I takich dobroci już mieć nie będę – dodałem, przyciągając go do siebie i sadzając na swoich kolanach. Objąłem go jedną ręką, a drugą zacząłem gładzić jego udo. Jeszcze godzina do zachodu słońca. Przerażające, jak dzień szybko ucieka w zimę. Ledwo wstałem, coś porobiłem i słońce zaraz zachodzi. - Potowarzyszę podczas spaceru. Ludzie muszę w końcu zobaczyć, kto jest autorem tych wszystkich malinek – dodałem, całując jego kark. 
- Tak? A kto powiedział, że ja chcę wychodzić dzisiaj na spacer? - spytał, odwracając głowę w moją stronę. 
- A nie chcesz? - odparłem, coś tak czując, że trochę się ze mną droczy i pewnie i tak finalnie skończymy na dworze, chociaż na chwilę. 

<Różyczko? C:>

piątek, 30 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Musiałem przyznać, że patrzenie na niego, gdy prężył mięśnie podczas ćwiczeń, sprawiało mi niekłamaną przyjemność. Było w tym coś kojącego, mieć u swego boku mężczyznę tak wyraźnie silnego, tym bardziej że ja sam nigdy taki nie będę. Nieważne, jak wiele bym ćwiczył, mój wygląd pozostanie niezmienny. Jako wampir jestem szczupły i drobny, niemal eteryczny… lecz to tylko pozory. W rzeczywistości, jeśli tylko zechcę, mogę zabić i to bez większego wysiłku.
Siła nie zawsze musi być widoczna.
- Muszę przyznać, że to całkiem fajne doświadczenie - Odezwałem się w końcu, unosząc się do siadu. - Miło się na ciebie takiego patrzy. Może gdyby ćwiczenia potrafiły zmienić także moje ciało, skusiłbym się, żeby robić je razem z tobą. - Wciąż byłem nagi. Czy mi to przeszkadzało? Raczej nie. Jemu zresztą też, wcale nie wyglądał na zakłopotanego. Wręcz przeciwnie. Wiedziałem, że podoba mu się to, co widzi i nawet nie próbował tego ukrywać. Jego spojrzenie mówiło więcej niż jakiekolwiek słowa.
Cóż mogłem na to poradzić? Jestem piękny dokładnie taki, jaki jestem. Każdy mógłby mnie pragnąć, ale tylko jeden naprawdę mnie ma. I tylko on jeden ma prawo mnie skosztować, kiedy tylko zechce.
Elian wsunął się pod kołdrę i natychmiast przytulił do mojego ciała, jakby nie istniała między nami żadna przestrzeń, którą należałoby uszanować. Jego dłoń bez wahania spoczęła na moich pośladkach, bo jak mogłoby być inaczej? Lubił mnie dotykać. Lubił pokazywać w ten sposób, że należę tylko do niego.
- Lubisz mnie dotykać, co? - Zapytałem rozbawiony, czując jak opuszki jego palców leniwie drażnią moją skórę.
Uniósł lekko głowę, a w jego spojrzeniu było coś dumnego, niemal zaborczego.
- Lubię? Nie - Odparł. - Ja kocham cię dotykać. I uwielbiam pokazywać wszystkim, że należysz wyłącznie do mnie. Chcę, żeby każdy o tym wiedział. A jeśli będzie trzeba… - Uśmiechnął się znacząco - Zostawię na twoim ciele więcej śladów, żeby nikt nie miał wątpliwości i nie ważył się zbliżyć. - Parsknąłem cicho, przesuwając się bliżej.
- Obawiam się, że nikt za bardzo się tym nie przejmie - Wymruczałem, muskając delikatnie jego usta pocałunkiem. - Mężczyźni tutaj są strasznie niewyżyci. Spragnieni bliskości… Chyba po prostu nie trafili jeszcze na kogoś, kto potrafiłby ich naprawdę zaspokoić. - Wyznałem, kładąc dłoń na jego policzku delikatnie go po nim głaszcząc.
- I nie trafią - Stwierdził stanowczo. - Bo ty jesteś tylko i wyłącznie mój. Tylko ja mogę cię mieć, tylko ja mogę cię dotykać, pragnąć… i tylko mnie wolno ci zaspokajać na wszystkie możliwe sposoby. - Przyciągnął mnie jeszcze bliżej, o ile w ogóle było to możliwe, jakby chciał zatrzeć ostatnie granice między nami.
- Ależ zaborczy… - Mruknąłem z wyraźnym zadowoleniem, przygryzając wargę i spuszczając wzrok. - Podoba mi się. - Po chwili uniosłem dłoń i pogładziłem go delikatnie po policzku, zatrzymując spojrzenie na jego twarzy. - Teraz jednak powinieneś skupić się na posiłku - Wyszeptałem cicho. - Ewidentnie jesteś głodny. - Dodałem, słyszący ciche burczenie wydostające się z jego brzucha.
- Tak, pójdę coś zjeść. To zdecydowanie dobry pomysł - Stwierdził, leniwie przeciągając się, jakby wcale się nie spieszył. - A ty? Na co masz ochotę? - Zapytał, a to pytanie zaskoczyło mnie bardziej, niż chciałem dać po sobie poznać.
- A cóż ja mógłbym takiego chcieć? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie, unosząc lekko brew.
Przyjrzał mi się przez chwilę, po czym uśmiechnął się pod nosem.
- Nie wiem… może wino? Masz na nie ochotę? - Ta propozycja przypadła mi do gustu. Wino już wcześniej zdążyło mi zasmakować, a teraz perspektywa kolejnego kieliszka wydawała się wręcz kusząca.
- Cóż myślę, że mogę napić się wina. - Wymruczałem zadowolony, podnosząc się do siadu, odkrywając swoje nagie ciało.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Nie obchodziło mnie, co myśleli inni mężczyźni. Dla mnie liczyło się to, że te malinki były moje, a to wyraźny znak dla innych, że mają się od niego odwalić, bo już kogoś ma. Kogoś, kto nie lubi się dzielić. Wyjątkiem jest ten mały czarny czort. Nie podoba mi się za bardzo fakt, że muszę mu oddawać moją Różyczkę, i zgadzam się na to tylko dlatego, że Serathionowi się to podoba, i czerpie psychiczny spokój i przyjemność z tego, że przy nim jest. W przeciwnym razie... cóż, wtedy pewnie w ogóle byśmy tego kota nie mieli. 
– Dzięki nim wszyscy widzą, że jesteś czyjś, a tak konkretnie to mój – odpowiedziałem, delikatnie się uśmiechając do mojego pięknego partnera. Cały mój. I tylko mój. Gdybym mógł go jakoś wyraźniej oznaczyć... niestety, zostają mi tylko malinki. 
– Ciekawe, czy w ogóle na to zareagują. Wczoraj w nocy niespecjalnie przejmowali się moimi odmowami – rzucił lekko, co mi się nie spodobało. Oczywiście się domyślałem, że tak będzie. Jest zbyt atrakcyjny. Zbyt słodki. Za bardzo przyciąga uwagę. Z jednej strony, spodziewałem się tego. Z drugiej zdenerwowało mnie to bardzo. 
– Gdybym ja tam był, powybijałbym im zęby – syknąłem, zaciskając pięści na samą myśl o tych wszystkich facetach, co ślinią się na jego widok. Dlatego tak bardzo nie lubię go puszczać samego. Ale co mam poradzić, jak on chce? Przecież go nie zamknę. 
– Oczywiście, bo jesteś wspaniałym samcem alfa, który nie pozwoli na moją krzywdę – uśmiechnął się do mnie słodziutko. – To zamierzasz teraz ćwiczyć? 
– Tak, tak. Już się zbieram – po tych słowach niechętnie podniosłem się do siadu. Od czego by tak zacząć...? Jeśli nie liczyć położenia się z powrotem do łóżka.
Byłem jednak konsekwentny, bo wiedziałem, że jeżeli teraz sobie odpuszczę, wszystko pójdzie się jebać. A ja taki nie jestem. Jak coś postanowię, to słowa dotrzymuję. Zacząłem proste ćwiczenia, trochę rozciągania, trochę brzuszków, deski, przysiady, a na sam koniec oczywiście kąpiel. Serathion nie wpuściłby mnie do łóżka spoconego, a i ja nie lubiłem, kiedy moje ciało się kleiło. Zatem kąpiel to była oczywistym wyborem na sam koniec ćwiczeń. 
– Jeszcze wypadałoby pobiegać... ale to sobie może na wieczór zostawię. Teraz już mi się nie chce – mruknąłem, kiedy tylko wróciłem z łazienki, jeszcze nawet nie do końca wytarty. I strasznie głodny. Niedawno jadłem śniadanie, a już zjadłbym obiad. 
– Po tym wszystkim chcesz jeszcze biegać? – spytał zaskoczony i rozbawiony jednocześnie. 
– Mięśnie trochę wyćwiczone, to i najwyższa pora się za kondycję zabrać – odpowiedziałem, uśmiechając się szeroko. Im w końcu lepszą będę miał kondycję, tym dłużej będę mógł się z nim kochać, a to przecież najważniejsze, prawda? Żebym mógł chociaż dotrwać do momentu, w którym i on czuje zmęczenie, to już będzie dla mnie sukces, bo za często podczas naszych stosunków się to nie zdarza.

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 W sumie, gdy tak o tym myślę, chyba wolę rozgrzewać go o poranku. Może dzięki temu będzie miał większą motywację, żeby w ogóle podnieść się z łóżka, przynajmniej taka była moja nadzieja. Z drugiej strony dość często po seksie mój partner padał kompletnie wykończony na poduszkę i zdarzało mu się po prostu przysnąć. No i tu pojawia się pytanie: czy w takim stanie będzie miał jeszcze siłę na ćwiczenia?
Tego tak naprawdę nie wiem, trzeba to sprawdzić metodą prób i błędów. Jeśli okaże się, że po naszym porannym kontakcie fizycznym jest zbyt zmęczony, wtedy po prostu zmienię strategię i zacznę inicjować seks dopiero po jego treningu.
Bo wszystko zależy od tego, ile energii mu to zabiera. Seks potrafi być naprawdę wyczerpujący, a dorzucenie do tego ćwiczeń może być już zbyt dużym obciążeniem. Z drugiej strony, po treningu będzie cały spocony, a ja nie przepadam za zapachem potu.
Wniosek nasuwa się sam: seks najlepiej przed ćwiczeniami. A po nich? Jeśli weźmie prysznic, będzie czysty i pachnący, wtedy bardzo chętnie dam mu dokładnie to, czego chcę i tyle, ile tylko będzie miał ochotę.
- Tak właściwie to lubię rozgrzewać - Wyszeptałem z lekkim uśmiechem. - Myślę, że całkiem dobrze pomogę ci przygotować się do ćwiczeń… i zajmę się też tymi bardziej przyziemnymi sprawami. - Mówiąc to, przesunąłem dłonią niżej, dając mu jasno do zrozumienia, co mam na myśli i w jaki sposób chcę mu pomóc. Między nami nie było potrzeby dodatkowych wyjaśnień, znał mnie wystarczająco dobrze. A ja byłem pewien, że jeśli chodzi o łóżkowe przyjemności, trudno byłoby mu znaleźć kogoś, kto dorówna mi w tym, co potrafię.
- A więc to tak sobie zaplanowałeś… znakomicie. Uwielbiam te gorące poranki z tobą - Wymruczał, zsuwając dłonie na moje biodra i przyciągając mnie bliżej.
Ten ciepły dotyk, ta znajoma, intensywna bliskość sprawiły, że pozwoliłem sobie na chwilę szaleństwa. Chciałem, by nasze ciała znalazły ukojenie, a myśli wyciszyły się choć na moment, zanim znów zapragniemy siebie, jakby tej bliskości nigdy nie było dość.
Obaj dostaliśmy to, czego chcieliśmy. Elian w łóżku stawał się coraz lepszy i choć czasem, tak czysto dla zasady, chciałbym ponarzekać, nie potrafiłem, bo zwyczajnie nie było na co. Wszystko układało się dokładnie tak, jak powinno, a ja miałem przy sobie wszystko, czego potrzebowałem.
Zadowolony wtuliłem się w jego rozgrzane ciało, czując, że on teraz potrzebuje przerwy. I nie było w tym nic złego. Każdy ma swoje granice, swój moment zmęczenia, a ja świadomy tego, że jest tylko człowiekiem, nie mogłem i nie chciałem mieć do niego o to pretensji.
- I jak myślisz, będziesz w stanie po seksie jeszcze ćwiczyć? - Zapytałem, unosząc głowę, żeby nasze spojrzenia mogły się spotkać.
- Cóż… na początku może być ciężko - Przyznał po chwili. - Ale kiedy ciało się przyzwyczai, powinno być już tylko lepiej - Dodał z tym swoim zadziornym uśmiechem, po czym pochylił się i złożył krótki pocałunek na moim nosie.
- Muszę przyznać, że malinki naprawdę ci pasują - Rzucił nagle.
Parsknąłem śmiechem.
- Tak uważasz? Ciekawe, czy inni mężczyźni też by tak pomyśleli - Odgryzłem się, czysto dla żartu. Drocząc się z nim w ten sposób, czułem dokładnie to, co lubiłem najbardziej tę swobodę, bliskość i pewność, że możemy sobie pozwolić na wszystko.

<Elianie? C:>

Od Soreya CD Mikleo

 Zaskoczony wpatrywałem się w kota, który wcale nie uciekał. To było takie... dziwne. Nienaturalne. Spodziewałem się, że przez mój dotyk kot od razu ucieknie, spłoszy się, bo poczuje zło, które to te dłonie siały. A on jeszcze bardziej się przymila... To na pewno jest nienormalne. Na starość coś mu ewidentnie odwala. Ale chyba można mu to wybaczyć. Niepewnie przesunąłem dłonią po jego mięciutkim futerku, co wywołało w nim milutkie mruczenie. Aż całe moje ciało drżało... dawno nie czułem tego uczucia, a już na pewno nie w tym życiu. Przedziwne uczucie. Przemiłe uczucie. 
– Zastanów się nad tą ciążą jeszcze – po prosiłem, zerkając na niego niepewnie. Miło byłoby mieć własne dziecko, które nie byłoby narażone na moje destrukcyjne działanie, bo dzieliłoby ze mną tę samą aurę. – Dziecko dzieckiem, ale ty będziesz dla mnie najważniejszy. Bez kolejnego dziecka sobie poradzę z pewnością. Ale bez ciebie? Nie dam sobie rady. Dla ciebie żyję. Ciebie bronię. Jak ciebie nie ma, to nie ma i mnie – dodałem, obejmując go wolnym ramieniem. Zdecydowanie on był zawsze dla mnie najważniejszy. Nic innego nie miało znaczenia. 
– Przemyślałem to sobie doskonale, i moja odpowiedź się nie zmieni. Kiedy bliźniaki zaczną swoje życie, będziemy się starać o twoje dziecko – obiecał, mocno mnie martwiąc. To będzie ciężka ciąża. Będę ją naprawdę mocno przeżywał, jeżeli Mikleo naprawdę się na nią zdecyduje. I będę oczywiście robił wszystko, by cierpiał i robił podczas niej jak najmniej. Nie wiem, ile będę w ramię dla niego robić... Ale będę się starał ze wszystkich sił, by miał jak najlepiej. 
– Mam nadzieję, że naprawdę wiesz, na co się piszesz. I że twój Bóg nie ukarze cię jeszcze bardziej – dodałem cicho, także się tego obawiając. Nie wiem w końcu, czy ten głupi Bóg nie uzna tego za jakiś dziwny rodzaj świętokradztwa, czy chuj wie, do czego on to sobie podporządkuje. Na pewno coś tam sobie wynajdzie, jeżeli tak bardzo będzie chciał się przyczepić. 
– Myślę, że Bóg już wie, że na nas nic nie rozłączy i dał nam spokój. Nie musisz się nim przejmować – przyznał spokojnie, jak zwykle mając odpowiedź na wszystko. Oby miał rację. Bo z nim nigdy nic nie wiadomo. Jest bardziej mściwy niż nie jeden demon, to muszę przyznać z pewnością. 
– Chyba kończą mi się już racjonalne argumenty do tego, byś się na nią nie decydował – powiedziałem cicho, zmartwiony tym faktem. 
– Oczywiście, że nie masz żadnych racjonalnych argumentów, bo to pomysł idealny – powiedział nieco aż za dumnie. – Ale to będzie ostatnie dziecko. Na więcej nie licz. 
– Szczerze, to nawet na to nie liczę, jeżeli ma ci to oszczędzić cierpienia. Jesteś wszystkim, czego tak naprawdę potrzebuję – powiedziałem szczerze, tuląc go do siebie. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

 Nerwowo przygryzłem wewnętrzną część policzka. Z jakiegoś powodu bardzo mnie to nie uspokoiło. Moje ciało w pojedynczej, zwykłej ciąży by się bardzo zmieniło. A teraz, jak będę nosił w sobie aż dwójkę dzieci? Przecież... będę miał takie okropne fałdy skóry. I rozstępy. Już nie mówiąc o tym, że teraz moja skóra, i włosy są jakieś okropne. Czuję i widzę jak wszystko, co było najlepsze w moim wyglądzie, się zmienia i to na gorsze. Przerażają mnie te zmiany, bo nie mam na nich żadnego wpływu. Nie ważne, czy się staram czy nie, czy używam witamin, dbam lepiej o siebie... to nie ma żadnego sensu, bo z dnia na dzień jest ze mną coraz to gorzej. 
– Nawet nie wiesz, jak oo tym wszystkim będę wyglądał – powiedziałem cicho, spuszczając zmartwiony wzrok. 
– Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Liczy się dla mnie to, co masz w środku, a nie twój wygląd – powiedział, głaszcząc moje plecy spokojnym, miarowym ruchem. 
– Więc obchodzą cię tylko nasze dzieci? – spytałem, unosząc jedną brew. Oczywiście, tylko sobie żartowałem. Chociaż, jak patrzę na jego reakcję... powinienem przestać. Przez moje wahania nastrojów chyba już nie wie, co jest u mnie żartem, a co mówię na serio, i mu się nie dziwię. Byłem naprawdę okropny, i kompletnie nad tym nie panuję, nawet jakbym bardzo chciał. 
– Wcale nie tak, chodzi mi o twoje wnętrze, charakter. Nie o dzieci. Znaczy się. O dzieci też mi chodzi, też je kocham, chociaż ich jeszcze nie widziałem, tylko czasem je słyszę, jak mi pozwalasz przykładać głowę do brzucha – zaczął się trochę szamotać, na co cicho westchnąłem.
– Mój charakter ostatnio też jest okropny. Nie, żebym przed ciążą był jakiś fenomenalny – mruknąłem zmartwiony, przypominając sobie, jaki byłem. Że też ktoś taki jak on ze mną jest... Zdecydowanie nie zasługiwałem na tak dobrą osobę, jaką był on. 
– Bardzo się zmieniłeś od początku naszej znajomości. Na lepsze. Jeszcze są pewne obszary, nad którymi mozna popracować... no, ale to się tyczy każdego człowieka. Nikt nie jest idealny. Ale nie zmienia to faktu, że jesteś wspaniały. A nawet bardziej niż wspaniały – przysłodził mi troszkę, poprawiając moje włosy. 
– No nie wiem. Czuję, że rodzicem będę słabym – powiedziałem cichutko, gładząc z niepokojem swój brzuch. Już z jednym dzieckiem odczuwałem presję. No ale z dwoma? 
– Wspólnie się będziemy uczyć, jak być dobrymi rodzicami. Będziemy mieć wsparcie. Nie musisz się tym przejmować, nie teraz. Większość rzeczy wyjdzie samo, naturalnie, zobaczysz sam – obiecał, całując mnie w czubek nosa. Za bardzo we mnie wierzył. Żebym to ja miał chociaż ten ułamek wiary w siebie co on we mnie... 
– Za kilka dni wracasz do pracy, prawda? Może wykorzystamy fakt, że jeszcze mamy czas dla siebie, i może przejdziemy się na spacer? Krótki. Może świeże powietrze sprawi, że poczuję się lepiej – zaproponowałem, bardziej patrząc na niego niż na siebie. On był bardziej przyzwyczajony do aktywnego trybu życia, i może chociaż spacer trochę mu to wszystko wynagrodzi. Obejrzymy ogród, zajrzymy do stajni i wrócimy. Na więcej chyba nie znajdę w sobie siły. 

<Piesku? c:>

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa uśmiechnąłem się głupkowato. Cóż, a później mówi, że to ja jestem napalony i myślę o jednym. W rzeczywistości miałem nieco inny pomysł, myślałem, by może tak zacząć ćwiczyć? I to na poważnie, by nie zaskoczyć się, kiedy w końcu wyruszymy w podróż. Może by tak zacząć co dziennie biegać? Musiałbym wychodzić z miasta i to aż do lasu, ale na pewno dobrze mi zrobić. I do tego takie zwykłe ćwiczenia, najlepiej z rana, by nabrać trochę tej energii na resztę dnia. Tak, zdecydowanie powinienem nieco zmienić swój rytm dnia, bo później, jak już wyruszymy, kiedy ja będę miał na to czas? Albo siły? Muszę dbać o kondycję, o siłę, o całą swoją sprawność fizyczną. 
– Interesujący pomysł – uśmiechnąłem się do niego znacząco, wyciągając rękę, by go do siebie przyciągnąć. – Myślę, że dodam to do swojego harmonogramu – dodałem cicho, tuląc go do siebie. Miałem chwilę dla siebie, więc czemu miałbym z tego nie skorzystać? Był mój, calutki mój, bez żadnego kota, i nie mogę odpuścić tej chwili. Ostatnio mi ich było za mało. 
– Harmonogramu? – powtórzył, przekładając swoją nogę przez moje biodro. 
– Harmonogramu. Tak sobie teraz myślę... faktycznie muszę się więcej ruszać. Czy mi się to podoba, czy nie. Bieganie. Poranne ćwiczenia. Tyle ćwiczeń mogę robić tutaj, w pokoju, że aż szkoda, by ten czas mi minął. Jak ruszymy w podróż, to tego czasu mieć nie będę. A jak stracę swoje kształty, to jeszcze mnie zostawisz, i co ja sam bez ciebie zrobię? – zapytałem nieco bardziej żartobliwie. Oczywiście, nie chodziło mi o mój wygląd, zdecydowanie bardziej wolałbym to zrobić dla swojego samopoczucia, a ćwiczenia mogą mi w tym pomóc. Kto jednak powiedział, że nie mogę sobie pożartować? 
– Faktycznie, musisz o siebie dbać, bo jak nie będę widział tych mięśni, no to koniec z nami. Ja wybieram sobie tylko najlepszych, a ty bez sześciopaka najlepszy nie będziesz – pokręcił głową z dezaprobatą, starając się zabrzmieć powaznie, co mu średnio wychodziło. 
– Czyli dobrze myślę, muszę się za siebie zabrać. Będę ćwiczył bez koszulki, możesz sobie na mnie popatrzeć – puściłem mu oczko, nie mając problemu z tym, by mnie obserwował. Co to w końcu dla mnie? Jemu ćwiczeń nie będę proponował, nie ma to sensu, nie wpłyną w żaden sposób na jego ciało, czy psychikę, bo się nawet nie zmęczy. Sam przejdę tę drogę.
– Nie mogę się doczekać. Tylko... najpierw będą nasze ćwiczenia, czy twoje ćwiczenia? – spytał, wsuwając swoją chłodną dłoń pod moją koszulkę. Przez to, że musiałem zejść na dół i rozwiesić zrobione pranie, coś na siebie założyć musiałem, by nie był na mnie zły, czy zazdrosny. Już i tak wystarczy, że kobieta obok mnie ubierze sukienkę z większym dekoltem i już mam kłopot. Za co? Nie wiem. Nawet się tam nie patrzę, bo mnie to zwyczajnie nie interesuje. 
– Hmm... nie wiem. To już zależy od ciebie. Czy wolisz mnie rozgrzać na początku, czy żebym był rozgrzany – wymruczałem, zbliżając usta do jego szyi, by zaraz zostawić na jego skórze malinkę. Cóż mogę powiedzieć, ładnie się ona prezentuje na jego bladej skórze.

<Różyczko? c:>

czwartek, 29 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

Gdy mój partner zniknął za drzwiami łazienki, westchnąłem cicho i przytuliłem kociaka, który mruczał tak przyjemnie, jakby chciał mnie uspokoić. Jego ciepło i delikatny dźwięk sprawiały, że na moment wszystko zwalniało. A jednak gdzieś pod tą chwilą spokoju czaiło się uczucie, że mój partner bywa o tę bliskość odrobinę zazdrosny. Może mówić, co chce, ja i tak czułem, że pragnie, abym całą uwagę skupił właśnie na nim.
I skupię. Dokładnie tak, jak sobie tego życzy. Ale za chwilę wtedy, gdy opuści łazienkę i wróci do mnie, oczekując tego, czego potrzebuje najbardziej: odrobiny lenistwa, ciepłej bliskości, miękkiej czułości. Tego rodzaju obecności, która nie wymaga słów.
A kotek? Kotek z godnością przeniesie się na fotel tam, gdzie jest jego miejsce. Zwinie się w kłębek, odpocznie, wyciszy się. Wróci do nas dopiero wtedy, gdy mój partner da mu na to ciche przyzwolenie.
Spędzałem z Futerkiem tyle czasu, ile było mu potrzebne, grzecznie czekając na partnera, który w końcu do mnie wrócił. Gdy tylko pojawił się w pokoju, bez słowa rzucił się na łóżko, ciężko przy tym wdychając powietrze. Zmarszczyłem brwi. To było dziwne, przespał przecież całą noc, a mimo to wyglądał na zmęczonego, jakby sen wcale go nie ukoił.
Może powinien mieć większy kontakt ze słońcem? Może częściej wychodzić na zewnątrz w ciągu dnia? A może to moja wina, w tym miejscu światło niemal nie docierało, a przecież słońce to witaminy, energia… coś, czego ludzie potrzebują, prawda? Sam nie wiedziałem. Wiedziałem tylko, że zaczynam się o niego martwić.
Z lekkim niepokojem położyłem kociaka na fotelu, dając mu znać, by tam został. Mruknął cicho, jakby rozumiał, po czym zwinął się w kłębek. Wróciłem do partnera i położyłem się na poduszce tuż obok niego, odwracając się tak, by móc spojrzeć mu prosto w oczy.
- Wszystko w porządku? - Zapytałem cicho. - Ostatnio jesteś strasznie zmęczony. Może powinieneś wyjść w ciągu dnia na spacer… trochę słońca dobrze by ci zrobiło. - Mówiąc to, położyłem dłoń na jego policzku. Był przyjemnie ciepły, znajomy. Ten dotyk uspokajał mnie niemal tak samo, jak kocięce mruczenie chwilę wcześniej.
- Nic mi nie jest, Różyczko - Mruknął spokojnie. - To tylko lenistwo daje mi się we znaki. Powinienem chyba więcej robić, ruszać się, zużywać energi. żeby aż tak się nie rozleniwić. - Parsknąłem cicho śmiechem. Jeśli naprawdę uważał, że brakuje mu zajęcia albo że powinien zużyć trochę energii, by przestać czuć się tak ospałym… cóż, w takim razie byłem więcej niż gotów mu w tym pomóc. I miałem przeczucie, że moja pomoc bardzo przypadłaby mu do gustu.
- Wiesz - Odezwałem się po chwili, z ledwie ukrywanym rozbawieniem - Jeśli chcesz, znam kilka całkiem fajnych sposobów na spożytkowanie energii. Bez potrzeby wychodzenia z łóżka… Myślę, że obojgu nam się to spodoba i że obaj będziemy usatysfakcjonowani tą grą - Uśmiechnąłem się znacząco, pozwalając sobie na odrobinę zaczepności. Drażnienie się z nim było zbyt kuszące, by sobie tego odmówić, zwłaszcza że obojgu nam sprawi to równie dużo przyjemności, które lubimy i których nie mieliśmy zamiaru ukrywać.

<Elianie? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

Oczywiście, że chciałem zajść w ciążę. Od początku wiedziałem, że to może skończyć się źle, że to dziecko może nie być zwyczajne. Że może narodzić się demonem. Że być może przyjdzie mi zapłacić za to cenę, jakiej żaden anioł nie powinien ponosić. Że mogę zostać zmuszony do rzeczy, które przerażają samą myślą, do karmienia się duszami, do życia na granicy tego, co jeszcze ludzkie.
I tak… ta wizja mnie przeraża. Czasem aż dłonie mi drżą, gdy pozwalam sobie pomyśleć, dokąd to wszystko może nas zaprowadzić. A jednak mimo tego, pragnę dać mu dziecko. Bo czuję, że właśnie tego potrzebuje. Że tylko ono mogłoby go naprawdę uszczęśliwić.
Widzę przecież, jak bardzo się stara. Jak powtarza, że jest szczęśliwy, że cieszy się naszą bliskością, naszym domem, tą namiastką rodziny, którą razem stworzyliśmy. A jednocześnie trzyma dzieci z daleka. Trzyma z daleka zwierzęta. Czasem nawet mnie. Jakby bał się własnych rąk. Jakby bał się tego, co mógłby niechcący zniszczyć.
A gdyby jednak pojawiło się dziecko, które byłoby zupełnie jego?
Nie ludzkie. Nie anielskie.
Lecz prawdziwe demoniczne, teraźniejsze, będące czystą esencją Soreya takim, jakim jest teraz.
Myślę, że to zmieniłoby go całkowicie. Dałoby mu coś, czego nigdy jako demon nie miał, poczucie, że jest rodzicem. Że to dziecko, które razem byśmy stworzyli, byłoby naprawdę jego. I wtedy nie mógłby już mówić, że musi trzymać się z daleka. Nie mógłby uciec. Musiałby się nim zająć. Musiałby je chronić, karmić, uspokajać, trzymać przy piersi, gdy zapłacze.
A to oznacza jedno, bez względu na wszystko musiałby być przy mnie. Pomóc mi. Zostać.
- Szczerze mówiąc… bez względu na konsekwencje - Wyszeptałem, unosząc na niego spojrzenie i uśmiechając się łagodnie.- Czy urodziłby się demon czy anioł… jestem w stanie to znieść. Jestem w stanie przetrawić ten ból. Bo czuję, że właśnie tego potrzebujesz. Potrzebujesz dziecka, które da ci szczęście. Które pozwoli ci być dorosłym mężczyzną, kimś kto ma coś, co naprawdę należy do niego. Coś, co jest mu potrzebne, by być szczęśliwym. - Zrobiłem krótką pauzę, ściszając głos jeszcze bardziej. - Bo wiesz… kiedy ty jesteś szczęśliwy, ja też jestem szczęśliwy. -:Milczał przez dłuższą chwilę. Widziałem w jego oczach strach, nie gniew, nie sprzeciw, lecz czysty lęk.
- A konsekwencje? - Zapytał w końcu cicho. - A twoje ciało? Skąd wiesz, że będziesz w stanie znieść taką ciążę? - Jego dłoń lekko zadrżała, gdy ją uniósł. - Nie chcę, żeby to dziecko cię zabiło - Wyznał w końcu. - Tego się boję najbardziej. Tego zakończenia… nie mógłbym znieść. - Wyjaśnił, mówiąc mi to czego byłam świadom, a mimo to chciałem się poświęcić. 
Pokręciłem przecząco głową. Nie bałem się tak jak on. Nie umrę. Myślę, że on by mi na to nie pozwolił.
Za każdym razem, gdy nosiłem pod sercem którekolwiek z naszych dzieci, dbał o mnie. Pilnował każdego szczegółu, mojego oddechu, snu, posiłków, nawet nastroju. Był czujny, uważny, obecny. Jakby sam fakt, że we mnie coś rośnie, zmuszał go do bycia jeszcze bardziej ludzkim, jeszcze bardziej troskliwym.
Wierzę, że tym razem byłoby tak samo. Że dobrze by się mną zaopiekował.
- O mnie się nie martw. To nie lekkomyślność. To pełna świadomość i miłość zachęcają mnie, by oddać ci dziecko. - Uniósłem na niego spokojne spojrzenie. - Haru i Hana już za chwilę będą pełnoletni. Pójdą swoją własną ścieżką… a my zostaniemy tu we dwoje. I czuję, że takie maleństwo dałoby nam radość. A tobie pozwoliłoby w końcu poczuć się prawdziwym rodzicem. Kimś, kim chyba już od dawna boisz się być, albo kim przestałeś wierzyć, że jeszcze możesz. - Przysunąłem się bliżej, wtulając w jego ciało. Chwyciłem jego dłoń i delikatnie położyłem ją na miękkim futrze kota. Zwierzę zamruczało cicho, przeciągając się i ocierając o jego palce, jakby doskonale wyczuwało napięcie, które z niego schodzi.
Uśmiechnąłem się, rozczulony tym widokiem.
- Widzisz? Od razu lepiej- Dodałem szeptem.

<Sorey? C:> 

Od Haru CD Daisuke

Naturalne było to, że musiał to wszystko przepracować. Że potrzebował czasu, aby przetrawić to, czego się dowiedział. W końcu ciąża z jednym dzieckiem a ciąża bliźniacza to ogromna różnica. Oczywiście, sama ciąża już jest i w pewnym sensie niewiele się zmienia, bo fakt pozostaje faktem. Jednak świadomość, że na świecie pojawią się dwa maluchy, a nie jedno, jest realnym i dodatkowym obciążeniem psychicznym.
Dla mojego panicza, który i tak nie jest dziś pewien tego, co czuje, to wszystko jest szczególnie trudne. Widać po nim jedno bardzo wyraźnie: gdyby mógł dokonać wyboru jeszcze raz, prawdopodobnie już by się na to nie zdecydował. A przecież mówiłem, powtarzałem, tłumaczyłem, że nie musi, że do niczego go nie zmuszam, a jednak on uparcie twierdził, że chce zostać rodzicem. A teraz? Teraz jest już za późno, by się z tego wycofać. Nie da się nagle zrezygnować z ciąży, kiedy już się w niej po prostu jest.
Pozostaje jedno: Akceptacja. Bo niezależnie od tego, czy mu się to podoba, czy nie, dzieci nagle nie znikną. Owszem, mogłoby się tak wydarzyć, ale lepiej, żeby tak się nie stało. Taka strata mogłaby nas oboje bardzo psychicznie zniszczyć, a także zrujnować relację, która w tej chwili naprawdę się układa i którą oboje starannie pielęgnujemy.
Nie chciałbym, aby to, co teraz mamy to, co budujemy z wysiłkiem, troską i uczuciem, zniknęło tylko dlatego, że dzieci noszone w jego łonie z niewiadomych przyczyn przestałyby istnieć. To byłoby zbyt bolesne. Dla nas obojga.
Przytuliłem mojego panicza do siebie, zamykając go w czułym, szczelnym uścisku. Chciałem, aby czuł moją obecność, żeby wiedział, że jestem tu, obok niego. Że bez względu na to, co się wydarzy, ja przy nim pozostanę. Będę go chronić, będę mu pomagał, będę go kochał.
Bez względu na to, jak bardzo ciąża go zmieni. Bez względu na to, jak będzie się czuł, psychicznie czy fizycznie. Dla mnie zawsze będzie piękny. Zawsze będzie idealny. I co najważniejsze, będzie fantastycznym rodzicem. Nawet jeśli on sam uważa inaczej. Ja wiem swoje i tego zdania nie zmienię.
- Obiecuję, że nikomu nie powiem. To zostanie tylko między nami - Powiedziałem cicho. - A kiedy już będziesz pewien tego, co czujesz, i gotów podzielić się tą ważną dla nas informacją z innymi… po prostu to zrobisz. Dam ci tyle czasu, ile będziesz potrzebował. Nie będę cię pospieszał. To twój czas, by wszystko przemyśleć. - Zapewniłem go o tym, całując go delikatnie w policzek. -  Pamiętaj - Dodałem cicho - Że bez względu na to, co by się wydarzyło, i jak bardzo twoje ciało zmieni się przez ciążę, ja nadal będę cię kochał i traktował z szacunkiem. Jestem ci wdzięczny za twoje poświęcenie. Za to, co dla mnie zrobiłeś. Za to, jak wiele oddałeś, by mnie uszczęśliwić i obdarować naszymi pociechami.
Uśmiechnąłem się do niego ciepło, mając nadzieję, że choć odrobinę poczuje spokój, który sam w tamtej chwili chciałem mu podarować.
- Będziesz mnie kochał mimo mojego wyglądu? - Dopytał, patrząc na mnie wielkimi oczami.
- Będę cię kochał bez względu na wszystko i wreszcie to zrozum - Poprosiłem, uśmiechając się do niego łagodnie, chcąc chociaż odrobinę podnieść go na duchu.

<Paniczu? C:> 

Od Eliana CD Serathiona

 Zaśmiałem się cicho na jego słowa. Bo to nie tak, że słyszałem to już który, setny raz? Za każdym razem, kiedy Serathion mnie kosztuje, musi mu się to wymsknąć, jak nie przez usta, to w spojrzeniu, w sposobie, w jaki oblizywał usta. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że mnie uwielbiał. Że chciał więcej. I mi to schlebiało, chociaż nie potrafiłem zrozumieć, co w mojej krwi było niezwykłego. Słyszałem, że najpyszniejsza krew jest od młodych szlachciców i szlachcianek, a ja błękitnej krwi zdecydowanie nie mam. No chyba, że mój pożal się Boże ojciec jest czy był kimś z wyższych sfer, ale to i tak byłaby ona mocno rozrzedzona, i niespecjalnie dobra. A tu proszę, wielki arystokrata nie może się ode mnie oderwać. 
– Cieszę się, że moja niegodna krew potrafi zaspokoić twe wspaniałe kubki smakowe – odpowiedziałem, uśmiechając się zadziornie. Szyja jeszcze nieco mnie bolała, ale to zaraz minie. To i tak niewielka cena za jego szczęście i dobro. 
– Mhm. Wyjątkowo dobrze ci się to udaje – odpowiedział, zbliżając swoje usta do moich ust. Nim jednak ten delikatny pocałunek zmienił się nie coś bardziej namiętnego, coś zaczęło wdrapywać mi się po ramieniu. Już? Mój panie, niech on jak najszybciej dorasta. I dać nam spokój. – Ktoś tu się za nami stęsknił – dodał rozbawiony, odsuwając się ode mnie, by móc zająć się tym kociakiem. 
– Przecież przed chwilą miał tę atencję, a w ostatnich dniach to powiedziałbym, że nawet ma jej za dużo – mruknąłem, zerkając na tego małego czorta kątem oka. 
– Ale wczoraj miał jej bardzo mało. A skoro tak ładnie się zachowywał, to należy się mu nagroda, tak? Kto jest takim grzecznym i mądrym kotkiem? – uśmiechnął się rozczulająco do kota. Powinienem być na niego zły. To na mnie się miał skupiać, nie na nim. Ale skoro ten mały robak sprawia mu taką przyjemność, daje mu szczęście... to kim jestem, by mu to wypominać? Niech się cieszy. Życie go nie oszczędzało, więc skoro ma już jakąś uciechę z tego życia, niech ma. Kot żyję jeszcze krócej od człowieka, więc niech spędza z nim ten czas. Co jak co, ale ja mogę na tym stracić. 
– Czy takim mądrym to bym polemizował – mruknąłem niezadowolony, ściągając kociaka ze swojego ramienia i wpychając go w dłonie mojego partnera. 
– Jest mądry. Wie doskonale, jak dostać to, czego chce – odparł zadowolony Serathion, tuląc kociaka do siebie. – No patrz, jaki słodziak. 
– Widzę, że słodziak, chociaż nie powiedziałbym, że to ten kot jest słodziakiem – ostrożnie zdjąłem ich ze swoich kolan. Niech się ze sobą bawią, ale ja powinienem zrobić kilka rzeczy. – Pójdę zrobić pranie. A wy się tu bawcie – odpowiedziałem, składając na jego czole pocałunek. Zrobię pranie, szybko się z tym uwinę, i już będę mógł do nich wrócić, lenić się i nic nie robić, dopóki nie przyjdzie nocna pora. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Czy miałem jakieś plany na dziś? Raczej nie. Bo jakie plany można mieć, kiedy jest dzień?
Siedzę, myślę, czytam książki, bawię się z kotem albo kocham się z facetem, którego uwielbiam. Poza tym nie mam żadnych zamiarów, które mogłyby zakłócić ten rytuał. I tak będzie aż do wiosny, kiedy w końcu opuścimy gospodę i ruszymy dalej w podróż.
- Myślę, że jakiekolwiek plany, które mogłyby chodzić mi po głowie, mogą dojść do skutku dopiero nocą - Stwierdziłem, obserwując jego ruchy. To, jak krzątał się po pokoju, szukając swojej koszuli, próbując jednocześnie rozbudzić się na dobre i rozpocząć dzień.
- Nocą? - Rzucił z rozbawieniem. - Ja dla ciebie jestem dostępny przez cały dzień. - Mrugnął do mnie porozumiewawczo. Był tak bezczelnie zabawny, że aż chciało mi się śmiać.
- Tak mówisz? - Uniosłem brew. - Przypominam ci, że jest z nami kot.
Wskazałem dłonią na malucha, który natychmiast zamruczał głośno, ocierając się o moje palce, jakby chciał potwierdzić swoją obecność.
- Wiem. I w niczym mi on nie będzie przeszkadzał - Odparł spokojnie, w końcu odnajdując koszulę. Zarzucił ją na ramiona, gotów wyjść z pokoju. - Dostanie jeść i wyląduje na fotelu - Dodał jeszcze, zanim zniknął za drzwiami.
Nawet tego nie skomentowałem. Po co? I tak już wyszedł, zostawiając mnie samego z kotem, który nie przestawał mruczeć, jakby świat był dokładnie taki, jaki powinien.
Czas przy tym maluchu płynął zaskakująco szybko. Nawet nie zauważyłem, jak długo Elian był poza pokojem ani kiedy dokładnie zniknął mi z oczu.
Pierwszy o jego powrocie poinformował mnie kot. Futrzak zerwał się nagle i podbiegł pod drzwi, gotów na jedzenie, jeszcze zanim pojawiło się ono w zasięgu wzroku.
Gdy Elian tylko uchylił drzwi, powitało go głośne, żałosne miauczenie, pełne desperacji i głodu.
Ależ ten maluch był hałaśliwy. I wiecznie głodny. Co za mały głuptas.
- Już jestem, nie drzyj się tak - Westchnął Elian, stawiając miskę przed kocim pyszczkiem i ciężko wzdychając. - Ależ ty jesteś niewychowany - Mruknął jeszcze.
Nie patrząc nawet w moją stronę, rozsiadł się wygodnie na łóżku, a chwilę później bez żadnego wysiłku wciągnął mnie na swoje kolana.
- To co - Zapytał cicho. - Teraz twoja pora na karmienie - Jego dłonie natychmiast odnalazły moje pośladki, jakby znały drogę aż za dobrze.
Uśmiechnąłem się do niego łagodnie, kładąc dłonie na jego ramionach.
- Myślę, że skoro tak bardzo mnie prosisz, a wręcz sam się na to nastawiasz, nie mogę ci się oprzeć - Wymruczałem cicho.
Zbliżyłem się do jego karku, muskając go najpierw ledwie wyczuwalnym oddechem, a potem delikatnym pocałunkiem. Drażniłem jego skórę powoli, świadomie, pozwalając napięciu narastać, aż w końcu wgryzłem się w nią bez wahania.
Smak krwi rozlał się po moich zmysłach, ciepły, znajomy. Dla mnie nie była tylko życiem. Była rozkoszą, potrzebą głębszą niż głód, czymś, bez czego nie potrafiłem istnieć.
Wypiłem tyle, ile mogłem, a jednocześnie dokładnie tyle, ile było mi potrzebne. Przez cały czas myślałem tylko o nim. O tym, by go nie skrzywdzić. By nie wypić zbyt dużo. To zawsze było moim największym lękiem, że mnie poniesie, że stracę kontrolę, że mój głód okaże się silniejszy ode mnie.
Gdy w końcu odsunąłem się od jego karku, a moje kły opuściły jego skórę, westchnąłem cicho.
- Ależ ty jesteś pyszny - Wyszeptałem, oblizując wargi, wciąż czując na nich jego smak.

<Elianie? C:>

Od Soreya CD Mikleo

 Oczywiście, że przykre, ale na to nic się nie dało poradzić. Zwierzaki zwykle nie żyją za długo, chociaż jak na moje nasze kociaki nieźle się trzymają. Co prawda, pewnie żyłyby jeszcze dłużej, gdyby nie chodziły takie poddenerwowane, na pewno żyłyby jeszcze dłużej. Nie wiem, czemu mnie aż tak nie lubią, naprawdę się starałem do nich być dobry. Najwidoczniej są mądrzejsze niż Mikleo, skoro mnie omijają... aż do teraz. Albo może Wąsik się zmęczył ciągłym unikaniem mnie? Odkąd jest zima, mnóstwo czasu spędzam w domu, więc albo mogą spędzać ten czas ze mną, albo na tym zimnym dworze. 
- Zawsze możemy dać dom nowym zwierzakom – zaproponowałem, starając się oddychać spokojnie, miarowo i nie za głęboko. Bo co, jeżeli wezmę zbyt głęboki wdech, i go spłoszę? Nie, niech sobie odpocznie. Ja poczekam, aż wstanie sam. Mam czas, gdzie w końcu mi się spieszy? Wszystko mamy na razie zrobione, kupione, i nic nie muszę robić, poza porządnym wygrzaniem się, no ale to właśnie w tej chwili robię. 
- To nie będzie to samo. Każdy zwierzak jest inny – powiedział cicho, nie przestając drapać kociaka za uchem. Też bym go podrapał. Jednak, strasznie się bałem, że jak tylko się ruszę, to zaraz się coś stanie i ucieknie. Na razie zadowolę się jego obecnością na moich kolanach. 
- Wiem, ale kolejnym kociakom możemy zapewnić dom. Uratować kolejne, maleńkie istnienia, o ile będą tego chciały – odpowiedziałem, nie mając z tym żadnego problemu. Zawsze trochę to milej będzie w domu, no i jak ja będę pracować, Mikleo nie będzie sam. 
- Szlachetne. I takie niepodobne do złego demona – zauważył rozbawiony, na co pokręciłem z niedowierzaniem głową. Teraz to mi to zawsze będzie wypominać. 
- Zły demon lubi słodkie kotki, co mam ci powiedzieć – wzruszyłem lekko ramionami. Dobrze, że wraz ze zmianą nie pozbyłem się tej słabości. Że potrafiłem kochać, i cieszyć się z drobnostek, i że są dla mnie ważniejsze rzeczy niż sianie zniszczenia po całym świecie. W końcu, gdybym zniszczył ten świat, moje dzieci i Mikleo nie miałby gdzie żyć, nie mówiąc o tym, że nie byliby z tego faktu zadowoleni. Tak, to jeden z takich główniejszych powodów.  - I piękne aniołki. A zwłaszcza takiego jednego, w szczególności – dodałem, szczerząc się do niego szeroko. 
- Ależ oczywiście, że tak – pokręcił z niedowierzaniem głową, przytulając się do mojego ramienia. - Zobaczymy, co z tym zrobimy. Na razie mamy jeszcze dwa wspaniałe kociaki. I może wkrótce dziecko – zaproponował, co mnie zaskoczyło. 
- Jakie dziecko? - spytałem, nic nie rozumiejąc. 
- Nasze dziecko. Mówiłem ci, że chciałbym ci dać dziecko – odpowiedział. No tak, mieliśmy taką rozmowę... i myślałem, że już ten temat zakończyliśmy. Nie możemy mieć dziecka, bo jego to może za bardzo skrzywdzić. 
- Dalej chcesz zajść w ciążę? Jesteś pewien? To jest zbyt niebezpieczne. Nie wiadomo, jak dziecko by się odżywiało, bardziej jak anioł czy może bardziej jak... ja. Nie zniósłbyś przecież tego – uświadomiłem go, patrząc na niego ze zmartwieniem. Jak byłem człowiekiem, albo aniołem, to było to jednak bezpieczniejsze. Teraz zbyt wiele niewiadomych. 

<Owieczko? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Przez chwilę wpatrywałem się w Serathiona zamglonym spojrzeniem. Dopiero co się obudziłem, jeszcze nie do końca wiedziałem, co się dzieje. Jeszcze z chęcią bym zamknął na chwilę oczy, dalej byłem tak strasznie zmęczony... jakże dobrze było mi tu leżeć, na miękkim materacu, otulonym ciepłą kołdrą, w miejscu ciepłym, bezpiecznym, suchym... z jednej strony, ruszyłbym się stąd. Ale z drugiej, nudziła mnie monotonia każdego dnia. W końcu, ileż można? Wiedziałem jednak, że wyruszenie stąd w tej pogodzie byłoby dla mnie ciężkie. Powinienem jak najlepiej wykorzystać ten czas, na całkowity odpoczynek, wzmocnienie ciała i psychiczny spokój. W drodze będę ciągle musiał uważać, spać w tanich gospodach, jaskiniach, porzuconych domostwach, jeść to, co sobie upoluję, ugotuję...
- Poszedłbym jeszcze spać – mruknąłem, wtulając twarz w poduszkę. Szkoda, że nie mogę być jak niedźwiedź, i przespać całej zimy. Wszystkie moje problemy by się skończyły.
- No już, starczy ci. Ileż w końcu można spać? - spytał niezadowolony, siadając obok mnie. - Nudzę się. I Futerko też. Też chce atencji od swojego pana – dodał, a jak na potwierdzenie jego słów rozległo się głośne „miau”.
- Bardziej niż atencji to on chce jedzenia – mruknąłem, odwracając głowę w ich stronę. - Mógłbyś brać od niego przykład i też się upominać, co? A nie, że ja cię muszę pilnować, a i tak się nie zgadzasz. 
- Powinieneś się cieszyć. Dzięki temu masz więcej krwi w sobie – odpowiedział, kładąc kotka na moich plecach. - Dzisiaj się na pewno się ciebie napiję, skoro tak bardzo nalegasz. 
- Nie przypominam sobie, by moje plecy były miejscem do spania – mruknąłem, kiedy kociak zaczął ugniatać i wbijać pazurki w moją skórę, bo jak zwykle spałem bez koszulki. Przez tego małego czorta chyba powinienem zacząć się ubierać. To nie jest do końca przyjemne.
- No już, ładnie przespał całą noc na fotelu. Teraz chyba może się tak troszkę do nas poprzytulać, co? Jak jest taki grzeczny, zasługuje na nagrodę – powiedział, jak zwykle biorąc jego stronę. 
- Żebyś później nie narzekał, że nie mamy prywatności – mruknąłem, cicho wzdychając. - No tak, wiem, głodny jesteś, już, moment. Jak ja jestem głodny, to tak nie krzyczę – mruknąłem niezadowolony, musząc słuchać nad uchem jego miauczenia. 
- To byłoby ciekawe doświadczenie. No już, wstawaj, ogarniaj się i wracaj do nas prędko z jedzonkiem. Dla mnie i dla niego – poprosił, na co uniosłem jedną brew. Poprosił, nachylając się do mnie, by złożyć na moim policzku delikatny pocałunek. 
- W takim razie musisz zdjąć ze mnie to małe stworzenie. Jak inaczej miałbym wstać? - powiedziałem, a Serathion zareagował od razu, biorąc kociaka na ręce. Niechętnie podniosłem się do siadu, przeciągając się leniwie. Od razu też zauważyłem, jak jego oczy uważnie obserwują moje ciało, dobrze zbudowane i zabliźnione. - Masz dzisiaj plany na dzisiaj? - dopytałem, szukając wzrokiem swojej koszuli. Jedną widziałem, miał ją na sobie, ale gdzieś tu musi być jeszcze druga... koniecznie muszę mu kupić koszulę, która jest na mnie, ale będzie dla niego, bo jednak mam troszkę ich ograniczoną ilość. 

<Różyczko? C:>

Od Serathiona CD Eliana

 Czy on w tej chwili mówił to zupełnie poważnie?
Doskonale zdawałem sobie sprawę, że z moim partnerem nie zawsze wszystko jest w porządku, w końcu ludzie bywają dziwni i często zupełnie dla mnie niezrozumiali, ale on… on właśnie pobił wszystko, co znałem i czego nie byłem w stanie pojąć.
Naprawdę obudził się tylko dlatego, że jego ciało było zimne, i uznał, że to idealny moment, żebym go ugryzł i napił się jego krwi?
Przecież mogłem zrobić to później. Za pięć, sześć, nawet osiem godzin, kiedy się wyśpi, a jego ciało będzie znacznie bardziej zregenerowane niż teraz. Byłem niemal pewien, że byłby mi za to wdzięczny. Nawet jeśli w tej chwili uważał inaczej.
- Ty tak poważnie? - Zapytałem w końcu. - Jest późno w nocy. Przed chwilą się obudziłeś, wciąż jesteś śpiący i zmęczony. Majaczysz. Idź spać, a jak się obudzisz, wrócimy do tematu.
Zdecydowałem, jak zawsze, stawiając na swoim. Bo przecież nie będę pił jego krwi w środku nocy i zupełnie nie obchodziło mnie, że on uważał inaczej.
- Jestem bardzo poważny - Mruknął. - Niestety, czy tego chcę, czy nie, i tak w końcu zasnę. Nie stanie się to jednak od razu, jesteś zimny a i mi ciężko będzie się od razu ogrzać. A skoro nie zasnę od razu, to po co tracić czas? Mogę dać ci krew, której potrzebujesz, żebyś nie był głodny. - Zauważył to z taką pewnością, jakby mówił o czymś zupełnie oczywistym.
Był upierdliwy. Naprawdę. W tej chwili mógłby sobie to wszystko po prostu odpuścić.
Westchnąłem cicho i schowałem twarz w jego ramionach.
- Później. Idź spać - Poleciłem, widząc po nim, że jest wyczerpany, ledwo myślący i chyba nie do końca świadomy tego, co mi właśnie proponuje.
+ Serathion… coś powiedziałem - Burknął, próbując zabrzmieć groźnie. Niezbyt mu to wyszło.
- Później. Śpij — powtórzyłem, zamykając oczy, żeby nie widzieć jego spojrzenia. W ten sposób było jakoś łatwiej to wszystko znieść.
- Ależ ty jesteś uparty - Fuknął.
Ale już nie naciskał. Chyba zrozumiał, że cokolwiek by nie zrobił, mojego zdania i tak nie zmieni.
- I kto to mówi - Mruknąłem.
Potem zapadła między nami cisza. Nie chciałem jej przerywać. Chciałem tylko, żeby znów odpłynął do krainy snów.
Mój partner, mimo wszelkich prób walki, w końcu odpuścił i zasnął.
Trochę to trwało dokładnie tak, jak sam zapowiadał, ale gdy wreszcie jego oddech się uspokoił, a ciało rozluźniło, zapadła cisza.
Cisza pełna spokoju.
Miałem pewność, że nic ani nikt nie naruszy jego snu. Dopilnuję tego. Już ja się o to postaram.
Nie obudzi się, dopóki jego własne ciało i sen nie uznają, że nadszedł właściwy moment. Nie wcześniej.
Czuwałem, wsłuchując się w równy rytm jego oddechu, pilnując, by noc pozostała tylko nocą, bez zakłóceń, bez niepotrzebnych myśli, bez głodu i bez lęku.
Teraz mógł odpocząć. A ja… ja miałem czas, aż znów otworzy oczy.

Elian obudził się dopiero wtedy, gdy ja sam poruszyłem się na łóżku, mając już dość bezczynnego leżenia. Poza tym Futerko wyraźnie domagał się uwagi, a skoro i tak nie spałem, mogłem mu jej dać tyle, ile potrzebował.
Kot mruczał głośno, wtulony w moje ramiona, zupełnie jakby chciał podkreślić swoją obecność i niezadowolenie z tak długiego ignorowania.
- Dzień dobry, śpiochu. Jak się czujesz? - Zapytałem, podchodząc do Eliana z kotem na rękach.
Spojrzał na mnie jeszcze nie do końca przytomnie, mrużąc oczy, jakby rzeczywistość dopiero powoli do niego docierały.

<Elianie? C:>

środa, 28 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Czekałem na mojego partnera cierpliwie, skupiając się chociażby na czytaniu. Zszedłem nawet na chwilę na dół, by się napić, pogadać trochę z Doną, która to musiała jak zwykle ponarzekać na mojego partnera. A gdzie to on wychodzi o takiej godzinie, i sam, a po co, a może sobie kogoś znalazł, i ja na to wszystko przyzwalam... bardzo mi przykro było tego wszystkiego słuchać. Miło by było, gdyby po prostu cieszyła się moim szczęściem. Albo jak nie cieszyła, to po prostu tego nie komentowała, tylko poruszała inne tematy. Naprawdę tak nie potrafiła znieść tego, że nie będę z jej córką? Jak na moje to bardzo dobrze. Nie byłbym dla jej córki nikim dobrym. Przyciągam kłopoty. I powoduję kłopoty. Nie nadaję się do normalnych związków. Związek z Serathionem nie jest normalny, oboje jesteśmy ciągle narażeni na niebezpieczeństwo. Nie mówiąc o tym, że on jest wampirem ale lepiej, by nikt o tym nie wiedział.  
Kiedy wypiłem ciepły napój, wróciłem na górę. Futerko dalej cierpliwie spał na swoim posłanku, a ja mu nie przeszkadzałem. Niech się uczy. Jak będziemy spać, może do nas przyjść. Znaczy, jak ja będę, Serathion w końcu nie śpi. Ależ to musi być przykre... nie wyobrażam sobie nie spać. Może i masz dzięki temu mnóstwo czasu, ale sen to nie tylko odpoczynek dla ciała, ale i duszy. Możesz w końcu przestać myśleć, nie musisz się przejmować. A tak jesteś wiecznie ze swoimi myślami. Okropnie. Chyba bym zwariował. 
Czekałem cierpliwie na moją Różyczkę, ale jakoś tak... sam nie wiem. Miałem oczy otwarte, i w pewnym momencie już nie. 
Obudziłem się jakiś czas później, kiedy poczułem, że coś wsuwa się pod kołdrę i do mnie orzytula. Coś okropnie zimno. Otworzyłem od razu oczy, czując nieprzyjemne drżenie ciała. To moja Różyczka wróciła. I to świeżo co. 
– Już? Lodowaty jesteś – mruknąłem sennie, mocno się do niego tuląc, by jak najszybciej go ogrzać. Ale na zewnątrz musiało być zimno, skoro on jest jak sopel lodu. Jeszcze trochę, i zacznie się odwilż, a jak będzie odwilż, to od razu ruszamy. Też mnie trochę mierzi siedzenie tutaj. Jestem w końcu przyzwyczajony do ciągłego podróżowania. Zima zawsze była dla mnie okropna. Musiałem siedzieć w jednym miejscu, i czekać na pierwsze oznaki wiosny. 
– Zaraz mnie ogrzejesz – odpowiedział, tuląc się do mnie. Bylo to przyjemne i nieprzyjemne jednocześnie. 
– Mhm... następnym razem powinieneś jednak troszkę się ogrzać. Będzie mi przyjemniej – powiedziałem cicho, ale mimo tego nie odsunąłem się od niego. 
– Powinieneś się cieszyć, że do ciebie przyszedłem. To wielkie wyróżnienie – powiedział, a w jego głosie usłyszałem rozbawienie. 
– Tego nie neguję – odpowiedziałem, przymykając oczy i zaraz po tym zdałem sobie sprawę z jednej sprawy. Futerko zjadło, ja zjadłem... a on? Jadł wczoraj, nie dzisiaj. – Powinieneś coś przegryźć. Miałeś jeść regularnie, tak? – zmusiłem się do ponownego otworzenia oczu, by spojrzeć na niego z uwagą. I tak prędko nie zasnę, muszę na powrót się nagrzać, a to trochę zajmie. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Chętnie oddałem się w jego ramiona, pozwalając mu mnie przytulić i trwać w tym uścisku tak długo, jak tylko potrzebował. Sam również wtuliłem się w jego ciało, chłonąc ciepło bijące od niego i rozkoszując się jego zapachem. Naprawdę, jak na człowieka pachniał niezwykle przyjemnie, wręcz kusząco. Zawsze uwielbiałem takie zapachy. Lubiłem, gdy ludzie o siebie dbali.
Może dlatego, że jako wampir miałem wyjątkowo wrażliwy nos i czułem znacznie więcej niż niejeden człowiek. Przykre wonie potrafiły uderzyć mnie nagle i bezlitośnie, wykręcając żołądek i odbierając przyjemność z każdej chwili. Tym milsze było więc doświadczanie czegoś tak czystego, ciepłego i kojącego jak jego zapach.
Pozwoliłem sobie jeszcze przez moment pozostać w jego ramionach, nim w końcu podniosłem się z bali. Otarłem ciało i założyłem swoje ciasne ubrania te, które zawsze tak pięknie podkreślały każdy fragment mojej sylwetki. Lubiłem je. Lubiłem świadomość własnego ciała.
- Do zobaczenia… wrócę za godzinę, może dwie - Wymruczałem cicho, muskając jego usta pocałunkiem na pożegnanie.
Chwilę później zniknąłem za drzwiami łazienki. Narzuciłem płaszcz na ramiona i opuściłem gospodę, czując na sobie czyjeś spojrzenie. Oczywiście Dona. Gdyby tylko mogła, chyba zjadłaby mnie żywcem za sam fakt, że ośmielam się wyjść bez mojego partnera.
Bo przecież jeśli nie zabieram go ze sobą, to na pewno idę go zdradzać, gdzie się tylko da i z kim tylko się trafi. Bo taki właśnie jestem. Przynajmniej w jej oczach.
Ta kobieta naprawdę mogłaby sobie odpuścić.
Na zewnątrz zachowywałem się nienagannie. Byłem grzeczny, nikogo nie zaczepiałem, z nikim nie rozmawiałem i robiłem wszystko, by nie zwracać na siebie najmniejszej uwagi, choć doskonale wiedziałem, że było to zadanie z góry skazane na porażkę. Sam mój wygląd, moja aparycja, a nawet ubranie, które miałem na sobie, przyciągały spojrzenia innych. Nie mogłem nic na to poradzić.
Jedyne, co pozostawało w mojej mocy, to jasno pokazać, że nie jestem zainteresowany jakimkolwiek bliższym kontaktem. I właśnie to robiłem. Gdy tylko ktoś próbował się zbliżyć, dawałem wyraźnie do zrozumienia, że nie interesują mnie ani rozmowy, ani flirt, bez względu na to, czy chodziło o mężczyznę, czy o kobietę. Mimo to zachowanie niektórych osób naprawdę mnie zdziwiło.
Elian miał rację. Niektórzy zupełnie się nie krępowali. Nie pytali, czy mogą podejść, czy mogą dotknąć, czy w ogóle mają do tego prawo. Byli nachalni, zbyt pewni siebie, jakby moja obecność była dla nich zaproszeniem. Domagali się uwagi, której nie chciałem i której nie zamierzałem im dać.
Uważając, by nikt przypadkiem mnie nie okradł, trzymałem dłonie głęboko w kieszeniach i uważnie obserwowałem otoczenie. Starałem się trzymać z dala od ludzi, omijać ich spojrzenia i nie wdawać się w żadne interakcje. Jednak im dłużej przebywałem pośród nich, tym bardziej rosła we mnie irytacja, aż w końcu stała się trudna do zniesienia. Obecność innych zaczęła mnie męczyć na tyle, że bez dłuższego zastanowienia postanowiłem wrócić do pokoju.
Do Eliana. Do partnera, który zapewne już martwił się moją zbyt długą nieobecnością.
- Wróciłem - Odezwałem się cicho, gdy tylko wszedłem do środka.
Szybko jednak dostrzegłem, że Elian spał. Zamknąłem więc drzwi bezszelestnie, starając się nie wydać najmniejszego dźwięku. Zdjąłem płaszcz, przebrałem się w jego koszulę i ostrożnie wsunąłem pod kołdrę, nie chcąc go obudzić. Musiał być zmęczony, skoro zasnął mimo mojej nieobecności, a ja nie chciałem mu tego snu odbierać.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Mogłem się domyślać, że znów będzie chciał wyjść. To było bardziej niż pewne, w końcu ostatnio bardzo mało wychodzil. Tylko czemu chciał wychodzić teraz jak jest tak zimno...? Wiosną z wielką chęcią będę z nim spędzał czas. Wręcz nie mogę się doczekać, aż będzie miło, i ciepło. Wtedy to nawet całe noce mógłbym z nim spacerować. I pewnie tak będziemy robić, bo jak będzie ciepło, ruszymy w głąb kraju, nad morze. Jak dobrze pójdzie, może dotrzemy tam pod koniec lata, kiedy jeszcze będzie ciepło, i miło, i będzie można zwiedzać, a może jeszcze natrafimy na jakiś festyn? Pewne regiony kraju rządzą się swoimi prawami, mają swoje własne święta, zwyczaje, a nawet słownictwo. Oj, to mu się bardzo spodoba. Przez naszą podróż pozna naprawdę mnóstwo rzeczy, aż sam w szoku będzie. 
– Może to dobry pomysł. Pochodzisz tam sobie dłużej, bez mojego marudzenia na pogodę – powiedziałem po chwili, cicho wzdychając. Nie do końca mi się to podobało. Tyle ludzi będzie nim zainteresowanych... Musiałem mu zawierzyć. Tylko to mi zostało. 
– Tak po prostu? Bez wybuchów zazdrości? – spytał, unosząc jedną brew. Faktycznie, niepodobne to do mnie. Ale wiedziałem, że nie mam innego wyboru. 
– Na zazdrość sobie pozwolę, jak wrócisz. Teraz staram się nie myśleć o tych wszystkich ludziach, co będą się na ciebie gapić, albo dotykać – mruknąłem, zabierając się za mycie głowy. 
– Dotykać? Myślisz, że komukolwiek bym na to pozwoli? – dopytał, nie spuszczając ze mnie wzroku. 
– Myślę, że istnieje pewne grupa ludzi, która będzie miała twoje pozwolenie głęboko w rzyci. Nie zorientujesz się, i już będziesz miał czyjąś dłoń na tyłku – mruknąłem, nie raz widząc takie zachowania, tylko względem kobiet. On da sobie radę, obroni się albo swoją siłą, albo swoimi mocami. A zwykła dziewczyna? Co ona może? Większość ludzi odwraca wzrok. 
– Niech tylko ktoś spróbuje. Zaraz nie będzie miał ręki – stwierdził dumnie, co już mi się bardziej podobało. Gdyby tylko nie miał kłopotów prawnych, zachęcałbym go to takich rzeczy. Takim typom do głowy tylko to może przemówić... chyba. Niektórzy są naprawdę wyjątkowymi debilami, i nie wiem, jak działa ich umysł, postrzeganie świata. Czasem nie wierzę, że ludzie mogą być tak głupi. To po prostu powinno być niezgodne z prawem. 
– Szkoda, że prawo nie działa w ten sposób – powiedziałem rozbawiony, spłukując szampon. – Będę na ciebie czekał, więc za długo też nie chodź. Im później, tym więcej dziwnych typów kręci się po mieście. Nie chcę, żeby ci się coś stało, albo żeby ktoś ukradł ci pierścionek. Jak wtedy do mnie wrócisz? – odparłem, opierając się o oparcie balii. Chwila relaksu, miłe widoki... czego chcieć więcej? 
– Nie dałbym się okraść – stwierdził dumnie. Tego nie byłbym taki pewien. Złodzieje są przebiegli, nawet wobec wampirów, ale miałem nadzieję, że się nigdy o tym nie przekona. Ten pierścionek jest dla niego zbyt ważny. Dzięki niemu jego życie wygląda nieco lepiej, nie musi się w końcu aż tak ukrywać. 
– Mam nadzieję, że tak zostanie. Trochę mnie on kosztował – złapałem za jego dłoń i przyciągnąłem go do siebie, zamykając w uścisku. Skoro mi ucieka w nocy, muszę się nacieszyć jego bliskością. No i... miałem wielką ochotę go przytulić, tak po prostu. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 To było z jego strony trochę podłe, wypominać mi, że jego żywot kiedyś się skończy. Przecież wciąż jest młody. Oczywiście, nie ma wieczności tak jak ja… i właśnie dlatego bolało mnie to jeszcze bardziej. Nie chciałbym, aby umarł za rok, dwa czy pięć. A jednak wiedziałem, że jego życie nigdy nie będzie tak długie jak moje. Nie mogłem tego zmienić.
A właściwie… mogłem.
Byłem w stanie go przemienić.
Tylko czy on by tego chciał?
Czy poradziłby sobie z takim ciężarem?
Obawiałem się, że nie.
Poza tym nigdy nie chciałem go skrzywdzić. Choć nie mogłem mieć pewności, jak zachowałbym się w chwili, gdyby naprawdę istniał jakikolwiek sposób, by go ocalić, nawet kosztem wszystkiego innego.
Lepiej, żebym mu o tym nie mówił. Nie chciałem dyskusji. Niech to pozostanie w mojej głowie tam, gdzie mogłem nad tym panować. Dopóki tylko będę w stanie, będę go chronił przed całym złem tego świata… nawet jeśli największym złem tego świata jestem ja, wampir zdolny zabić bez mrugnięcia okiem.
Westchnąłem cicho i w końcu podniosłem się z łóżka. Powoli ruszyłem w stronę łazienki, zerkając jeszcze na kociaka. Na szczęście nie ruszył za mną. I dobrze, nie chciałem jego towarzystwa. Wolałem wykąpać się z moim partnerem, sam na sam.
Elian już zajmował swoje miejsce w balii. Spojrzał na mnie uważnie, gdy tylko się pojawiłem.
- Już zaczynałem się zastanawiać, czy na pewno do mnie dotrzesz. Niezbyt ci się spieszyło - Stwierdził, obejmując mnie, gdy tylko usiadłem przed nim.
- Na dobre i piękne rzeczy trzeba czasem poczekać - Odparłem zadziornie, uśmiechając się do niego.
Poczułem ulgę, gdy zanurzyłem się w wodzie. Nie była agresywnie gorąca, jedynie letnia. Znacznie przyjemniejsza dla mojej delikatnej skóry, która nie znosiła ciepła… choć w rzeczywistości i tak go nie czuła.
- Ach, no tak. Niemądry ja, nie pomyślałem - Zaśmiał się cicho, przyciągając mnie bliżej.
Wspólna kąpiel jak zawsze była niezwykle przyjemna. Niby nic wielkiego się nie działo, a jednak wystarczało to, byśmy poczuli spokój. Futerko nie darł się pod drzwiami, więc nic nam nie przeszkadzało. Mogliśmy po prostu relaksować się i cieszyć wspólnie spędzonym czasem.
- Wiesz… - Odezwałem się w końcu, odwracając się do niego po dokładnym umyciu ciała. - Tak sobie myślę… może dziś też wyjdziemy na zewnątrz? - Zacząłem ostrożnie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że mój partner nie do końca miałby na to ochotę.
- Na zewnątrz? - Mruknął, ewidentnie niezadowolony - Przecież jest tak zimno… tak nieprzyjemnie. - Od razu dał mi do zrozumienia, że wolałby zostać w środku. I w porządku, nie miałem z tym najmniejszego problemu. Jeśli chciał, mógł zostać. Ja jednak… cóż, naprawdę chętnie bym gdzieś wyszedł. Zaczynałem wariować od siedzenia w czterech ścianach.
- To może pójdę sam? - Zaproponowałem ostrożnie. - Wiesz, kocham twoje towarzystwo, ale naprawdę potrzebuję wyjść. Nie potrafię siedzieć zamknięty jak ptak w złotej klatce. Nigdy wcześniej nie spędziłem tyle czasu w jednym miejscu. - Na moment zawahałem się, po czym dodałem już szczerze, nie chcąc, by źle to odebrał: - Choć z tobą jest tu bardzo przyjemnie, świeże powietrze i rozprostowanie kości pomogą mi nie być tak zirytowanym… i złośliwym wobec ciebie i całej reszty. - Wyjaśniłem, składając na jego ustach delikatny pocałunek.

<Elianie? C:>

Od Eliana CD Serathiona

 Okrutnym z jego strony było to, że we mnie nie wierzył. Ja tu się staram, walczę o naszą prywatność, bliskość, a on we mnie nie wierzy? Ma szczęście, że tam bardzo mi na nim zależy, i na sobie, i dalej będę trenować tego małego czorta, by mieć troszkę dla nas prywatności. Nie oznacza to jednak, że kociak już nigdy nie będzie mógł z nami spać. Czasem, jak sobie leżymy, może do nas przyjść, pomiziać się, zażądać atencji, no ale nie cały czas. To męczące dla mnie, dla nas. Nawet się wykąpać razem nie możemy, bo już zaczyna się drzeć. To naprawdę potrafi zmęczyć. 
– Dobrze, że się nie poddałem, bo w przeciwnym razie na taki seks jeszcze by ci przyszło długo poczekać – uśmiechnąłem się do niego niewinnie, a następnie przytuliłem go do siebie mocniej. Jeszcze chwilka takiej bezczynności, nim zajmę się praniem, i wszystkim innym. Ale przede wszystkim może wpierw kąpiel? Skoro mamy spokój, i ciszę, możemy się grzecznie wykąpać. Razem. Ależ za tym tęskniłem. 
– Ja mógłbym jeszcze wytrwać – powiedział dumnie, na co uniosłem jedną brew. Mhm, wytrwałby... Ledwo go dotknąłem, a już był cały mój, gotowy spełnić każdy mój rozkaz.
– Oczywiście. Chyba dodatkowe dwie sekundy – puściłem mu oczko, szczerząc się jak głupek. 
– Oj, bo grabisz sobie. A jak sobie nagrabisz, zostanie ci tylko rąsia – zmrużył niezadowolony oczy. Szczerze, nie wierzyłem w jego groźby. Ja jestem od niego uzależniony, i on jest uzależniony ode mnie. To jest wzajemne. 
– Mhm. A tobie zwierzątka, jak jakieś uda ci się upolować – odgryzłem się. – Ja nie wytrwam bez ciebie, ty nie wytrwasz beze mnie. I teraz, mając tę wspaniałą wiedzę, może pójdziemy się umyć? W takiej średnio ciepłej wodzie, żebym ja nie zmarzł, i ty mi nie marudził. Nieprędko taka okazja się wydarzy ponownie – odparłem, rysując na jego nagim biodrze szlaczki. Niby taki dotyk niewinny, a jego ciało tak wspaniale drżało. Delikatnie, ledwo wyczuwalnie, ale drżało, jakby delikatnie mi dawało znać, że mam mu poświęcać atencję, że mego dotyku pragnie. A to mi schlebiało. 
– Powinienem się na ciebie obrazić za te słowa – burknął, w ja go trochę nie rozumiałem. Za co znów ta obraza? On jest naprawdę przedziwny. 
– Możesz się obrażać, owszem. Masz na to czas, jesteś w końcu nieśmiertelny, będziesz żyć wieczność. Ale ja nie mam wieczności. Także każda kłótnia, foch, obraza to będzie czas, którego ze mną już nie zdążysz nadrobić. Mój czas jest mocno ograniczony i dobrze, żebyś o tym pamiętał – powiedziałem spokojnie, a następnie ucałowałem go w czoło. – Idę więc przygotować kąpiel. Jeśli chcesz, możesz do mnie dołączyć, woda cię nie poparzy. A jeżeli chcesz się obrażać, obrażaj się. Ja i tak cię kocham – powiedziałem łagodnie, gładząc jeszcze przez chwilę jego policzek i dopiero po tym podniosłem się z łóżka, zostawiając go z jego myślami. 

<Różyczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

 Mimo jego słów, czułem wewnętrzny niepokój. Że stanie się coś niedobrego, że moje ciało będzie za słabe, albo że dzieci, przez to, że przyjdą na świat wcześniej, będą na coś cierpieć. Intuicja znów podpowiadała mi, że wydarzy się coś niespodziewanego, i nie do końca dobrego. Z brzuchem mnie nie oszukała, czułem, że coś nie gra, że jest za duży jak na jedno dziecko, i miałem rację. A skoro raz miałem rację, drugi raz też muszę ją mieć. Tylko, czy mogę się na to jakoś przygotować? Może więcej czytać o tej sprawie? Pić więcej ziół? 
Albo przygotowywać powoli Haru na najgorsze. Jakoś tak podświadomie czułem, że to ja nie podołam. I ciężko mi się winić, już teraz ledwo dawałem sobie radę, a przecież który to już miesiąc? Piąty? I bywały dni, że nie miałem siły wstać z łóżka. Schylanie się także było coraz to cięższe. I ma być jeszcze gorzej? Ten brzuch ma być jeszcze większy, i cięższy... Nie wiem, jak je na koniec będę dźwigał. Albo brał oddech. Mam wrażenie, że już teraz moje płuca są jakieś takie skurczone, ciężko mi złapać oddech. 
– Martwię się, że nie dam rady – powiedziałem cichutko, dalej wtulony w jego ciepłe ciało. Pachniało jakoś tak bardziej... intensywnie. Dalej pięknie, ale miałem wrażenie, że czułem ten zapach zupełnie inaczej, odkrywałem w nim nowe nuty. 
Uwielbiałem ten zapach. 
– Gdybyś nie dał sobie rady, twoje ciało nie pozwoliłoby ci na zajście w ciążę bliźniaczą – uspokoił mnie, albo przynajmniej spróbował, bo jego argument był beznadziejny. 
– Według biologii już trzynastoletnia dziewczynka jest w stanie zajść w ciążę. Ona i jej ciało też już są gotowe? – uniosłem jedną brew, nieco poddenerwowany. Nie rozumiał. To nie w jego głowie zagnieździła się myśl „coś będzie nie tak” i nie chciała go opuścić. Ale pewnie, po co mnie słuchać, tylko dramatyzuję. 
– Nie o to mi chodziło – powiedział , cicho wzdychając. – Masz wspaniałą opiekę. Lepszą, niż niejedna kobieta. Będziesz w najlepszych rękach, nic ci się nie stanie – obiecał, składając na moim czole delikatny pocałunek. Pomimo jego kolejnych zapewnień, niepokój nie chciał mnie opuścić. – Za kilka dni przyzwyczaisz się do informacji, że nosisz w sobie dwójkę dzieci. I będziesz patrzył na to zupełnie inaczej. 
– Obyś miał rację – powiedziałem cicho, a mój mąż mnie pocałował w policzek. Niepokój z tyłu głowy nie znikał. I szczerze wątpiłem, by kiedykolwiek zniknął. – Proszę, nie mów jeszcze nikomu, że będziemy mieć bliźniaki. Muszę to chyba jeszcze przeprocesować – odpowiedziałem cicho, nie czując się jeszcze dobrze z tym faktem. Pewnie zaraz zaczną się gratulacje, a ja nie wiem, czy to faktycznie taka dobra wiadomość. Na razie mnie ona szczerze przeraża. Nie taki był plan. To, że dam sobie radę, jest naprawdę nikłe. 

<Piesku? c:>

wtorek, 27 stycznia 2026

Od Mikleo CD Soreya

 Czy on w tej chwili był naprawdę groźny?
A może raczej powinienem zapytać, czy w ogóle wyglądał na groźnego?
Zdecydowanie nie. Wręcz przeciwnie, wyglądał absurdalnie wręcz uroczo. Bo czy groźny demon pozwoliłby kociakowi spać na swoich kolanach, nie poruszając się nawet o centymetr tylko dlatego, że bał się go obudzić? Czy ktokolwiek, kto chce uchodzić za niebezpiecznego, zniósłby zdrętwiałe nogi i niewygodę tylko po to, by małe futrzaste stworzenie nie uciekło? Nie.
To było po prostu… urocze. I cokolwiek by powiedział, jakkolwiek próbowałby mnie przekonać do swojej rzekomej grozy, i tak nie zmieniłoby to mojego zdania.
- Przepraszam cię, skarbie - Odezwałem się w końcu ciszej, z wyraźnym rozczuleniem w głosie. - Ale naprawdę wyglądasz teraz prześlicznie. I uwierz mi, nic, absolutnie nic, co powiesz, nie zmieni mojego zdania. - Uniósł na mnie wzrok, a ja tylko uśmiechnąłem się szerzej. - Bo jaki groźny demon, jak sam siebie nazywasz, pozwoliłby zwykłemu kociakowi spać na swoich kolanach i martwił się, że ten mógłby uciec? Myślę, że mało który by się na to zgodził. Jeśli w ogóle jakikolwiek. - Pochyliłem się bliżej. - Więc masz wybór - Dodałem miękko. - Albo jesteś demonem wyjątkowym… albo po prostu bardzo uroczym. Sam możesz zdecydować, co wolisz. - Uśmiechnąłem się, zanim delikatnie pocałowałem go w policzek, wciąż rozczulony tym, jak niesamowity i kochany potrafi być, mimo całej tej maski, którą codziennie z takim uporem na siebie nakłada. - Chociaż pamiętaj - Mruknąłem na koniec. - Niezależnie od wyboru… wszystko i tak kończy się tak samo. - Stwierdziłem, gładząc kociaka, podziwiając to jak świetnie ukrywa się pod maską zimnego i jak sam twierdzi groźnego demona. 
Sorey westchnął cicho, niemal niesłyszalnie, ale nic nie powiedział. Nie poruszył się ani trochę, jakby bał się, że najmniejszy ruch mógłby zburzyć ten kruchy spokój. Pozwolił kociakowi wygodnie rozsiąść się na swoich nogach i po prostu czekał, cierpliwie, bez pośpiechu. Tak długo, jak będzie trzeba.
A kociak najwyraźniej nie miał żadnych planów, by się ruszyć. Zwinięty w miękki kłębek, oddychał miarowo, zupełnie nieprzejęty światem. I w sumie dobrze, skoro mój mąż nie zamierzał wstawać, a kot był w tej chwili najważniejszy. Spał na jego kolanach, bezpieczny i spokojny, jakby właśnie tam było jego miejsce.
Więc okej.
Niech siedzi. Niech czeka. Kot zejdzie, kiedy sam uzna to za stosowne.
- Szkoda tylko, że niedługo odejdą… - Powiedziałem w końcu cicho, opierając głowę o jego ramię. - Muffinka już od jakiegoś czasu nie wraca do domu. Boję się, że może już jej z nami nie być i niestety już nie wróci. - Zawahałem się na chwilę. - Dobrze chociaż, że dzieci nie są aż tak silnie z nimi związane. Dzięki temu… może nie będą aż tak bardzo cierpiały. W sumie to nawet teraz nie wiem czy zauważyły, że jednego kota już nam brakuje - Westchnąłem cicho, patrząc na Wąsika który mruczał przyjemnie, wygodnie poprawiając się na kolanach mojego męża. 
- Każdego kiedyś żywot się zakończy - Zauważył, i miał rację, a jednak to wciąż bolesne, kochałem te kociaki mimo, że tak naprawdę nigdy ich nie chciałem
- Wiem, wiem, a mimo to trochę to przykre - Stwierdziłem, nie odrywając wzroku od starszego już kota.

<Pasterzyku? C:>

Od Serathiona CD Eliana

 Mój partner naprawdę się postarał. Był konsekwentny, niewzruszony i ani na chwilę nie odpuścił temu małemu spryciarzowi, który uparcie próbował dostać się do nas, przyjść, wtulić się, zrobić cokolwiek, byśmy choć przez moment poświęcili mu uwagę. Mimo ostrego podejścia Elian pozostał nieugięty. Kociak próbował raz po raz, pewnie z kilkanaście razy, ale w końcu zrezygnował. Efekt przyszedł sam, maluch zasnął na swoim miejscu.
Muszę przyznać, że było w tym coś zaskakująco przyjemnego. Może teraz, kiedy zostaniemy sami, nie będzie już próbował wciskać się pod kołdrę ani testować granic naszej cierpliwości.
- Przyznam… jestem naprawdę zaskoczony - Powiedziałem w końcu, obserwując go uważnie. - Poradziłeś sobie. Jestem z ciebie dumny. - Uśmiechnął się z wyraźną satysfakcją, tym charakterystycznym, zadziornym uśmiechem, który zawsze sprawiał, że robiło mi się cieplej. Ruszył w moją stronę powoli, pewnym krokiem, jak ktoś, kto doskonale wie, że wygrał.
- A więc… chyba zasługuję teraz na nagrodę, prawda? - Zapytał cicho.
Zaśmiałem się pod nosem, kręcąc lekko głową. No tak. Skoro tak dzielnie wywalczył władzę nad kotem, nie wypadało przecież zostawić zwycięzcy bez należnego uznania…
- Ależ oczywiście… dam ci wszystko, czego tylko zapragniesz - Zgodziłem się bez wahania, rozsuwając się wygodniej na łóżku i nie spuszczając z niego wzroku.
Mój partner podchodził coraz bliżej, powoli, jakby celowo przeciągał tę chwilę. Położył dłonie na moich udach, a ja pozwoliłem się popchnąć w tył, opierając się o miękką pościel. Uśmiechnął się do mnie zadziornie, dokładnie tym uśmiechem, który zawsze sprawiał, że martwe serce zaczynało bić szybciej.
- Jedyne, czego chcę… to moja słodka różyczka - Mruknął cicho, nachylając się ku mnie.
Zamknął dystans między nami, a jego usta odnalazły moje w namiętnym, pewnym pocałunku. Odpowiedziałem bez wahania, z tą samą intensywnością, pozwalając, by chwila wciągnęła nas całkowicie. Było w tym bliskość, znajomość każdego gestu i ta przyjemna pewność, że obaj dokładnie wiemy, dokąd to prowadzi.
Nie opierałem się jego pragnieniu, wręcz przeciwnie. Pozwoliłem mu prowadzić, pozwoliłem, by krok po kroku zbliżał mnie do siebie, aż cała reszta przestała mieć znaczenie. Jego dłonie były pewne, zdecydowane, dokładnie wiedział, czego chce i jak to ode mnie wziąć. Dopasowałem się do niego bez słowa sprzeciwu, ufając mu całkowicie.
Bliskość między nami była intensywna, niemal przytłaczająca. Czułem jego siłę, jego obecność, sposób, w jaki obejmował mnie, jakby zaznaczał granice świata, w którym istnieliśmy tylko we dwóch. Było w tym coś surowego, ale jednocześnie bezpiecznego jasność ról, napięcie, które zamiast dzielić, tylko nas zbliżało.
Nie musiał nic mówić. Wiedziałem, kim jestem przy nim. I dokładnie tego chciałem.
Chciałem, żeby był przy mnie całkowicie, żebyśmy oboje znaleźli ukojenie w tej krótkiej chwili bliskości, kiedy Futerko spał i nam nie przeszkadzało.
Pozwoliłem mojemu partnerowi prowadzić, zatracić się w bliskości, która była jednocześnie intensywna i tak dobrze obojgu nam znana.
- Ach… muszę przyznać, że naprawdę mi tego brakowało - Wymruczałem z zadowoleniem, gdy powoli się ode mnie odsunął, wysuwając swojego kutasa z mojego wnętrza.
W powietrzu wciąż unosiło się ciepło i to przyjemne poczucie spełnienia.
- Tak? A czy to nie ty drwiłeś ze mnie, kiedy próbowałem nauczyć kociaka spania na swoim miejscu? - Zapytał z lekkim rozbawieniem, obejmując mnie i przyciągając bliżej siebie.
Pozwoliłem się otulić, opierając głowę o jego ramię.
- Może odrobinę - Przyznałem szczerze. - Ale tylko dlatego, że nie do końca wierzyłem, że naprawdę ci się uda. - Uniósł kącik ust w tym swoim spokojnym, zwycięskim uśmiechu. Nie byłem w stu procentach usatysfakcjonowany… ale ciepło jego ramion i bliskość, której obaj ewidentnie potrzebowaliśmy, wystarczały, by poczuć się dobrze. Na tę chwilę, to było dokładnie to, czego nam trzeba było.

<Elianie c:>

Od Eliana CD Serathiona

 Doskonale wiedziałem, że Serathion nie będzie chciał być dla niego surowy. On będzie tym dobrym, tym miłym, u którego kociak zawsze będzie mógł się schować. A ja muszę być tym konsekwentnym. Bo jak ja nie postawię granicy, to kto to zrobi? Nie on. Już teraz stawiam granicę, a kociak sobie nic z tego nie robi. Mam czasem wrażenie, że Futerko prędzej lubi mnie niż jego, co było trochę dla mnie dziwne. To on się z nim bawi. Jest dla niego miły. Spędza z nim więcej czasu. Bierze jego stronę. A ja? Przynoszę mu jeść, jak chodzi o te miłe rzeczy, czasem go pogłaszczę, i to wszystko. Przecież go myłem, powinien się na mnie o to szczerze obrazić. Koty przecież nie cierpią wody, a przynajmniej znaczna większość z nich, i zdecydowanie do nich należał. A on się tym w ogóle nie przejął. Dziwny z niego kot. A może to dlatego, że jestem ciepły? Pewnie dlatego tak to do mnie ciągnie. Gdyby to od Serathiona biło takie ciepło jak ode mnie, pewnie Futerko szczałby mi do butów. 
Standardowo, jak tylko wróciłem z jedzeniem dla tego małego czorta, przywitał mnie już przy drzwiach, głośno miaucząc. Jakby wiedział. Powinienem go kiedyś nabrać, i nic mu nie przenieść... albo nie, to byłoby zbyt okrutne. A ja nie jestem aż tak okrutny. 
– Ostatni mój akt dobroci na dzisiaj. Od teraz dyscyplina. Czujesz się lepiej, jesteś zdrowy, najwyższa pora poznać zasady – powiedziałem mu, stawiając przed nim talerzyk z delikatnie ugotowanym mięsem. On nadal lepiej niż ja sam. To tak to powinno wyglądać? Nie jestem pewien. 
– Nie odpuścisz mu? – spytał Serathion, stając za mną. Od razu do moich nozdrzy dotarł ten cudowny, różany zapach. 
– Już nam wchodzi na głowie. A ja mam naprawdę dosyć – przyznałem, odwracając się w jego stronę, by go przytulić. – Zobaczysz, jeszcze mi podziękujesz – dodałem, całując go w czoło. I w tym samym momencie poczułem, jak coś boleśnie wspina się na moją nogę używając swoich pazurków. – Już zjadłeś? Cholero, co jest z tobą nie tak? Czemu nie możesz się tym delektować, jak każdy inny normalny kot? Jesz w końcu teraz lepiej niż ja przez większość swojego życia – mruknąłem do niego, biorąc go na ręce. 
– I za to jest ci tak bardzo wdzięczny – Serathion ładnie się do mnie uśmiechnął. Takie zachowanie już na mnie nie działa. 
– Mhm. Oczywiście. Zjadłeś, to teraz pewnie chcesz się przespać, co? Patrz. Tu masz miłe gniazdko, cieplutkie, mięciutkie, śpisz tutaj – posadziłem go na fotelu. Futerko patrzył jeszcze ma mnie przez dłuższą chwilę. Kiedy usiadłem na łóżku, powtórzył wczorajszy manewr, ale tym razem mu nie odpuściłem. Złapałem go i z powrotem odniosłem na jego miejsce. I tak jeszcze kilka razy, dopóki w końcu się na mnie nie obraził, zwinął w kulkę i odwrócił tyłem do mnie. 
– Chyba jakiś sukces mamy – odezwałem się całkiem zadowolony, zerkając na moją Różyczkę, którą chyba bawiło to całe przedstawienie. 

<Różyczko? c:>

Od Serathiona CD Eliana

 Przytuliłem się do mojego partnera, dając mu dokładnie to, czego w tej chwili potrzebował. Czułem wyraźnie, że teraz to on mnie potrzebuje a skoro tak, byłem cały dla niego, należałem do niego bez reszty.
Milczałem, ofiarowując mu ciszę, aby mógł odpocząć, złapać oddech, wyciszyć myśli. Po tym, jak nakarmił mnie własną krwią i znalazł ukojenie zalewając moje gardło, miał prawo być zmęczony, powoli zapadł w sen, pozostawiając mnie sam na sam z nocą.
W tej ciszy głaskałem Futerko po łebku, wsłuchując się w głośne, zadowolone mruczenie malucha, który bezceremonialnie wcisnął się między nas. Nie przejmował się ciasnotą, było ciepło, a to najwyraźniej w zupełności mu wystarczało.
Sekundy płynęły leniwie, minuty dźwięcznie dawały o sobie znać na starym zegarze, pozwalając mi odmierzać czas do ponownego przebudzenia się mojego partnera.
Oczywiście wiedziałem, że musi odpocząć. Nie mogłem, a właściwie nie chciałem mu w tym przeszkadzać. A jednak… trochę się nudziłem. Noce wolałem spędzać bardziej aktywnie, żyć w nich pełnią, zamiast tylko trwać. Ale cóż mogłem poradzić na to, że on musiał spać, a ja grzecznie leżeć obok i nic nie robić?
Elian nawet nie wiedział, jak bardzo ucieszyłem się, gdy w końcu otworzył oczy, rozluźniając uścisk i uwalniając mnie z objęć.
- Dzień dobry, Różyczko - Przywitał się cicho, łącząc nasze usta w spokojnym, czułym pocałunku.
- Dzień dobry, mój przystojniaku. Wyspałeś się? - Zapytałem, obserwując uważnie każdy jego ruch, każdy cień emocji malujący się na twarzy.
- Wyspałem się - Przyznał, po czym znów przyciągnął mnie do siebie, obejmując mocniej, jakby nie miał jeszcze dość bliskości.
Ten gest, jak szybko się okazało, wcale nie spodobał się naszemu maluchowi. Kot, głośno mrucząc, wspiął się po Elianie, najwyraźniej uznając, że to jemu należy się teraz cała uwaga. Wyciągnął łepek w stronę jego twarzy, próbując się o nią otrzeć z bezczelną czułością. 
- Odejdź… - Mruknął Elian z wyraźną niechęcią, odsuwając się nieco i próbując zepchnąć kota na bok.
Maluch jednak ani myślał się poddać. Pragnąc jeszcze więcej pieszczot, spróbował podejść ponownie, zupełnie nie przejmując się chłodnym nastawieniem mojego partnera ani tym, że najwyraźniej był tu niemile widziany.
- Nie bądź aż tak dla niego nieprzyjemny, on chce się tylko przytulić, chce spędzić z tobą czas - Zwróciłem się do partnera, unosząc się powoli z łóżka.
- Muszę być dla niego nieprzyjemny - Odparł bez wahania. - Musi się nauczyć, że ma swoje miejsce. I dziś go tego nauczę - Zadecydował, również wstając. Przeciągnął się leniwie, napinając mięśnie, jakby sen wciąż jeszcze nie do końca go opuścił. - Ale to zaraz… najpierw pójdę zjeść posiłek. Przyniosę też coś dla niego, a później zajmę się nauką posłuszeństwa, tego małego złośnika - Dodał, jakby mówił o czymś zupełnie oczywistym.
Ruszył w stronę łazienki, zostawiając mnie sam na sam z jego decyzją.
Westchnąłem cicho i spojrzałem na malucha, który natychmiast podszedł do mnie, głośno mrucząc i ocierając się o moje dłonie, jakby szukał sprzymierzeńca. Usiadłem na łóżku biorąc malucha na ręce, a on uniósł łepek, wpatrując się we mnie swoimi wielkimi, pełnymi nadziei oczami.
- On ci nie odpuści, musisz nauczyć się, że nie jesteś pępkiem świata - Mruknąłem do kotka cicho, niemal konspiracyjnie. Wiedząc, że Elian nie da mu dziś spokoju.

<Elianie? C:>