piątek, 8 września 2023

Od Mikleo CD Soreya

 Nie czułem się najlepiej z powodu tego, co zrobiłem, nie powinienem go zostawiać, on mnie potrzebował, a ja potrzebowałem jego, jak więc teraz mamy sobie poradzić bez niego? Mój panie, może jednak powinienem wracać do męża, do którego chyba nie mogę wracać. Sorey by tego nie chciał, przecież sam namawiał mnie, abym poszedł po dzieci, w końcu tylko ja mogę odzyskać dzieci w tej chwili, zimno i deszcz mi nie przeszkadza, a mimo to czuje się podle z powodu tego, co zrobiłem, nie powinienem jednak go tam zostawiać, najlepiej, abym wrócił.
Nie Miki, przecież on chciał, abyś leciał po dzieci, co sobie pomyśli, gdy wrócę bez nich? Nie ważne ja muszę do niego wrócić i to jak najszybciej.
Nie myśląc już o tym, co sobie pomyśli mój mąż. Zawróciłem, musząc jak najszybciej do niego wrócić, aby upewnić się, że wszystko z nim w porządku.
- Sorey ja nie mogę cię tak...- Zamarłem, na chwilę wchodząc w głąb jaskini. - Sorey? Sorey? Gdzie jesteś? - Zaskoczony rozejrzałem się po całej jaskini, dostrzegając, że nigdzie go nie ma.
I co ja narobiłem, zostawiłem go samego a teraz, teraz go nie ma.
Załamany ruszyłem przed siebie, szukając wszędzie mojego męża, którego nigdzie nie było, a i na mój głos nie reagował, a to mnie bardzo martwiło.
Załamany zatrzymałem się na chwilę, nie wiedząc co mam teraz robić, mam szukać męża czy dzieci? Teraz to już naprawdę nie wiem, co się dzieje, straciłem dzieci z własnej głupoty, a teraz jeszcze mój mąż gdzieś zaginął, miał leżeć spokojnie na kocu, dlaczego tego nie zrobił? A może zrobił, tylko coś go zaatakowało, a on, aby się uchronić, uciekł gdzieś lub, co gorsza został przez coś zaatakowany i zabity, nie to nie jest możliwe, on by się nie dał zabić, nie jest pierwszą lepszą istotą, która dałaby się zabić.
Biorąc głęboki wdech, przystanąłem na chwilę, musząc się uspokoić, wdech i wydech muszę się uspokoić I zacząć trzeźwo myśleć.
Mam szukać męża czy może iść do Azylu, gdzie są dzieci, mój panie co ja mam teraz zrobić, jestem zagubiony i dosłownie nie wiem co mam teraz robić.
Nie mogę pozwolić, aby dzieciom się coś stało, ale i nie mogę pozwolić, aby coś stało się mojemu mężowi, chociaż już mogło mu się coś stać i to jest moja wina, zostawiłem go tu, a teraz go nie ma.
Co robić? Co robić? Lecieć, szukać dalej, chyba się już, trochę zagubiłem.
Zbierając się nareszcie w sobie, musiałem otrząsnąć się i wrócić do poszukiwania męża, może I miałem iść ratować dzieci, ale teraz gdy już wiem, że mój mąż gdzieś zniknął, nie będę w stanie ich odnaleźć, one przy dziadku będą bezpieczne a on sam bez mojej pomocy może zginąć, może zostać zranionym, zdecydowanie głupim pomysłem było pozostawienie go samego bez opieki. Gdybym tu był, on by nie znikł, a co gorsza może być tak, że nawet umarł, co ja narobiłem, mogłem zostać przy nim.
- Sorey, gdzie ty jesteś, Sorey pokaż się! - Zawołałem, chodząc w kółko, szukając jakichś śladów, które pozwolą mi odnaleźć mojego męża...

<Pasterzyku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz