Nie było nawet takiej mowy, abym zostawił go samego, gdyby mi gdzieś tu padł, musiałbym przy nim zostać i chociaż bardzo bałbym się o dzieci, nie mógłbym go zostawić, przecież moje sumienie by mnie zabiło, to przeze mnie to wszystko się wydarzyło i nie mogę pozwolić, aby teraz zakończyło się to jeszcze jego przeziębieniem, tego już bym nie był w stanie przełknąć.
- Nie opowiadaj głupot, idziemy tam razem i razem wracamy z dziećmi, nie zostaniesz tu sam, nie pozwolę ci na to - Mówiłem poważnie niech on sobie nie myśli, że ja żartuję, idziemy razem i wracamy razem koniec dyskusji.
- Miki - Zaczął ale moja dłoń szybko znalazła się na jego ustach, nie chcąc słychać jego głupiego gadania.
- Nie zaczynaj, coś już powiedziałem i zdania nie zmienię idziemy - Pociągnęłam go za rękę, idąc w stronę Azylu, to znaczy drogą, która prowadzi do Azylu. Mimo deszczu nie poddawałem się, ja musiałem odnaleźć nasze dzieci, potykając się i własne nogi z powodu nie uwagi, jak dobrze, że Sorey był przez ten cały czas przy mnie, nie dałbym sobie rady bez niego, jak chyba naprawdę wariuje a wszystko to zasługa dziadka, po co on w ogóle nam odebrał dzieci? Co my mu zrobiliśmy? Myśląc o tym, czułem jak złość budzi się w moim sercu, nie mogłem uwierzyć w to, co nas spotkało. Już raz próbował nam odebrać Misaki, ale wtedy byłem bardziej ostrożny, a teraz? Co ja narobiłem, przecież mogłem połączyć fajny, dlaczego tego nie zrobiłem? Dlaczego mu zaufałem, nigdy sobie nie wybaczę, jeżeli nie odnajdziemy naszych dzieci.
- Miki czy wszystko w porządku? - Zapytał Sorey, przyglądając mi się uważnie, czego nie zauważyłem wcześniej, przez cały czas skupiając się na tym, jak bardzo nienawidzę siebie i dziadka, który wracając, jak zawsze musi coś zrobić, coś, co zakończy się naszym nieszczęściem.
- Nie, nic nie jest w porządku. Dziadek ukradł nam dzieci, nie jesteśmy w stanie w stu procentach określić, gdzie on się znajduję, do tego pada ten durny deszcz, przez który nie możemy lecieć a wszystko to tylko i wyłącznie moja wina - Wydusiłem, kładąc dłonie na twarzy, padając na kolana, załamany tym, co się wydarzyło, czując jak cale moje ciało i ja sam się poddajemy.
- Miki owieczko to nie twoja wina nie mogłeś wiedzieć, że on zrobi coś takiego - Sorey starał się mnie pocieszyć, mocno do siebie przytulając, dając mi w tej chwili wsparcie, którego naprawdę potrzebowałem.
- Moja, mogłem wiedzieć, powinienem to był przewidzieć, znam dziadka, a mimo to pozwoliłem, a wręcz nalegałem, aby u nas został - Wydusiłem, nie mogąc przestać płakać, w tej chwili mając ochotę położyć się na ziemię i rozpłakać.
- Hej, przecież nie czytasz mu w myślach, jak mogłeś wiedzieć, że dziadek na taki plan? No nie mogłeś - Wyszeptał, całując mnie w czoło, nie odsuwając się ode mnie nawet na sekundę.
- Nic nie rozumiesz, dziadek już kiedyś chciał odebrać nam Misaki, tylko wtedy to przewidziałem, uchroniłem ją przed tym. Wiedząc, że nam jej nie odda, nie wiem, dlaczego teraz myślałem, że będzie inaczej, że się zmienił, ale on wciąż jest podły, nic się nie zmieniło i chyba nigdy nie zmieni - Wydusiłem, wtulony w twarz męża.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz