niedziela, 10 września 2023

Od Soreya CD Mikleo

 On naprawdę się jeszcze pytał, co jest nie tak? Może naprawdę nie widzi tego, co dostrzegam ja, a mianowicie to, że strasznie się jej podoba. No ale też przepraszam bardzo, jak można było tego nie dostrzec? Kto normalnie się tak do przyjaciela przytulał? Alisha była moją przyjaciółką, i kiedy wróciłem, tak się do mnie nie przytulała. Z Lailah było podobnie... poza tym dziwnym przytuleniem nie podobało mi się jeszcze to spojrzenie, jakie kieruje w stronę mojego męża. Pewnie jedyne, co ją powstrzymuje, to to, że Mikleo jest moim mężem, i że ja jeszcze żyje. Ale kto wie, jak by się zachowała, gdybym nadal był w niebie. 
- Leci na ciebie, a ty nic z tym nie robisz – bąknąłem cicho, dalej na niego obrażony. Gdyby jakoś tak delikatnie jej zasugerował, że nie powinna się z nim tak spoufalać, byłbym bardziej zadowolony. A może to się mu podoba? Poświęcam mu za mało uwagi? Ostatnio faktycznie, troszkę bardziej skupiałem się na dzieciach, bo zostały one porwane, no ale nawet pomimo tego pilnowałem, by mojemu Mikleo nigdy niczego nie brakowało. Dbałem o to, by było mu ciepło, wygodnie, by był bezpieczny, walczyłem w jego imieniu... to za mało?
- Oj, Sorey... – westchnął ciężko, kładąc dłoń na moim udzie. – Masz szczęście, że się gorzej czujesz – dodał, gładząc je lekko. 
- Jedyne, czego chcę, to tego, by cię nikt nie podrywał. Nie lubię, kiedy jesteś podrywany – burknąłem, strasznie z tego powodu niezadowolony. Jak to jest, że wszyscy albo są nim zafascynowani i oczarowani, albo chcą go wykorzystywać, albo go nienawidzą, bo niby nie potrafi być aniołem... nie podoba mi się to ani trochę. 
-  Wiesz, ja też nie lubię, kiedy jesteś podrywany, to zupełnie normalna reakcja, ale teraz nie jestem podrywany, więc możesz być spokojny – wyjawił łagodnie, przez cały czas mnie gładząc po udzie. 
- Mnie nikt nie podrywa, bo nie jestem nawet w połowie tak piękny, jak ty, więc ty nie czujesz tego, co ja – odpowiedziałem, opatulając się szczelniej cieplutkim kocykiem, gdyż jakoś tak zimno mi się nagle zrobiło, nawet pomimo tego, że było w tym miejscu całkiem ciepło. 
- O Aurorę się nie musisz martwić. Prześpij się, na pewno poczujesz się lepiej – stwierdził, nachylając się nade mną, by ucałować mnie w czoło i zaraz po tym wyszedł z domu. Ciekawe, gdzie poszedł... pewnie znowu do Aurory. I jak ja mam się o nią nie martwić? Nie da się. 
Obrażony jeszcze bardziej mocniej otuliłem się kocem, marząc w tym momencie jedynie o śnie. Niewiele dzisiaj spałem, musiałem przecież pilnować, by nic nas dzisiaj nie zjadło. Szkoda tylko, że nie mogłem się przytulić do męża, bo ten woli spędzać czas z jakąś Aurorą... 
Próbowałem zasnąć, ale nim to się stało, usłyszałem ciche gaworzenie Hany. Mikleo usypiał chyba bliźniaki... a przynajmniej tak mi się wydawało. Już się obudziły? Zaniepokojony tym wstałem z łóżka i podszedłem do mojej maleńkiej księżniczki, by wziąć ją na ręce i położyć się wraz z nią. No ale jak już wziąłem na ręce Hanę, to i Haru zaczął się domagać wzięcia na ręce, wobec czego musiałem i jego zabrać. Położyłem dzieciaki od strony ściany, by przypadkiem nie spadły z łóżka, a następnie się ostrożnie się położyłem obok nich i przytuliłem maleństwa do siebie. Haru to zasnął tam, gdzie go położyłem, ale Hana przybliżyła się do mnie, musząc się koniecznie przytulić. Moja księżniczka maleńka...

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz