Musiałem znaleźć Aurorę, bez której pomocy nie będę w stanie znaleźć pustej chatki, w której na jakiś czas zamieszkamy, nim mój mąż będzie w stanie wrócić do domu.
- Aurora - Zawołałem, widząc już z oddali kobietę, której szukałem.
- Mikleo? Co cię do mnie sprowadza? Udało wam się odzyskać dzieci? - Zapytała, podchodząc do mnie bliżej.
- Tak, dzieci są już z nami, z tego powodu właśnie cię szukałem, pomóż mi proszę, znaleźć jakąś chatkę, w której będziemy mogli odpocząć, zbierając siły na powrót do domu - Poprosiłem, wiedząc, że na niej polegać mogę, ona jako jedyna w tym miejscu mnie nie zdradziła i wiem, że nie zdradzi, ufam jej.
- Oczywiście, pomogę ci, chodź za mną, znam jedną chatkę, będziemy musieli ją trochę wysprzątać, ale myślę, że nie zajmie nam to zbyt wiele czasu - Powiedziała, chwytając moją dłoń, prowadząc w dobrze znane jej miejsce.
Tak jak mówiła Aurora, chatka faktycznie nie wyglądała najlepiej, ale to nic, najważniejsze, że jest. Wspólnymi siłami szybko to wysprzątamy.
Kobieta pomogła mi w niecałą godzinę wysprzątać chatkę, która wyglądała już znacznie lepiej.
- Dziękuję Aurora, jesteś wielka - Podziękowałem kobiecie, prosząc ją o jeszcze jedną przysługę, potrzebowałem ją, aby pomogła mi przyprowadzić dzieci i mojego męża w to miejsce, sam przecież bym tego nie uczynił.
Aurora zgodziła się, mimo że nie musiała, idąc ze mną do Soreya i dzieci, które jak się okazało. Płakały, ale dlaczego?
- Czemu płaczą? - Zapytałem, podchodząc do dzieci, przytulając je do siebie.
- Bo ich mama sobie poszła - Mruknął niezadowolony, a mu co się znów dzieje? Mój panie daj mi siłę, bo mogę tego nie wytrzymać.
Wzdychając cicho, przytuliłem dzieci, nim oddałem je kobiecie.
- Pomogę ci wstać - Odezwałem się do Soreya, robiąc to, co wcześniej mu powiedziałem, pomagając wstać z ziemi, prowadząc powoli w stronę chatki, gdzie mogliśmy się na jakiś czas zatrzymać.
- Dziękuję Aurora, z resztą już sobie poradzę sam - Dziękując kobiecie, za pomoc mogłem zająć się już dziećmi i obrażonym mężem, który patrzył na mnie, jakbym zrobił coś nie tak, a przecież nic nie zrobiłem, pewnie za mocno się uderzył i dlatego tak się teraz zachowuje...
Zająłem się dziećmi, tułając do siebie, powoli utulając do snu. Moje małe skarbonki nareszcie są z nami.
- Dzieci już śpią - Odezwałem się do męża, siadając na łóżku, zwracając uwagę na męża. - A ty jak się czujesz? Plecy bardzo cię bolą? - Zapytałem, dotykając delikatnie jego ramienia.
- Dobrze się czuje - Burknął, brzmiąc na złego, a nawet obrażonego na mnie, ale za co? Chyba nie rozumiem jego zachowania.
- Sorey wszystko dobrze? - Podpytałem, kładąc dłoń na jego czole.
- Nic mi nie jest - Mruknął, po raz kolejny zachowując się jakoś dziwnie.
- Hej, co ci jest? Uderzyłeś się w głowę? Zachowujesz się jakoś dziwne - Wyznałem, unosząc jedną brew.
Sorey mimo moich słów nie odezwał się do mnie, odwracając do mnie plecami.
- Hej, obraziłeś się? Tylko za co? Co ja ci zrobiłem? - Zapytałem, nie rozumiejąc jego zachowania.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz