Zerknąłem wpierw na ciało, a potem na kierunek, w którym to zniknął mój towarzysz. Powinienem tu zostać, zbadać sprawę? Czy ruszyć tuż za nim? Martwiłem się o niego. Potrzebował więcej krwi, a to wszystko przez lata głodzenia się. W końcu jednak to się unormuje. Czułem to w kościach. Muszę po prostu jeszcze trochę wytrzymać, by zebrał siły, zapełnił ten z pozoru niegasnący głód, i wtedy będzie lepiej. Dobrze, że mam tej krwi dużo. Dobrze, że szybko się regeneruje. Może... może uda mi się w końcu poskromić jego pragnienie, które rosło w nim od wielu, wielu lat.
Nachyliłem się nad ofiarą. Ubranie, aparycja i ogólne zaniedbanie wskazywało na to, że był to pierwszy lepszy żebrak. Co tu robił? Zauroczył go? Czy może przytatgał go tu sam, chcąc go zanieść do kryjówki, gdzie pożywiałby się nim przed kilka kolejnych dni... sama ofiara też była dziwna. Podejrzewałem wampira wyższego, ale one w życiu nie pożywiłyby się pierwszym lepszym żebrakiem. Są na to za dumne. Myliłem się? Czy to jakaś podpucha? Klęknąłem przy martwym ciele, oglądając je dokładnie. Ugryzienie na szyi było... dziwne. Dla laika faktycznie mogło wyglądać jak ugryzienie wampira, ale było za czyste. Za idealne. Coś mi tu śmierdziało, ale nie byłem pewien, co.
Powinienem poinformować burmistrza o tym ciele. Porozmawiać z koronerem, ze świadkami, odwiedzić miejsca zbrodni... i gdzieś w tym czasie muszę odwiedzić Serathiona. Nakarmić go. Porozmawiać, wytłumaczyć... i przede wszystkim, upewnić się, jak się czuje. Nic innego nie ma dla mnie znaczenia. Chcę po prostu, by czuł się dobrze. Trochę mnie martwiło jego zapotrzebowanie na krew, ale jak się bardziej nad tym zastanowić, jest to normalne. Po prostu to ja nie potrafię zapełnić jego głodu. Nie wystarczam... ale kim innym mógłby się jeszcze pożywiać? Skoro to on przez tyle lat utrzymywał się na krawędzi głodu, to ja powinienem utrzymywać się na krawędzi normalnego egzystowania? Po prostu... chcę zapełnić jego głód. Chcę mu pomóc.
Odsunąłem się od ciała i skierowałem się w kierunku gospody, układając sobie wszystko w głowie. Pierwszych ofiar nie znam, a ostatnia wskazuje na to, że mamy do czynienia z świeżo przemienionyn wampirem... a może z dwoma wampirami? Skoro świeżo przemieniony, musiał zostać przemieniony tu, a sam z siebie się nie zmienił przecież. Ta myśl... miałaby sens. I byłaby niepokojąca. Dwa wampiry już byłyby dla mnie pewnym wyzwaniem. Tak właściwie, nigdy nie walczyłem z więcej niż jednym osobnikiem. Nigdy nie brałem udziału w tych całych najazdach na wampirze gniazda. Z reguły sam, zawsze pojedyncze osobniki. To jeszcze nie jest przesądzone. Muszę zbadać wszystkie tropy... ale wpierw Serathion. To on był dla mnie najważniejszy. Nic innego nie miało dla mnie znaczenia.
Do pokoju przemknąłem cicho, nie mając ochoty na inne rozmowy. Miałem plan, i zamierzałem się go utrzymać.
– Serathion? – rzuciłem cicho, wchodząc do zaciemnionego pokoju. – Hej, Różyczko, jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś? – zapytałem, czekając na jego znak. Nie widziałem go, ale nie zdziwiłbym się, gdyby gdzieś tu był jako nietoperz. Poczekam chwilę, a później rozejrzę się po tych wszystkich zakamarkach.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz