sobota, 6 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

Z tego co pamiętałem, żadnej umowy między nami nigdy nie było. A może była? Miałem zniknąć przed wschodem słońca. Wschodu jeszcze nie było, więc technicznie rzecz biorąc nikt nie powinien mieć do mnie pretensji.
- Nie gadaj tyle - Warknąłem, przyspieszając. Napięcie w mięśniach rosło, a wraz z nim głód. Czułem, jak nadchodzi, ten znajomy, okrutny skurcz w brzuchu, to drżenie pod skórą. Gdzieś blisko była krew. Zbyt blisko. Zatrzymałem się gwałtownie, dosłownie na krawędzi samokontroli. Martwe ciało leżało na mokrej ziemi, rozlane wokół zapachy, smak, obietnica. Przyjemność.
- Serathion - Głos Eliana był spokojny, ale jego palce zacisnęły się mocno na mojej dłoni. Zmuszał mnie do spojrzenia w swoje oczy. - Musisz wracać. Czasu jest coraz mniej. - Wzrok wparował mi w czaszkę jak gwóźdź. Kazał. Rozkazywał. A ja, choć powinienem mu ulec, odwrócić się, wrócić do gospody… nie mogłem. Chciałem zostać. Chciałem być przy nim, chciałem mu pomóc, bałem się o niego, a może to ta krew? Sam nie wiem, jestem silny...Ale ten zapach, jak po prostu, zabijał resztki rozsądku.
- Nie. Jeszcze nie skończyliśmy - Syknąłem, czując jak paznokcie drapią moje własne dłonie. - Nie odnaleźliśmy wampira. - Mój wzrok sam uciekał ku ciału. Nie mogłem go nie widzieć. Nie mogłem ignorować woni, ciężkiej, słodkiej, rozlewającej się po moim podniebieniu niczym słodkie wino, chociaż nigdy go nie piłem, mogłem tylko podejrzewać...
To wszystko jego wina. Po co dawał mi pić? Po co utrzymywał mnie w ciągłym karmieniu? Po co podjudzał instynkt każdego dnia, każdej nocy? Twierdził, że chce mi pomóc, ale to była tortura. Szaleństwo. Z głodu mogłem oszaleć. I dopiero miało być gorzej.
- Czuję, że już go nie znajdziemy - Westchnął Elian, splatając nasze palce. - Musisz wracać, zanim słońce cię dopadnie. - Szarpnął mocniej, przenosząc moją uwagę na siebie. Na jego twarz. Na chwilę znów ściągając mnie na ziemię.
Westchnąłem cicho. Naprawdę powinienem już wracać. Czułem to pod skórą, tą nieprzyjemną świadomość, że słońce zaraz wzejdzie i jeśli zostanę tutaj choć chwilę dłużej… zginę. 
- Nie. Nie znajdziesz go już - Mruknąłem w końcu, śledząc wzrokiem martwe ciało jak zahipnotyzowany. - Zniknął. Musiał nas wyczuć. - Elian nic nie powiedział przez moment. Cisza między nami przeciągnęła się niebezpiecznie, a on w końcu położył dłoń na moim policzku.
- Ty jesteś głodny. - Jego głos przeciął powietrze jak ostrze. Zbyt celny, zbyt oczywisty. Uniosłem wzrok na niego z niechęcią, a warknięcie samo cisnęło mi się na usta.
- Nie jestem głodny - Syknąłem. - To ty przyzwyczaiłeś mnie, żeby jeść codziennie. Mówiłem ci, żebyś tego nie robił. Teraz jest gorzej. Trudniej to opanować. - Burknąłem gniewnie, gdy w tej samej chwili mój brzuch odpowiedział za mnie głośnym burczeniem. Ból przewinął się w środku jak skręt jelit, skrzywiłem się delikatnie ciężko przy tym wzdychając.
- Seraphion... - Zaczął, coś chcąc powiedzieć, a jednak mu przerwałem, wiedząc co chce znów mówić.
- Tak, tak już wracam - Odparłem, musząc stąd zniknąć aby nie zwariować z powodu zapachu krwi.

<Elianie? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz