sobota, 6 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Więc... Trop prowadził w stronę lasu? Tego się nie spodziewałem. I nie wiem, czy chciałem tam wchodzić. Niepewnie rozejrzałem się dookoła, a następnie położyłem dłoń na jego ramieniu, powstrzymując go przed wejściem do środka. Las był rozległy, a wiatr działał na korzyść naszego wroga. Nie mówiąc o tym, że las jest rozległy, i nie do końca mi znany. Co prawda, zaraz słońce wschodzi, więc będę miał tę przewagę... chociaż, czy rozglądanie się po tak rozległym terenie ma sens? Gdybym mniej więcej znał bezpieczne dla wampira miejsca, mógłbym się tam rozejrzeć, ale znając ich prędkość poruszania się, on może być na drugim końcu tego lasu. Możliwe, że dotarł do innego miasta... albo szykuje na nas zasadzkę. 
– Wracajmy – zdecydowałem, co zaskoczyło Serathiona. 
– Co? Czemu? Przecież złapałem jego trop, mogę cię do niego doprowadzić – odpowiedział, lekko oburzony. – Zabił jeszcze kogoś. Wyraźnie czuję tam krew. 
– Zaraz świta, a las jest rozległy. Możesz wskazać mi kierunek. Słońce wzejdzie, to się tam rozejrzę, ale teraz nie ma to sensu. Coś mi tu śmierdzi – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, rozglądając się niepewnie dookoła. Musi dobrze znać las, skoro wybrał to miejsce na kryjówkę. Zazwyczaj wampiry zostają w mieście, schodzą do kanałów, albo piwnic zamkniętych, wyłączonych z użytkowania budynków. W końcu, w mieście prędzej się znajdzie schronienie, a w lesie nie jest to takie pewne... musi go znać. Nie widzę innej możliwości. – Hej, w porządku? – spytałem zauważając, że trochę jakiś taki nieobecny był. To przez zapach krwi? Też by tak reagował, gdybym to ja został ranny w walce? Już był głodny? Jego apetyt jest strasznie duży... ale to chyba normalne w przypadku dorastającego wampira. Jak ja go wykarmię? 
– Hm? Tak, po prostu... mamy go na wyciągnięcie ręki. Czemu po niego nie ruszymy? – spytał poddenerwowany, zaciskając ręce w pięści.
– Bo to niebezpieczne dla ciebie. Skoro jest blisko, to dobrze. Poczekam chwilę, i na niego ruszę, tak? – powiedziałem spokojnie, podchodząc do niego i kładąc dłoń na jego policzku. – To nie mój pierwszy wampir. Dam sobie radę, nie przejmuj się tak mną. Wrócę, i cię nakarmię – obiecałem, przyglądając się mu zmartwiony. 
– Nie jestem głodny. I ci pomogę – odpowiedział hardo, po czym odsunął się ode mnie i ruszył tylko w sobie znanym kierunku. Co za... jak się nie wyrobimu przed świtem, to na następny raz przypnę go kajdankami do łóżka. Srebrnymi, oczywiście, by nie mógł się uwolnić. Miał już wracać, i co? Dlaczego tak prze do przodu? Przecież sobie poradzę. Z jednym wampirem bez problemu dam sobie radę. Może to nie z mojej winy? Może to ten zapach krwi mu miesza w głowie? 
– Nie tak się umawialiśmy – przypomniałem mu chłodno, oczywiście idąc za nim. Nie lubiłem, kiedy ktoś łamał dane słowo, i nie zamierzałem tego ukrywać. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz