sobota, 6 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Szczerze mówiąc, nie rozumiałem, dlaczego aż tak panikował. Byłem wampirem, znacznie szybszym i bystrzejszym od niego. Widziałem to, czego on nie był w stanie dostrzec, czułem każdą zmianę w powietrzu i z każdym dniem byłem coraz silniejszy. Oczywiście, wciąż mógłby mnie pokonać, gdyby tylko naprawdę tego chciał… ale tylko dlatego, że ja nie miałem w sobie tej bezwzględności. Nigdy nie zabiłbym człowieka. Brzydziłem się tą myślą. Oczywiście zabiłem ludzi, ale nie zabijam tych niewinnych, ja tylko chciałem zemsty, nic poza tym, gdyby sami nie zaczęli wojny nigdy bym ich nie zabił.
Może gdybym był inny, może wtedy trzeba by było się mnie bać. Mógłbym stanowić zagrożenie. Mógłbym być potworem, prawdziwym, budzącym strach. Ale nie byłem. W tej chwili nikomu nie zagrażałem, a przynajmniej wszyscy tak sądzili. Nikt nie wiedział, kim jestem, nikt nie podejrzewał prawdy. I dobrze. Dzięki temu nie gonił mnie nikt z widłami, nikt nie próbował wbić mi kołka w serce. Mogłem żyć… w miarę normalnie.
Ale martwiłem się o Eliana.
Świeżo przemieniony wampir był nieobliczalny. Działał instynktownie, głodny, bez świadomości, owładnięty szałem. Mógł zaatakować każdego, w każdej chwili. Trzy trupy znalezione o świcie były wystarczającym dowodem. A będzie ich więcej, jeśli go nie zatrzymamy. Jeśli ja go nie zatrzymam.
- Nie musisz tak panikować - Powiedziałem łagodnie. - Przypominam ci, że jestem wampirem. Jeśli się zbliży, wyczuję go znacznie wcześniej. - Chciałem, żeby te słowa go uspokoiły. Może nawet bardziej niż wierzyłem w nie sam. Nie chciałem, żeby się martwił. Nie chciałem, żeby żył w ciągłym lęku – zwłaszcza przede mną. Jeśli miał się bać, to nie o mnie, tylko tego, na kogo polowaliśmy. - No chodź już - Dodałem z nutą zniecierpliwienia.
Kiedy znowu zaczął się ociągać, bez zastanowienia pociągnąłem go za rękaw i ruszyłem naprzód jako pierwszy. Czas uciekał. Jeśli mieliśmy dorwać tamtego wampira, musieliśmy działać szybko. O ile w ogóle mieliśmy jakąkolwiek szansę. Aby jeszcze dziś go dopaść.
Podążaliśmy w ciszy. Miasto tętniło życiem, a mimo to wydawało się nierealnie ciche, jakby samo wstrzymało oddech. Szukaliśmy śladów wampira, ale nic nie czułem. Jakby po prostu zniknął. To nie wróżyło dobrze. Jeśli ja nie mogłem go wyczuć, to znaczyło, że on wyczuł już mnie i ukrył się gdzieś, czekając.
Najgorsze było to, że nie mogłem teraz przemienić się ani użyć moich mocy. W środku miasta było zbyt wielu ludzi. Zbyt wiele par oczu, które mogłyby zobaczyć coś, czego nie powinny...
Nagle poczułem ukłucie w żołądku, jakby ktoś pchnął mnie niewidzialnym ostrzem.
- Mam go - Mruknąłem, zatrzymując się przed linią lasu.
Świeży zapach krwi uderzył we mnie z taką siłą, że aż zakręciło mi się w głowie. Gęsty, metaliczny aromat wypełnił płuca, pobudzając każdy włosek na moim ciele. Mój żołądek natychmiast zareagował, domagając się tego, czego odmawiałem mu zbyt często. Tyle krwi. Tyle… pyszności.
Chciałoby się ją posmakować. Zanurzyć zęby, poczuć ciepło…
~ Nie. O czym ja w ogóle myślę? Nie mogę. Nie wolno. ~ Zacisnąłem szczękę i odsunąłem tę mroczną myśl na bok. Wziąłem głęboki wdech, potem powolny wydech, starając się uspokoić. Musiałem wejść do lasu. To tam prowadził zapach. To tam musiał być nasz wampir.
Użyłem zmysłów, żeby wyłapać każdy trop, każde drgnięcie gałęzi, najmniejszy ślad. Czas uciekał, a wraz z nim noc. Wschód zbliżał się nieubłaganie. Jeśli go nie dorwę teraz, słońce zmusi mnie do ucieczki.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz