sobota, 6 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Więc zmienił się w nietoperza...ciekawe, dlaczego. Zresztą, najważniejsze jest to, że jest bezpieczny. Kiedy go nie mogłem dostrzec w pierwszej chwili, poczułem niepokój, że ktoś coś mu zrobił. Ale to nie jemu się coś stało...
Kiedy już byłem pewien, że jest tu że mną, zacząłem się ubierać. Koszula, kurtka, jeden sztylet, drugi, trzeci, bełty, poręczna, mała kusza, łańcuch... Nie byłem pewien, czy teraz go dorwę, ale dobrze być przygotowanym. Bardzo zuchwały z niego wampir. Trzy ofiary prawdopodobnie w jedną noc. Nie ukrywał ciał, czyli był pewny siebie, albo strasznie głodny. Jeżeli to pierwsze, podejrzewam wampira wyższego, poza Serathionem każdy z nich jest zadufany w sobie, pewny, że jest niepokonany. Jeżeli to drugie, to najpewniej świeżo przemieniony. Z dwojga złego, wolałbym walczyć z tym drugim... Ale intuicja podpowiada mi, że to wampir wyższy. Że chce zwrócić na siebie uwagę... tylko, dlaczego. Czyją. Ma to coś związek z Durandami? A może z tym osobnikiem, co go zabiłem jakiś czas temu? 
– Zostań tu. Rozejrzę się, zbiorę informacje – powiedziałem, na szybko związując włosy w niechlujny, mamy kucyk, by tylko mi nie wpadały do oczu. 
– No ty chyba sobie żartujesz – w jednej chwili mój mały nietoperek stał przede mną w humanoidalnej postaci, oburzony, zdenerwowany. – On tam jest. Czuję go. Nie ma mowy, że puszczę cię samego na pewną śmierć. 
Martwił się o mnie, mój słodziak. Tylko, niepotrzebnie. Nie jestem łowcą od wczoraj, wiem, że teraz na zewnątrz jest niebezpiecznie. Muszę zachować się spokojnie, z rozwagą, wybadać teren, intencje. Najważniejsze, by nikt mi się nie kręcił pod nogami... albo raczej nikt, na kim mi zależy. Jeżeli Serathion będzie przy mnie, będę rozkojarzony. Będę myślał, czy jemu się zaraz coś nie stanie, czy ktoś go nie zaatakuje. Nie, lepiej dla mnie, i dla niego, żeby został tu. 
– Dam sobie radę. Ale nie możesz się kręcić gdzieś obok, będziesz mnie rozkojarzał – wyjaśniłem spokojnie, podchodząc do okna. – Jak byliśmy na festynie, wyczuwałeś jakiegoś wampira? – dopytałem, chcąc ustalić, kiedy pojawił się w mieście, czy to jakaś sprawa, czy może dotarł tu niedawno. Jestem pewien, że potrafił wyczuć swego, a wczoraj był na to idealny moment. 
– Nikogo nie wyczuwałem. Dopiero teraz... musiał pojawić się niedawno – odpowiedział, na co pokiwałem głową. Czyli pojawił się dzisiejszej nocy.
– Dwie godziny do świtu... przez dwie godziny może zabić jeszcze więcej ludzi, jeśli chce – mruknąłem niezadowolony. – Muszę wyjść teraz. Będziesz grzeczny i zostaniesz? 
– Oczywiście, że nie – prychnął, zakładając na palec pierścionek, który ukrywał jego wampirze cechy. – Potrzebujesz moich wyostrzonych zmysłów, by go namierzyć. 
Westchnąłem ciężko. Uparł się i już czuję, że go nie przekonam. Niepokoiło mnie to... no, ale co innego mogłem zrobić? 
– Za półtorej godziny masz wrócić do gospody. Słońce nie może cię złapać. I... uważaj na siebie. Nie nastawiaj niepotrzebnie karku – poinstruowałem go czekając, aż się ubierze. Trochę stresował mnie fakt, że będziemy polować razem. Od dawna nie pracowałem w duecie. Mogłem trochę wyjść z wprawy... i będę musiał tej wprawy na nowo nabrać. Nie mogę go stracić. Nie wybaczę sobie tego nigdy. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz