Był rozbity jeszcze bardziej, niż ja. Chyba naprawdę się nie spodziewał, że ludzie potrafią zabijać się nawzajem... chociaż, czy u nich też to tak nie działa? Nie chciał w ogóle wspominać tych, z którymi to Durandowie mieli na pieńku, jakby samo nazwisko wywoływało w nim strach, a to przecież się znikąd nie bierze. Usiadłem obok niego i chwyciłem jego dłoń w pokrzepiającym geście.
– Może to niekoniecznie z twojego powodu – powiedziałem cicho, spokojnie, na moment nie spuszczając z niego wzroku. – Może chce faktycznie zwrócić uwagę wampira, ale działa na ślepo? Założył, tak jak ja chociażby, że w mieście prędzej kogoś znajdzie.
– Co mu w ogóle siedzi w głowie? – spytał cicho, wbijając wzrok w podłogę.
– Nie wiem – przyznałem zgodnie z prawdą. – Ale obiecuję, że ci się dowiemy – dodałem cicho, podnosząc jego dłoń, by złożyć na jej wierzchu pełen szacunku pocałunek. – Pomożesz mi?
– Teraz chcesz mojej pomocy? – spytał gorzko, a ja wyczułem, że miał do mnie trochę żalu są moje poprzednie słowa.
– Zawsze chciałem. Gdyby nie ty, tak szybko nie dotarłbym do lasu. Po prostu za dnia nieco łatwiej mi wampira pokonać, a ciebie zranić. Teraz jednak skoro już mamy podejrzenie, że to człowiek, który chce atencji wampira, to ją dostanie. O ile tego chcesz. Jeśli nie, zrozumiem. Coś wymyślę, nie musisz się o to martwić – wyjaśniłem, nie chcąc go do niczego zmuszać. W końcu, to nie jego sprawa, nie mówiąc o tym, że wygląda na lekko zdezorientowanego, niepewnego... jeśli będzie chciał odpocząć, odsunąć się od tej sprawy, która go ewidentnie przerastała, nie będę miał mu tego za złe.
– Co miałbym zrobić? – spytał, jeszcze się na nic nie zgadzając.
– Na dobry początek, trochę go poobserwować przez szyb. Skoro zostawił cały plecak coś tak czuję, że będzie chciał się upewnić, że tam jest, i pierwsze, co zrobi, to ucieknie do pokoju. Odstawię na miejsce ten plecak, ale przywłaszczę sobie narzędzie zbrodni i jedną z butelek. Może się okazać przydatna dla władz – mówiłem na głos, powoli sobie wszystko w głowie układając. Oczywiście, i tak więcej będziemy improwizować... ale wpierw musimy się dowiedzieć, jak wyglądał. Nie wiem, czy będę w stanie go dostrzec, jak ludzie wrócą do środka, więc będę musiał polegać na jego opisie. Liczyłem też na to, że trochę spanikuje, i wtedy wykorzystam ten moment. Najlepiej będzie go złapać na gorącym uczynku. Niby miał w tego wieczoru się wynieść... bo może nie spotkał swojego wampira? To jest chyba nasz najlepszy trop w tej chwili.
– Może zostawiłbym mu jakąś wiadomość? – zaproponował sam z siebie, co mnie zaciekawiło.
– Jaką wiadomość? – dopytałem, nie ukrywając zainteresowania.
– Coś, żeby wiedział, że się nim zainteresowałem. Liścik może? Teraz nie jestem w stanie wiele zrobić – zaproponował, na co powoli pokiwałem głową.
– Dzięki temu nie opuści karczmy, bo będzie przekonany, że jest tu jego wampir. Tylko, nie jakieś się, że połączy to z tobą? Tylko my w tej chwili tu jesteśmy – pytałem chcąc, żeby był świadom konsekwencji. Plan byłby dobry, gdybym nie kazał wyjść tym wszystkim ludziom, ale byłem pewien, że mamy do czynienia z wampirem, i obawiałem się tej konfrontacji. A teraz? Trochę działam po omacku.
<Różyczko? c;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz