Chwyciłem za słoik i znów moje zmysły zaczęły wariować. Ostra, gryząca woń uderzyła mnie w nozdrza tak gwałtownie, że całe ciało instynktownie przygotowało się do ucieczki. A więc to było to, zapach. Ten zapach, który mnie zwiódł, niczym pułapka zastawiona na drapieżnika.
Ale jeśli to naprawdę tylko zapach… to znaczy, że ktoś musiał go celowo umieścić. Pojawiło się pytanie: dlaczego? Czy ten człowiek, jeśli to jest człowiek, naprawdę tak dobrze udaje wampira? I po co to wszystko robi?
Nie miało to absolutnie żadnego sensu.
Czy on chce zostać jednym z nas?
Czy to jakiś sygnał? Ostrzeżenie?
A może wie, że w mieście ukrywa się prawdziwy wampir i próbuje go sprowokować do działania?
Z każdą myślą chaos narastał. Może to szalony kolekcjoner dziwnych trofeów. A może morderca, który bawi się wszystkimi ludźmi, wampirami, prawdą.
Ale jeśli to człowiek, to po co zabija? Co nim kieruje? Głód, nie to nie miało być sensu, jeśli jest człowiekiem nie ma powodu do picia krwi. A może to obsesja, strach? A może pragnienie bliskości z potworem który jest legendą a jednocześnie istnieje naprawdę, w końcu jestem wampirem a więc nie tylko legendą.
To wszystko było dziwne i tak naprawdę nic się tu nie zgadzało, a im dłużej o tym myślałem, tym bardziej to wszystko rozłaziło się w moich rękach.
- To wszystko nie ma najmniejszego sensu - Mruknąłem pod nosem, odstawiając słoik na półkę, starannie zakręcając wieko, jakbym zamykał w nim nie tylko zapach, ale i własne szalejące myśli. Tylko tak mogłem oddychać. Tylko tak mogłem udawać, że mam nad tym jakąkolwiek kontrolę.
Mój towarzysz usiadł obok mnie na łóżku. W pokoju zapadła cisza gęsta, ale nieprzytłaczająca. Właściwie była nawet kojąca. Wolałem ją niż kolejne pytania o to, jak się czuję. Czułem się przecież w porządku… albo przynajmniej tak by było, gdyby nie moje zmysły, rozbudzone przez tego człowieka. Wampira. Kogoś.
- To wszystko jest głupie. - Wypuściłem powietrze z irytacją. - Po co człowiek ma zabijać innych? Czy wasz gatunek jest aż tak głupi? - Opadłem na materac i wpatrzyłem się w sufit, jakbym tam właśnie miał znaleźć odpowiedź.
- Ludzie zwykle nie są aż tacy głupi - Odpowiedział spokojnie. - Nie zabijają innych bez powodu. Chyba że są chorzy… albo pragną uznania. Sławy. Strachu, który wywołują.
Odwrócił głowę i patrzył na mnie uważnie, jakby próbował odczytać myśli, które sam ledwo rozumiałem.
- A co, jeśli on wie, że tutaj jest wampir? - Zapytałem półgłosem. - Ten zapach, ta krew. Jakby wiedział, jak mnie przywołać. Zostawia tropy, ślady, wywołuje głód. Wszystko po to, żebym go odnalazł… i dopadł. - W tej chwili dotarło do mnie, jak bardzo ta myśl mnie niepokoi. To nie było przypadkowe. To było celowe.
I jeśli rzeczywiście to był jego plan…
…to ja już w nim uczestniczyłem, mimo że bardzo tego nie chciałem.
- Skąd te podejrzenia? - Zapytał powoli, nie odrywając ode mnie spojrzenia. - Skąd miałby to wiedzieć? Zrobiłeś coś, czym zwróciłeś czyjąś uwagę? - Uniósł jedną brew, lekko kpiąco, ale bardziej z ciekawości niż oskarżenia.
- Nie. Raczej nie - Odpowiedziałem po chwili namysłu. - Nie wiem, może to człowiek, którego znam? Ktoś, kogo wcześniej zahipnotyzowałem? Ale na pewno nie psociłem. Przynajmniej nie tutaj - Dodałem z westchnieniem. - Nie szukałem kłopotów. One znalazły się same - Wyjaśniłem, trochę zmęczony tym wszystkim, co działo się wokół.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz