Mimo, że w każdej chwili spodziewałem się ataku, nie czułem stresu. Byłem pewien, że mi się powiedzie, z większym czy też mniejszym powodzeniem, ale uda mi się. Mam tylko nadzieję, że Serathion sewsy na czas. Nie chciałbym go za bardzo poturbować. Miał w końcu stanąć przed sądem i zostać, mam nadzieję, sprawiedliwie osądzony. Jak dla mnie kara mogła być tylko jedna. Stryczek. Czy dekapitacja. Cokolwiek, by tylko został usunięty ze społeczeństwa. Wątpiłem, by komuś takiemu dało się pomóc, resocjalizacja się na pewno nie wypali. Ja go jednak tak za bardzo zabić nie mogłem. Nie wiem, jakby to zostało odebrane przez tutejsze władze, nawet jakbym to uczynił w obronie własnej. Z nimi... różnie bywa. Zależy, na kogo by się trafiło. Tutaj na razie trafiłem na leniuchów, co mają wszystko pod nos podstawione, a i tak im wie nie chce domknąć sprawy do końca.
Jako, że ostatnie ofiary tego psychopaty były żebrakami i biedakami, kręciłem się trochę w okolicach slumsów. Starałem się wybierać poboczne uliczki, czyli w sumie idealne miejsce na polowanie dla wampira. Nic dziwnego, że właśnie w takich miejscach znaleźli ciała. Jedynym dziwnym dla mnie znaleziskiem było to ciało w lesie. Po co zaciągnął je aż tam...? Nie, nie zaciągnął, zabił na miejscu, wokół nie było żadnych śladów krwi. Pewnie go zastraszył, albo namówił flaszką, czy czymś takim, i tam zabił. Po co? Chociaż, czy ma sens zastanawianie się nad jego działaniami? Serathion powiedział mi, że żyje w swoim własnym świecie, więc coś, co dla niego może mieć sens, dla mnie nie ma żadnego.
Pierwsze, co zwrociło moją uwagę, to cichy chrzęst, i przyspieszony oddech. Niby nic, zwykły człowiek raczej uwagi by nie zwrócił, ale ja wiem, co to oznacza. Odskoczyłem w ostatnim momencie, a ostrze minęło moje żebra o włos. W nikłym świetle ulicznych lamp dostrzegłem coś dziwnego; coś jak żywica, ale... czarna? Mężczyzna gwałtownie odwrócił się w moją stronę, a w jego ciemnych oczach dostrzegłem czyste szaleństwo. Determinację. Będzie bardziej problematyczny, niż podejrzewałem z początku. Fanatyk to za mało powiedziane.
– Nie jesteś wampirem – zauważyłem, delikatnie marszcząc brwi. Musiałem trochę przeciągnąć to spotkanie, nie wiem w końcu, kiedy przyjdzie do mnie Serathion z małym wsparciem.
– Nie. Ale będę. Tylko cię zabiję – syknął, i znów zaatakował.
Szybko, wyjątkowo szybko, czego się nie spodziewałem. Celował w moje gardło, w porę zablokowałem ten cios przedramieniem. Kiedy ostrze wbiło się w moje ciało, poczułem pieczenie. Niedobrze... nie mam wiele czasu, muszę ją zaraz zneutralizować. Oby wsparcie szybko nadeszło.
Odepchnąłem go i kopnąłem w brzuch, posyłając go na ziemię. Korzystając z chwili wytchnienia, wyciągnąłem ostrze z ciała, cicho przeklinając pod nosem. Co to za trucizna...? Nie miałem jednak wiele czasu na zastanawianie się nad tym, mężczyzna wstawał, a straży ani widu, ani słychu. Musiałem zaufać Serathionowi, i wytrzymać jeszcze trochę.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz