wtorek, 9 grudnia 2025

Od Haru CD Daisuke

No tak, tego akurat mogłem się spodziewać. On zawsze martwił się o rzeczy, o które martwić się nie musiał. Ciąża była już na tyle zaawansowana, że ryzyko utraty dziecka wydawało się naprawdę niewielkie. Poronienia najczęściej zdarzają się między pierwszym a czwartym miesiącem, a on był właśnie w czwartym. Teoretycznie wciąż istniało jakieś prawdopodobieństwo komplikacji, ale… tutaj było bezpiecznie. Nie było powodu do stresu, przynajmniej nie takiego, który sam sobie nie wywoła.
Miał dostęp do dobrego jedzenia, czystej wody, odpoczynku, troski i lekarza na każde skinienie. Miał wszystko to, czego wiele biednych kobiet w jego sytuacji nie mogło sobie nawet wyobrazić. Jeśli coś się wydarzy, wystarczy jedno słowo, jedno wezwanie, a medyk pojawi się natychmiast. Naprawdę nie musiał panikować.
- Rozumiem, że się stresujesz i że się boisz - Powiedziałem łagodnie, siadając obok. - To ważne. Dla ciebie, dla mnie… dla nas. Ale zapewniam cię, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jestem pewien, że dziecko urodzi się całe i zdrowe, a ty nie poronisz. Dbasz o siebie, dbasz o nie, jesz porządnie, nie robisz niczego, co mogłoby mu zaszkodzić. Naprawdę nie widzę powodów do lęku. - Delikatnie dotknąłem jego dłoni, starając się, by wyczuł spokój.
- A jeśli chodzi o mięso - Dodałem z lekkim uśmiechem - To dziś na obiad zjesz to samo co ja. Kotlet cielęcy z ziemniaczkami i odrobiną warzyw. Moje wilcze wcielenie warzyw nie znosi, ale moja ludzka część już tak. Trzeba się jakoś dogadać, więc chociaż troszkę warzyw musi być. - Uśmiechnąłem się szerzej, trochę żartobliwie, jakbym próbował rozbroić jego napiętą atmosferę. - Będzie dobrze. Mamy wszystko, czego potrzebujemy. - Zapewniłem, zabierając puste już talerze, obdarowując go delikatnym pocałunkiem.
 Tak, Haru, wiem… - Westchnął, przecierając dłonią zmęczone oczy. - Wiem, że mamy wszystko. Wiem, że nic mi tu nie grozi, że przesadzam i że martwię się o byle co. Ale ja już po prostu taki jestem. Martwię się, bo… bo nie wiem, czy nasze dziecko będzie zdrowe. Czy będzie szczęśliwe. Czy ja w ogóle się nadaję na rodzica. Czy my damy radę… Jest tak wiele „ale”, a tak mało odpowiedzi. - Zaczął znów osuwać się w te same ciemne myśli, kręcąc się w kółko jak w pułapce bez wyjścia. To nie było potrzebne, kompletnie nie. A ja czasem naprawdę nie wiedziałem już, jakiego argumentu użyć, żeby go uspokoić.
Przysunąłem się bliżej i położyłem dłoń na jego ramieniu, delikatnie, ostrożnie, żeby nie poczuł się przytłoczony.
- Wiem, że jest ci ciężko - Zacząłem spokojnie. - I naprawdę rozumiem, że się stresujesz. Pierwsze dziecko to ogromna odpowiedzialność. Cała masa rzeczy, których nie da się przewidzieć, pełno emocji, pełno pytań bez odpowiedzi… Każdy by się bał. Ale ja wierzę, że sobie poradzimy. Naprawdę. - Zaczekałem chwilę, aż spojrzy na mnie, choćby kątem oka. - I wciąż uważam, że powinieneś porozmawiać z moją mamą. Ona ci powie, co i jak. Ona też kiedyś była dokładnie w tym miejscu, w którym ty jesteś teraz. Wie, jak to działa, co jest normalne, a co nie… i potrafi uspokoić lepiej niż ktokolwiek. Myślę, że to byłoby dla ciebie dobre. - Odparłem, głaszcząc delikatnie jego policzek. 

<Panienko? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz