Czekałem cierpliwie na powrót Eliana, bawiąc się z nudów misiem. W holu coś szeptało, coś szurało, ktoś przemykał. Słyszałem każdy dźwięk kroki, westchnienia, skrzypienie desek i wciąż nic nie mogłem z tym zrobić. Miałem siedzieć cicho. Miałem być grzeczny. Miałem, przede wszystkim, nie nabroić.
I faktycznie, nic złego nie robiłem. Chociaż w głowie kotłowały się myśli, coraz mroczniejsze. Wciąż wracała jedna: ten mężczyzna. Jak niby ma się sam z siebie przyznać do tego, co robi? Jeśli naprawdę jest chory, jeśli już nic go nie obchodzi, to będzie zdolny do wszystkiego. Sensu tu nie było. W takim stanie człowiek jest jak zgniłe jabłko: wyrzucić i zapomnieć. Najlepiej byłoby go po prostu… usunąć. Nie szkoda kogoś, kto i tak zmierza prosto do końca.
Myśląc o tym, zerknąłem na drzwi. Otworzyły się cicho. Elian wrócił. Wyglądał tak, jakby po drodze wymyślił coś ważnego. Plan. I wcale mi się to nie podobało.
- Mam pewien pomysł - Zaczął ostrożnie. - Tylko nie wiem, czy ci się spodoba. I… mogę potrzebować twojej pomocy. - Zaczął ostrożnie, tak jakby była się mojej reakcji.
- Tak? -Uniosłem brwi. - W czym dokładnie? Mam znów obserwować tego mężczyznę? A może mam się z nim spotkać i namówić go, żeby sam zgłosił się na policję? Obiecując w zamian przemianę? A może… - Przerwałem to, co chciałem powiedzieć po czym machnąłem ręką, nie kończąc. - Nie, na to byś raczej nie wpadł. - Elian skrzywił się lekko, jakby każde moje zdanie wbijało mu gwóźdź w skronie.
- Żaden z tych pomysłów nie jest dobry - Odpowiedział. - Chciałbym, żebyś się na coś zgodził. Ale zanim powiem co… musisz obiecać, że nie odmówisz. - To mi się bardzo nie spodobało.
Nigdy nie zgadzam się na coś, o czym nie wiem. Nigdy. Jeśli sądził, że powie najpierw obiecaj, to musiał upaść na głowę.
- Nie - Warknąłem natychmiast. - Nie ma mowy. Mów od razu, o co chodzi. I nie próbuj mnie drażnić. Potrafię być niebezpieczny jeśli bardzo chcę. - Założyłem ręce na piersi. Elian westchnął ciężko. Wiedział, że przegrał tę grę.
- W porządku - Powiedział. - Chciałbym, abyś napisał do niego list. A w liście każesz mu… zabić łowcę, to znaczy mnie. Mężczyzna spróbuje mnie zaatakować, a ja złapię go na gorącym uczynku i zabiorę tam, gdzie trzeba. - Przez sekundę patrzyłem na niego w milczeniu, a potem parsknąłem śmiechem, w pierwszej chwili myśląc, że żartuje, ale nie, on mówił naprawdę poważnie, co z niego za kretyn myślący, że się na to zgodzę.
- Naprawdę? - Prychnąłem. - Chyba cię kompletnie pojebało. Nie zgodzę się na takie idiotyczne pomysły. Chcesz bawić się w prowokacje? Pisz list sam, ale mnie w to nie mieszaj - Elian podniósł głowę, jakby chciał coś jeszcze dodać, ale zanim otworzył usta, dodałem. Nie będę nikogo podjudzał, żeby próbował cię zabić tylko po to, żebyś mógł go dorwać. Jeśli to jest twój genialny plan, to jest gorszy niż z początku przypuszczałem - Mruknąłem, krytykując jego pomysł, właśnie dlatego, że był głupi, nie pozwolę aby ktoś go skrzywdził tylko dlatego, że wpadł na głupio genialny pomysł.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz