Tak naprawdę mówiłem to całkiem poważnie. Chciałem coś zmienić w naszej sypialni, od dawna. Nie chciałem jednak, żeby on spędzał całe dnie zamknięty w piwnicy, budując to i owo, podczas gdy ja będę siedział tu sam. Choć w sumie… zawsze mógłbym tam być razem z nim. Nie znam się za dobrze na robieniu mebli, ale przecież mogę malować, podawać narzędzia, wymyślać detale. Cokolwiek, by tylko robić to wspólnie, spędzać razem czas, śmiać się przy pracy, brudzić farbą palce.
- Szczerze mówiąc - Odezwałem się w końcu, łagodnym tonem - Chciałem po prostu odświeżyć naszą sypialnię. Nowe meble, nowy kolor ścian… żeby zrobiło się jaśniej, przytulniej. Ale jeśli nie masz ochoty, to nic złego. Możemy tylko pomalować ściany i zostawić resztę tak jak jest. - Uśmiechnąłem się lekko, żeby zaznaczyć, że naprawdę nie mam zamiaru go do niczego zmuszać.
Sorey parsknął krótkim śmiechem i ujął moją dłoń.
- Rozumiem. A skoro chcesz, żebym zrobił jakieś meble, to je zrobię. Będziesz miał piękną sypialnię - Zapewnił, pochylając się, by musnąć mój policzek ciepłym pocałunkiem.
Jego słowa sprawiły, że kubek, który trzymałem, nagle stał się zbędny. Odstawiłem go na stolik, przesunąłem się bliżej i usiadłem okrakiem na jego biodrach, patrząc mu prosto w oczy. Jego dłonie instynktownie oplotły moje biodra.
- Wiesz, że nie musisz - Szepnąłem, muskając jego usta. - To tylko drobny pomysł. Nie chcę, żebyś tracił na to czas. - Jego palce przesunęły się po moich plecach, wolno, uspokajająco.
- Chcę dla mojej owieczki wszystko, co najlepsze - Odpowiedział miękko. - A skoro moja owieczka chce mieć piękne meble… to ja zrobię wszystko, żeby te meble stanęły w naszej sypialni. - Pocałował mnie ponownie, delikatnie, tak jakby każde słowo miało swój dotyk i swoją obietnicę.
Pocałunki były tak przyjemne, że z chęcią je pogłębiłem. Chciałem więcej. I więcej. Jego bliskość działała na mnie jak ciepło ognia w chłodną noc otulała, koiła, wypełniała. Jego dotyk, jego usta, całe jego ciało… on sam był mi potrzebny, żeby czuć się szczęśliwym.
- Kocham cię Sorey, kocham nad życie - Wyszeptałem, odrywając się od jego ust tylko na chwilę. Na mojej skórze przebiegł dreszcz, gdy jego dłonie przesunęły się wzdłuż moich pleców.
- I ja ciebie kocham, owieczko - Odpowiedział, a w jego głosie zabrzmiało rozbawienie. Kiedy zobaczył, jak kolejny dreszcz mnie przeszył, zaśmiał się cicho. - Czyżby ktoś tutaj miał ochotę na małe szaleństwo? - Oczy błysnęły mu psotnie. Zdecydowanie próbował mnie drażnić. Ten drań miał szczęście, że go kocham, w innym wypadku mógłbym naprawdę się obrazić.
- Może troszeczkę… - Mruknąłem, opierając czoło o jego czoło - Twój dotyk tak po prostu na mnie działa. - Musnąłem jeszcze raz jego usta, spokojniej, miękko, jakby na pożegnanie chwilowego szaleństwa, po czym zerknąłem na stary zegar stojący w salonie. Mechanizm tykał cicho, równym rytmem, a ja wtuliłem się mocniej w jego ciepłe, kochane ciało.
Tu, w jego ramionach, świat przestawał być skomplikowany. Było tylko bicie dwóch takich samych serc, blisko siebie.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz