środa, 10 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Nie rozumiałem, czemu nie chciał się zgodzić. Spośród tego wszystkiego, na co wpadliśmy, był on najlepszy. Serathion może się przemknąć niepostrzeżenie do jego pokoju, zostawić list, a kiedy przyjdzie odpowiednia pora, na czas i w dobre miejsce przyprowadzić prowadzącego sprawę strażnika. Tak jak sam zauważył, należy go złapać na gorącym uczynku, ale nie chcę ryzykować życiem kolejnej niewinnej osoby. A ja dam sobie radę. Nawet jeżeli jest silny, i nieprzewidywalny. W końcu, to tylko człowiek, umierający człowiek. Mierzyłem się z gorszymi. Czym by mnie tylko zaatakował, skoro zabrałem mu szpikulec...? Może wkrótce odwiedzi targ, by coś dobrać. Jedyny pakunek, jaki miał, znajduje się w tej chwili w moim posiadaniu... Chyba, że miał coś jeszcze przy sobie. Ciężko mi było stwierdzić, ale cokolwiek by to nie było wiem, że dam radę. 
– Nie rozumiem. Czemu nie chcesz się na to zgodzić? Nie jest on idealny, ale jedyny sensowny – powiedziałem spokojnie, obserwując go z uwagą, chcąc wiedzieć, dlaczego powiedział mi nie. 
– Nie rozumiesz? Chcesz, żebym kazał komuś cię zabić. I oboje dobrze wiemy, że ten ktoś uczyni to za wszelką cenę. Wiesz, jak niebezpieczny potrafi być zdesperowany człowiek? – spytał ze zdenerwowaniem w głosie. A więc... tylko o to chodzi? Że może się mu powieść? Chyba za mało wiary we mnie ma. Albo trochę za bardzo się martwi, tak jak ja się martwię o niego. To urocze, i niepotrzebne. Gdybym nie miał z nim szans, nie proponowałbym czegoś takiego. 
– W porządku. Zatem, nie pomożesz mi? – dopytałem, chcąc mieć pewność, że w tej kwestii nie mogę na niego liczyć. 
– Nie. Nie pojebało mnie aż tak – warknął, na co powoli pokiwałem głową. 
– Rozumiem. Nie mam wyjścia, będę musiał poprosić o pomoc Lidię – na dźwięk imienia tej dziewczyny Serathion aż się zjeżył. Wiedziałem, że stąpam po cienkim lodzie, ale miałem wyjście? Nie pozostawiał mi większego wyboru. 
– Słucham? – syknął groźnie. 
– A co twoim zdaniem innego mam zrobić? To jest jedyny sposób, by nikt nie był poszkodowany. Unikniemy kolejnej ofiary, mnie tak łatwo nie zabić. Nie mogę ryzykować, że mnie nakryje, dlatego muszę poprosić kogoś o pomoc. Lidia go wywabi, ja mu podrzucę liścik. Później też będzie musiała przyprowadzić Caleba na czas... – tutaj westchnąłem, trochę teatralnie, by zwrócić jego uwagę. 
– Jakiego Caleba? 
– Strażnik, który prowadzi sprawę morderstw... w teorii. Wpierw chciałem, byś ty go znalazł i doprowadził do mnie, będziesz w końcu doskonale wiedział, gdzie iść... znaczy, wiedziałbyś, ale nie chcesz mi pomóc. Mam tylko nadzieję, że Lidia zdąży na czas, i że mi się nic nie stanie do tej pory – wyjaśniłem, może przesadzając. Chciałem jednak wywołać w nim poczucie winy, zazdrość... czy ogólnie coś, co by na niego podziałało. Skoro nie chce spełnić grzecznej prośby, to będzie uderzenie w jego emocje. Albo chociażby stwierdzenie faktów, bo jeśli nawet to go nie przekona, nie będę miał wyjścia. W tym mieście, poza moją Różyczką, może mi pomóc tylko ona, co też mi się nie uśmiecha, nie chcę, by była wystawiona na niebezpieczeństwo bardziej, niż to konieczne. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz