środa, 10 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Gdy tylko usłyszałem imię tej dziewczyny, poczułem jak coś we mnie wrze. Naprawdę? On chyba sobie żartuje. Chce ją prosić o pomoc? Dobrze, skoro tak bardzo tego pragnie, niech sam się po nią zgłosi, bo ja ustępować mu na pewno nie zamierzam.
- Ty skończony kretynie - Warknąłem, nawet nie próbując powstrzymywać gniewu. - Nie wierzę, że śmiesz mówić do mnie takie rzeczy. Chcesz mnie szantażować? Chcesz mnie sprowokować? Mam się zgodzić tylko dlatego, że chcesz użyć dziewczyny, która próbowała mnie zabić? - Słowa syczały mi między zębami, a chęć, żeby przywalić mu w ten głupi łeb, była prawie przytłaczająca. On chyba zapomniał z kim rozmawia. Jestem wampirem, a nie jakimś głupim dzieciakiem, którym można manipulować. Jeśli naprawdę myśli, że tą drogą coś osiągnie, to bardzo się myli.
- Nie „użyję” - Odparł powoli, ostrożnie, jakby wybierał każde słowo. - Tylko poproszę o pomoc. To wielka różnica. A poza tym, ona nie chciała cię zabić. Nie wiedziała. Nikt nie wie, że jesteś wampirem. Chciała być miła. To nie zbrodnia. - Jego opanowanie zaczynało mnie drażnić jeszcze bardziej. Robił to celowo. I wiedziałem o tym. Ale sama świadomość nie sprawiała, że było mi łatwiej, wręcz przeciwnie.
- Oczywiście - Prychnąłem. - Biedna, poszkodowana, zakochana dziewczyna, która wzdycha do mężczyzny, który jej nie chce. I teraz, jeśli ją poprosisz, dostanie nadzieję, że jednak ma u ciebie szansę. Tylko to wszystko pogorszysz. Zrobisz jej krzywdę. - Moje słowa zabrzmiały prawie troskliwie, choć nie miałem w sobie ani odrobiny troski. Chciałem jedynie, żeby zrozumiał, co zamierza zrobić.
- I nagle zależy ci na tym, jak ona się poczuje? - Zmrużył oczy i skrzyżował ręce na piersi.
Westchnąłem ciężko, czując, jak gniew zaczyna mnie dławić od środka.
- Powiem to jeszcze raz, jasno i dobitnie. Jeśli ją o to poprosisz, będzie to ostatnie, co zrobisz w życiu. Nie zabije cię On. Zrobię to ja. - Na jego twarzy pojawił się drwiący uśmiech. Wiedział, że mnie doprowadza do szału. Robił to z premedytacją.
- Seraphion - Rzucił miękko, jakby wypowiadał zaklęcie. - Doskonale wiem, że mnie nie zabijesz. Za bardzo ci na mnie zależy. - To było uderzenie poniżej pasa. Ostatnia karta. I zagrał nią bez wahania.
- Masz rację - Wycedziłem. - Nie zabiję. Ale jeśli ona ci pomoże… będzie to ostatni raz, kiedy mnie zobaczysz. - Warknąłem, naprawdę na niego zły.
- To szantaż - Odparł szybko. - Poza tym, jak mam inaczej dorwać tego mężczyznę? - Zaczynał tracić cierpliwość. Dobrze. Byliśmy kwita.
- Nic nie musisz robić - Odpowiedziałem chłodno. - To nie jest twój problem. Od tego jest policja. Ty zajmujesz się wampirami, nie ludźmi. Pozwól im robić swoją robotę. Po co masz się narażać? - Zacisnąłem dłonie w pięść, próbując uspokoić oddech. Gniew stopniowo opadał, ale napięcie nadal wisiało w powietrzu jak sztylet gotowy spaść.
- A co jeśli znów kogoś zabije? Trzy osoby, może cztery, już nie żyją. Jeśli przyjdzie do mnie, jestem w stanie go pokonać. A w razie czego ty możesz ściągnąć tu odpowiednie służby. Nic mi się nie stanie. Ale jeśli Lidia zawiedzie… zginę. - Zamilkł, patrząc mi prosto w oczy. Wiedział, co robi. Grał mi na nosie, wyprowadzając mnie z równowagi. 
Zacisnąłem dłonie w pięści. Skóra na kostkach pobielała, a zęby napięły się tak, że aż zabolała szczęka. Miałem ochotę powiedzieć mu, żeby się zamknął. Że to jego ryzyko, jego pomysł, jego głupota. Ale znałem go. Jeśli mu odmówię, i tak to zrobi. Zrobi to sam. 
A jeśli w tym wszystkim ktoś go skrzywdzi… cholera.
- Dobra. Pomogę ci. - Mruknąłem, czując że beze mnie naprawdę coś mu się stanie.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz