Czułem, że nie był zadowolony, że go przymusiłem, ale czy miałem jakiś wybór? Jeżeli nie postawiłbym wszystko na jedną kartę, nie zgodziłby się, i ktoś by zginął. Niby nie moja sprawa, miał rację, ale... nie mogłem pozwolić na to, by kolejne życie zostało odebrane. To nie było sprawiedliwe. A skoro mogę coś w tej sprawie zrobić, skoro mogę uratować to kolejne istnienie... to zamierzam je uratować. Proste.
– Dziękuję – powiedziałem z wdzięcznością. Wiedziałem, że gdyby nie to, że go tak podpuściłem, nigdy by się nie zgodził.
– Jeśli coś ci się stanie, nie daruję ci tego – warknął, na co tylko się uśmiechnąłem delikatnie.
– Też się o ciebie martwiłem, kiedy go obserwowałeś – odparłem, chwytając jego dłoń i składając na jej wierzchu lekki pocałunek. To go zaskoczyło, i to mocno. Nie tego się po mnie spodziewał, i o to chodziło.
– Nie licz, że tak łatwo ci to odpuszczę – burknął, ale nie wyrwał się z mojego uścisku. To był bardzo dobry znak.
– Wiem, wiem. Wynagrodzę ci to później – obiecałem, uśmiechając się do niego lekko.
– Tak, tak – wywrócił oczami, delikatnie pusząc policzek. – To kiedy mam mu to napisać? Teraz?
– Najlepiej bliżej zmierzchu. Chcę, byś bezpiecznie mógł wyjść na zewnątrz, a coś czuję, że jak tylko dostanie taką prośbę, to od razu ruszy, by ją wykonać. Mówiłeś, że jest zdesperowany, tak? Lepiej nie narażać twoim życiem – mówiłem, zachowując spokój, jakby wizja nadchodzącej walki mnie nie ruszała. W końcu, co w tym było takiego strasznego? To tylko walka z człowiekiem. Zdesperowanym, pojebanym szaleńcem, który jest w końcu tylko i wyłącznie człowiekiem. Oczywiście, to nie tak, że będę go nie doceniał, to może się skończyć moim niepowodzeniem.
– Racja, to ja się przecież narażam najbardziej – burknął, wracając na łóżko i zwijając się w kulkę.
– Nic mi nie będzie. Będę uważał na siebie – obiecałem, zajmując miejsce obok niego, by przytulić go delikatnie do swojego ciała. – Dam sobie radę.
– Tak, tak. Każdy tak mówi – burknął, jeszcze trochę taki na mnie zły.
– Więc ci obiecam. Obietnice są ważniejsze, prawda? Poza tym, ja zawsze dotrzymuję obietnic – odparłem, całując go w policzek.
– Głupek z ciebie – mruknął, już trochę bardziej udobruchany.
– Do tej pory problemu z tym nie miałeś – puściłem mu oczko, po czym przyciągnąłem bliżej siebie i wraz z nim opadłem na poduszki, pozwalając sobie na chwilę relaksu. Do zmierzchu jeszcze trochę czasu, a dobrze byłoby odpocząć, odprężyć się, pomyśleć, gdzie będzie dobrze, by mnie znalazł, i by nie było to zbyt podejrzane. Chociaż, czy będzie aż tak się nad tym zastanawiał? Czy po prostu będzie chciał jak najszybciej wykonać polecenie od swojego bóstwa? Tyle znaków zapytania... nie podoba mi się to. Ale nie mam są bardzo wyjścia. – Po tym wszystkim cię nakarmię. Teraz potrzebuję trochę tej siły – dodałem cicho, poprawiając kosmyki opadające na jego czoło.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz