Czułem się źle z tym, że zostałem zmuszony do czegoś, czego wcale nie chciałem robić. Wiedziałem jednak, że jeśli nie zrobię tego ja, konsekwencje spadną nie tylko na tę durną dziewczynę, ale również na niego samego. A tego głąba, w przeciwieństwie do niej, naprawdę chciałem oszczędzić. Ona była mi zupełnie obojętna, lecz on… on miał dla mnie znaczenie. Nie chciałem, żeby cierpiał tylko dlatego, że wpadł na swój głupio-genialny pomysł, z którym i tak nic nie da się zrobić. Coś tak czuję, że te jego całe obiecanki cacanki. O tym, że nic się nie stanie spełzną na niczym, a to dlatego, że ten człowiek który nie ma nic do stracenia może naprawdę spróbować go zabić.
A on zamiast skupić się na tym co ważne, znów wspomniał o karmieniu mnie, a ja poczułem ten znajomy ciężar w środku. Źle mi z tym, że potrzebuję krwi. Nie chcę ciągle jej z niego spijać. On także jej potrzebuje, ludzie bez krwi nie żyją. A ja… ja jako wampir również nie mogę bez niej funkcjonować, choć z zupełnie innych powodów. Jemu krew daje życie. Mnie z zaspokaja głód, który potrafi odebrać kontrolę.
Na jego słowa nie odpowiedziałem nic. Moje protesty niczego nie zmienią. Nawet jeśli powiem mu, że nie chcę, on i tak uważa, że powinienem jeść. I w pewnym sensie ma rację. Powinienem pić krew. Ale nie muszę robić tego tak często. Przez lata wystarczała mi jedna dawka tygodniowo, i to tylko w ostateczności. Zazwyczaj zadowalałem się krwią zwierzęcą. Tylko podczas zemsty sięgałem po ludzką, tę silniejszą, tę, która mocniej wspierała mój organizm i dawała mi siłę, której wtedy potrzebowałem.
Teraz jednak nie mam już powodu do zemsty. A może raczej, nie mam możliwości, by ją przeprowadzić. Dlatego po prostu wrócę do picia zwierzęcej krwi. Nie będę go gryźć. Nie chcę. Nie muszę. Sięgnę po nią tylko w ostateczności, gdy naprawdę nie będzie innego wyboru i gdy głód stanie się tak palący, że nic innego mnie nie uspokoi.
- Nic nie powiesz? Czyżbyś się na mnie za coś obraził? - Zapytał, obejmując mnie mocniej ramionami. Musiałem przyznać, że było to wyjątkowo przyjemne. Jego zachowanie wciąż mnie dziwiło sposób, w jaki mnie traktował, miękko, ciepło, jakby moje istnienie naprawdę coś dla niego znaczyło. Chyba powinienem się cieszyć. W końcu w ten właśnie sposób okazywał mi szacunek. Mimo że przed chwilą odrobinę mnie wykorzystał… nie dał mi wyboru, zmuszając do decyzji, której do końca nie chciałem podejmować.
- Nie obraziłem się - Mruknąłem w końcu. - Po prostu nie chcę z tobą dyskutować o piciu twojej krwi. W tym temacie nigdy się nie dogadamy, a ja nie mam już siły się o to kłócić. Dlatego lepiej, żebyś się zamknął i odpoczął… bo czeka cię spotkanie z niereformowalnym człowiekiem, który będzie próbował cię zabić. - Skrzywiłem się. Wciąż nie mogłem przełknąć tego, co zrobił. Naprawdę zmusił mnie do tego abym sprowokował tamtego człowieka do ataku, tylko dlatego, że tak właśnie zaplanował. A plan ten dla mnie do samego końca będzie głupi..
<Łowco? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz