wtorek, 9 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Chowając się w wąskim przewodzie wentylacyjnym, czekałem w milczeniu. Czas płynął leniwie. Swoje skrzydła przycisnąłem do siebie trochę mocniej, aby końcówki pazurów nie wydały przypadkiem żadnego dźwięku. Nie mogłem pozwolić, by wydawały chociażby jeden szmer, jedno stuknięcie mogłoby zdradzić moją obecność. Obiecałem przecież, że będę grzeczny. A jednak… kusiło. Kusiło aby troszeczkę na psocić. 
Kiedy wróci, ten mężczyzna ten, który tak bardzo marzył o spotkaniu z wampirem. I może powinienem to spełnić... I choć bardzo mnie kusiło, to nie. Jeśli odsłonię się przed nim, jeśli zobaczy prawdę, mógłby mnie wydać. A ja nie mogę pozwolić, by ktokolwiek dowiedział się, że prawdziwy wampir postanowił odwiedzić tego, który zaledwie udawał jednego z nich.
Więc leżałem i nasłuchiwałem.
Słyszałem, jak inni wracają do swoich pokoi. Słyszałem szeptane rozmowy, oddechy pełne zmęczenia i strachu. Jedni mówili, że wyjadą, inni przechwalali się, jak to zabiliby wampira, gdyby tylko mieli okazję. Słuchałem ich bez emocji, cóż za śmieszne przechwałki. Większość z nich nie byłaby w stanie nawet utrzymać broni, gdyby naprawdę stanęli twarzą w twarz z tym, czego się boją. Ale popisywać się jest łatwo. W ciemności język zawsze jest odważniejszy niż ręka podczas walki..
Wreszcie cisza zrobiła się gęsta.
Czułem, jak znużenie powoli wkrada mi się w kości. I wtedy drzwi cicho się otworzyły.
Mężczyzna wszedł do środka i natychmiast zsunął z głowy kaptur. Obserwowałem go przez wentylacje. Średni wiek, długie czarne zaniedbane włosy. Na twarzy pojawiły się już zmarszczki, widać było, że twarz tak wiele przeżyła, zbyt wiele widziana. A mimo to mięśnie w ramionach i szczęce świadczyły o sile. Był zwyczajny… a jednak nie. Zwykły człowiek nie morduje trzech, może czterech osób tylko po to, by zwabić w swoje progi wampira.
On naprawdę tego chciał. Czułem od niego pragnienie jak falę gorąca. Chciał przemiany. Chciał, by prawdziwy wampir go dopadł, ale nie zabił. Pragnął mroku, przekroczenia granicy życia i śmierci, a jednak nadal chciał żyć. Słyszałem jego myśli, wyraźne jak bicie serca. Rzadko korzystam z tej mocy, ale tym razem… było warto...
Mężczyzna schylił się pod łóżko i próbował wyciągnąć torbę, którą zabrał Elian. Zamiast niej znalazł list, ten, który zostawiłem dla niego. Podniosłem wzrok, gdy go otworzył. Uśmiechnął się.
Uśmiech nie był łagodny. Był głodny, pełen satysfakcji i oczekiwania.
Widziałem, jak jego oczy błyszczą, jak ramiona lekko drżą, nie ze strachu, lecz z radosnego podniecenia. Chciał spotkania jeszcze bardziej niż wcześniej. Był… dziwny. Fascynujący. Dlaczego pragnie tego wszystkiego? Po co udawał wampira? Czy chciał władzy? Nieśmiertelności? Czy może czegoś bardziej bolesnego, zapomnienia? 
Byłem gotów go o to zapytać. Chciałem zejść z sufitu, stanąć twarzą w twarz, zobaczyć, czy jego oczy dalej będą błyszczeć tą samą żądzą, gdy spotka prawdziwego wampira. Ale wiedziałem, że nie mogę. Jedno nieostrożne odsłonięcie, jeden krok, a wszystko mogłoby runąć.
Więc pozostało mi tylko obserwować.
Milczący cień, ukryty tuż nad nim, wśród zimnych metalowych ścian. Gdy mężczyzna czytał mój list, a uśmiech nie schodził z jego ust, w mojej piersi pojawiło się coś niebezpiecznie podobnego do ciekawości.
Mężczyzna wyglądał na gotowego, wyglądał jakby właśnie przygotowywał się do mojego przybycia. A to było coraz dziwniejsze, a jednocześnie coraz bardziej mnie to intrygowało.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz