Czy ja miałem na coś ochotę? Właściwie tak. Obiecał mi gorącą czekoladę i naprawdę liczyłem właśnie na nią. Marzyłem o kubku gęstego, pachnącego kakao, najlepiej z piankami, które powoli topiłyby się na powierzchni… ale pianek akurat w domu nie mieliśmy. Pozostało więc poprosić chociaż o samą czekoladę.
- Mam pewną prośbę - Powiedziałem, uśmiechając się do niego w sposób, który zawsze działał. Zanim zdradziłem, o co chodzi, pozwoliłem mu poczuć odrobinę ciekawości.
- Tak? A czego by chciała moja śliczna owieczka? - Zapytał miękkim tonem, nie podnosząc się jeszcze z łóżka. Jego spojrzenie uważnie śledziło każdy mój ruch.
Poczułem, że policzki lekko mi się rozgrzewają.
- Chciałbym gorącą czekoladę… tę, którą zawsze robisz. Jest najlepsza na świecie i przepyszna, a ja mam ochotę na coś słodkiego - Poprosiłem, robiąc słodką minkę. Wiedziałem, że trudno mu się temu oprzeć.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Ach tak? Dobrze, w takim razie zaraz ci ją przygotuję. Ale najpierw pozwól, że rozpalę w kominku, żeby było nam cieplej. - Pochylił się i musnął mnie w policzek. Ten drobny gest rozlał się we mnie przyjemnym ciepłem. Potem wstał, przeciągając się lekko, i ruszył w stronę kominka. Chwilę później usłyszałem trzask drewna i zobaczyłem, jak pierwsze płomienie zaczynają tańczyć. W pokoju powoli robiło się jaśniej i bardziej przytulnie.
Sam wciągnąłem się pod koc, obserwując go z cichą wdzięcznością. Myśl, że zaraz dostanę swoją wymarzoną gorącą czekoladę, była prawie tak przyjemna jak widok jego pleców pochylonych nad kominkiem.
Sorey rozpalił ogień w kominku, a kiedy płomienie zaczęły przyjemnie tańczyć między polanami, ruszył do kuchni, by przygotować obiecaną czekoladę.
Nie musiałem długo czekać. Leżałem grzecznie pod kocem, wtulony w poduszki. Dziś miał być leniwy dzień i mieliśmy zamiar wykorzystać go do ostatniej minuty. Dzieciaki siedziały już w swoich pokojach, zajęte swoimi sprawami, więc my mogliśmy pozwolić sobie na pełen spokój. Cały dzień i całą noc razem, tylko my. Odpocząć. Zregenerować siły po wszystkim, co ostatnio się wydarzyło.
Po chwili usłyszałem ciche kroki i zobaczyłem go, wracającego z kuchni. W dłoni trzymał parujący kubek.
- Proszę, owieczko. Oto twoja gorąca czekolada - Powiedział ciepło. Podał mi napój tak, żebym nie musiał nawet wstawać z kanapy. Zawsze miał w sobie tę troskliwość.
- Dziękuję… jesteś naprawdę kochany. Mam takie szczęście, że mam tak fantastycznego męża - Przyznałem szczerze, biorąc pierwszy łyk. Czekolada była gorąca, słodziutka i dokładnie taka, jakiej potrzebowałem.
Sorey zaśmiał się cicho i usiadł bliżej.
- To ja mam szczęście, że mam ciebie. Spełniasz wszystkie moje najskrytsze marzenia. Czasem mam wrażenie, że nie zasłużyłem na kogoś takiego jak ty. Demon i anioł nigdy nie powinni być razem… a jednak. Gdyby nie ty, nigdy nie byłbym tym, kim jestem teraz. - Nachylił się, by pocałować mnie w policzek. Jego usta były ciepłe, a dotyk jak zawsze, rozbroił mnie od środka.
- A więc cieszę się, że jestem twoim ideałem - Wyszeptałem, odwzajemniając uśmiech. Wziąłem kolejny łyk czekolady i poczułem, jak cała reszta świata rozmywa się gdzieś daleko, zostawiając tylko nas i ten spokojny, leniwy dzień.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz