wtorek, 9 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Pozostało mi tylko mieć nadzieję, że nie wpadnie na żaden głupi pomysł, a on... cóż, potrafił tak robić. Nieprzewidywalność to nie jest cecha, którą lubię, zwłaszcza w takich sytuacjach. Obiecał mi, że będzie grzeczny, że się skończy tylko na obserwowaniu... I oby tak zostało. 
Skupiłem się na tej spokojniejszej części zlecenia, czyli przepytywania. Udałem się do koronera, poprosiłem o raport z sekcji, popytałem trochę świadków... i wszystko wskazywało na to, że mamy do czynienia ze zwykłym człowiekiem. A skoro to nie wampir, musiałem poinformować straż miejską. Oni muszą wiedzieć, że coś się dzieje, nie informując jednocześnie mieszkańców o tym drobnym fakcie. Jeżeli rozpuści się pogłoska, że to człowiek stoi za tymi ataki, dotrze do naszego mordercy i nam się wymknie. Dobrze by go było jakoś zwabić, żeby przyznał się przed którymś z przedstawicieli władzy. Tylko, jak? Otworzy się tylko przed wampirem. Mam jednego na podorędziu, ale nie zamierzałem go wykorzystać do czegoś tak niebezpiecznego.
Musiałem chwilę postać w kolejce do strażnika, który prowadzi tę sprawę, ale w końcu udało mi się dostać do jego gabinetu, gdzie mieliśmy ciszę i spokój, i żadnych dodatkowych uszu. 
– Nie wiem, po co chcesz się ze mną widzieć. Wampiry to twoja domena – mruknął niezadowolony, że odsunąłem go od kawy i flirtowania z pewną damą. 
– Właśnie, wampiry. Według mojej najnowszej wiedzy, za te morderstwa odpowiada człowiek – powiedziałem spokojnie, obserwując jego zmieniający wyraz twarzy. 
– Koroner twierdzi coś innego... – mruknął, stukając palcami o blat.
– Widziałem te zapiski, rozmawiałem z nim, widziałem ciała Jestem pewien tego, co mówię. Chciałbym jednak, byś zachował tę wiedzę dla siebie. Jeżeli ludzie zaczną gadać, że to tylko człowiek, spłoszy się – poprosiłem spokojnie, na co zmarszczył brwi. 
– A więc po co mi to mówisz? – zapytał, trochę za mną nie nadążając. 
– Ponieważ chcę ci go podać jak na tacy. Mam już narzędzie zbrodni, potrzebujesz jeszcze albo naocznego światka, albo przyznania się do winy, tak? Jeszcze nad tym pracuję, jakby to załatwić... ale na pewno coś wykombinuję. Chodzi mi o to, byś był gotowy, najpewniej w wieczornych okolicach. Jedyne, co będziesz musiał, to po prostu go ująć. Z tym chyba sobie poradzisz – uśmiechnąłem się kpiąco, dostrzegając jego niezadowolony wyraz twarzy. Już ja znałem skuteczność straży miejskiej, i tu, i w innych miejscach. Tylko nieliczni zasługują na uznanie, a on zdecydowanie na takowego nie wyglądał. 
– Jeżeli to będzie jakiś niewinny przechodzień...
– Nie martw się, będzie jak najbardziej winny. Czekaj na wiadomość – odpowiedziałem, kończąc rozmowę i opuszczając koszary. 
Musiałem teraz wrócić do pokoju, dowiedzieć się, czy Serathion czegoś się dowiedział, i czy nie zrobił niczego głupiego. Tego drugiego bałem się najbardziej. Co, jeżeli postanowi się ujawnić, i ten drań mu coś zrobi? Kto wie, po co chciał atencji wampira. Powinienem jak najszybciej dotrzeć na miejsce, by do tego czasu nic głupiego mu do głowy nie wpadło. Także musieliśmy trochę pogadać, jak zmusić go do przyznania się, by straż go przypadkiem nie wypuściła z powodu niewystarczającej ilości dowodów. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz