poniedziałek, 8 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Mimo, że dawno powinienem wyrzucić Serathiona z pamięci, nie potrafiłem. Martwiłem się o niego, zachowywał się jak nie on, nie był obecny... a teraz? Może jak już pozbędę tego wampira, zajrzę do niego, porozmawiam i pomogę, jeśli to też będzie chodziło o jego głód. Już się czułem nieco lepiej pod tym względem, byłem w stanie znów go nakarmić dobrym posiłkiem, jeśli tylko będzie chciał. Jeżeli to mi się pomaga rozwijać, nie będę miał z tym problemu. Chcę, by stał się silnym wampirem, a przede wszystkim zdrowy. 
Jako, że miałem dzięki Donie dostęp do wszystkich pomieszczeń, zacząłem sprawdzać każde z nich. Przede wszystkim wróciłem do pokoju, w którym się niby miał znajdować. Rozchyliłem kotary, i zacząłem uważnie przeglądać każdy mebel, szczelinę... i to coś mi dało. Pod łóżkiem zauważyłem torbę. Wyciągnąłem ją i zajrzałem do środka, a zawartość zdziwiła mnie nieco. Były tutaj buteleczki z dziwnymi płynami, a także ostry szpikulec. Delikatnie zmarszczyłem brwi, i zaraz po tym otworzyłem jedną z nich. Śmierdziała konkretnie. Ni to krew, ni trup, coś obrzydliwego, a jednocześnie... Znajomego? Wziąłem torbę ze sobą czując, że może mi się przydać. Kiedy tylko skończyłem oglądać pokój, od razu ruszyłem do naszego pokoju, chcąc skonsultować to znalezisko z Serathionem. Nie może mi pomóc w bezpośredniej walce, ale jego zmysły dalej mogą być przydatne. 
– Jak się czujesz? – spytałem, kiedy to tylko wszedłem do pokoju. Nie tak miało brzmieć moje pierwsze pytanie. Ale jak już go zobaczyłem, poczułem niepokój. Zmartwienie. Coś było z nim nie tak, za bardzo był zdezorientowany, jego wzrok podążał wszędzie, tylko nie na mnie. Miałem wrażenie, że coś go trapiło. 
– Przyszedłeś tutaj tylko po to, by zadać mi to pytanie? – syknął, od razu zaczynając mnie atakować, chociaż tak naprawdę nic nie zrobiłem, albo przynajmniej nie nic złego. 
– Nie. Ale to pierwsze słowa, jakie przyszły mi na myśl, kiedy cię ujrzałem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, zmniejszając dystans między nami. – Dręczy cię nie tylko głód... ale i coś jeszcze. Wiem, że lepiej by ci było, gdybyś porozmawiał z wampirem, bo więcej by zrozumiał... ale myślę, że coś tam o was wiem. Jak coś cię trapi, możesz mi się wygadać – powiedziałem łagodnie, nie chcąc go spłoszyć. Wyglądał, jakby w tym stanie niewiele mu trzeba było, by zamknął się w sobie jeszcze bardziej. 
– Masz teraz ważniejsze rzeczy na głowie niż ja – odparł, na co westchnąłem cicho. Chyba naprawdę teraz nic z niego nie wyciągnę. 
– Niechaj i tak będzie – przyznałem, po czym pokazałem mu plecak, który znalazłem w pokoju naszego podejrzanego. – To należy do tego wampira... i trochę wątpię, by był on wampirem. 
– Słucham? Czemu? – spytał, zaintrygowany moim przypuszczeniem. 
– Pierwsza poszlaka, to ten szpikulec. Cienki, zupełnie jak wasze kły. A ugryzienie, które znalazłem na tym żebraku było... cóż, zbyt idealne, książkowe wręcz. Zazwyczaj widać także ślady innych zębów, a ta ofiara miała tylko po kłach. Albo po tym. A drugie, to te słoiki. Czy nie przypominają one zapachu wampira, który czułeś wcześniej? – zapytałem, podając mu jeden ze słoiczków. Nie znałem tylko motywu zabójcy, ale jeżeli się nie mylę, najprawdopodobniej mamy do czynienia ze zwykłym człowiekiem... tylko, po co udaje wampira? Chce w ten sposób zmylić trop? A może cierpi na jakieś dziwne schorzenie i ubzdurał sobie bycie wampirem? Sam już nie wiem, to wszystko się staje zbyt pogmatwane. Jestem stworzony do prostych rzeczy, nie do takich zagadek. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz