poniedziałek, 8 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 W gruncie rzeczy, skoro go tutaj wcześniej nie było, nie mógł wiedzieć, co się wydarzyło. Prawda? A nawet jeśli w końcu się dowie, to przecież nigdzie nie jest powiedziane, że to ja muszę nim być. Wszyscy wiedzą, że Elian jest łowcą, to nie jest żadna tajemnica. A skoro jest łowcą, to oczywiste, że nie może mieć u boku wampira… prawda? Jakie to byłoby niedorzeczne. Łowca spacerujący u boku bestii, którą powinien zabijać. Niemożliwe. Absurdalne. A to, że w rzeczywistości tak właśnie jest, to już nasza, bardzo starannie strzeżona tajemnica.
- Wcale nie muszę być wampirem - Powtórzyłem spokojnie, choć w środku aż huczało mi w głowie, od różnych myśli. - Ty jesteś łowcą, Dona o tym wie i raczej tego nie ukrywa. To wystarczy, by nikt nie posądzał cię o współpracę ze stworzeniami, które ścigasz. To, co robię u twojego boku, każdy może wytłumaczyć sobie w najprostszy możliwy sposób. Mogę być pomocnikiem. Towarzyszem. Kimś od brudnej roboty. Każdy łowca w końcu ma kogoś takiego, prawda? - Uniosłem wzrok, mówiąc to bardziej stanowczo, wszystko układając sobie w głowie. - Nikt nie musi od razu myśleć, że jestem wampirem. Zachowuję się normalnie. Jem normalnie, to znaczy raz zjadłem ludzkie jedzenie, które żaden wampir nawet by nie tknął. Gdyby ktoś się nam dokładnie przyglądał, nie zauważyłby niczego podejrzanego - Dotknąłem odruchowo pierścionek na palcu, który był bardzo chłodny, tak jak i moja skóra. - A do tego jest jeszcze to. Twój podarunek. Dzięki niemu moje prawdziwe oblicze jest ukryte. Dla wszystkich tutaj jestem zwykłym człowiekiem. I na razie… niech tak pozostanie. - Mówiąc to, po raz pierwszy poczułem prawdziwy spokój. O ile w ogóle wampir może go poczuć, w sytuacji w której właśnie się znajdował.
Mój towarzysz skinął głową, wpatrzony gdzieś przed siebie, jakby rozważał każde moje słowo.
- Czyli chcesz mi pomóc… czy jednak nie? - Dopytał w końcu, drapiąc się w głowę. W sumie miał rację. Nie udzieliłem mu jednoznacznej odpowiedzi, więc nic dziwnego, że nie wiedział, na czym stoi.
- Pomogę ci. - Uśmiechnąłem się szeroko, może nawet zbyt dumnie. - Znaj moją dobroć. Od początku wiedziałem, że beze mnie i tak sobie nie poradzisz. - Nastrój poprawił mi się błyskawicznie. Potrzebował mnie. Wreszcie. A to było dokładnie to, czego najbardziej pragnąłem: być przydatnym, niezastąpionym.
On roześmiał się cicho i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Oczywiście. Nie poradziłbym sobie bez ciebie - Powiedział, po czym chwycił moją dłoń i złożył na jej wierzchu lekki, uprzejmy pocałunek.
- Tak też myślałem - Odparłem z satysfakcją. Humor miałem teraz tak dobry, że aż sam się sobie dziwiłem. Odwróciłem się w stronę zasłoniętego okna, przypominając sobie o tłumie ludzi stojących gdzieś na zewnątrz, pełnych niepokoju i domysłów.
- Zanim zaczniemy cokolwiek robić… - Zacząłem spokojniej. - Może wypadałoby pozwolić wszystkim wrócić do swoich pokoi. Trochę spokoju im nie zaszkodzi. Zaczynają panikować, a wiesz, jak to bywa. Nie chciałbym, żeby zaczęli na własną rękę szukać wampira, którego, mają dosłownie pod nosem . - Poprosiłem, łagodnym tonem, ale spojrzenie miałem naprawdę poważne. 

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz