czwartek, 4 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Obudził mnie delikatny podmuch wiatru, który poczułem na policzku. Od razu otworzyłem oczy, gotowy na atak, spiąłem mięśnie... ale to tylko Serathion starał się powoli podnieść z łóżka, tak, bym nic nie poczuł. Co zabawne, nie wyczułem, kiedy się ode mnie odsunął. To dopiero ten podmuch, który został wywołany ruchem z jego strony. W ciemności widziałem jedynie zarys jego sylwetki, a zatem wiedziałem jedno; musiałem już wstać. Było ciemno, zatem najwyższa pora, by przejść się do Lidii i ją przeprosić. Zresztą, coś tak czułem w kościach, że nie tylko on będzie przepraszał. Lidia w końcu okłamała i mnie i swoją mamę, naruszając naszą prywatność. Może po dzisiejszych wydarzeniach więcej tego nie zrobi. 
– Wybacz. Nie chciałem cię obudzić, starałem się wstać bardzo ostrożnie – odpowiedział, a jego sylwetka zaraz podniosła się z łóżka i przeciągnęła się leniwie. Szkoda, że nie mogłem widzieć więcej, byłby to wspaniały widok; rozciągający się on, tylko w mojej koszuli... Czy mógłbym prosić o więcej?
– Nic się nie stało. I tak już powinienem wstać. I rozpalić kominek. Boże drogi, jak tu zimno – mruknąłem niezadowolony, powoli wstając z tej cieplutkiej, mięciutkiej pościeli. 
– Korzystaj z mojej dobroci i leż. Zrobię to za ciebie. I tak pewnie miałbyś z tym problem w ciemności – odparł nonszalancko, kierując się w stronę kominka. 
Nie chciało mi się ruszać, chociaż wiedziałem, że powinienem. Dałem sobie czas do momentu, w którym Serathion rozpali ogień; kiedy w kominku wesoło zaczął tańczyć płomień, niechętnie zebrałem się do pionu. Idąc w jego ślady, także się rozciągnąłem, a towarzyszył temu charakterystyczny dźwięk strzelania. 
– Masz strasznie dużo blizn – odpowiedział nagle, co mnie zaskoczyło. Nie spodziewałem się po nim próby podjęcia rozmowy na tak trywialny i oczywisty sposób. 
– To raczej pierwsze, co się w mojej aparycji rzuca w oczy – odpowiedziałem rozbawiony, przeczesując dłonią włosy. Może je powinienem jakoś związywać? Wkurzało mnie to, jak często wpadały mi one do oczu. 
– No nie wiem, ja pierwsze, na co w końcu zwróciłem uwagę, to ogromny kutas – powiedział z zadziornym uśmiechem, na co parsknąłem śmiechem. 
– Oczywiście, bo cały czas się z nim obnoszę i trzymam go na wierzchu – odpowiedziałem rozbawiony, chwytając za koszulę, by móc ją założyć na swoje ciało, tak, by nie miał do mnie żadnych wątów. Poza tym, trochę chłodno było, chciałem coś założyć na ramiona. 
– Naliczyłem ci trzydzieści siedem blizn na samej twarzy i szyi – odpowiedział. Ta informacja zaskoczyła nawet mnie. Nie wiedziałem, że aż tyle tego mam. 
– Bardzo wnikliwie się we mnie musiałeś wpatrywać, kiedy spałem. Coś jeszcze ciekawego dostrzegłeś? – dopytałem, zabierając się za zapinanie guzików koszuli. 
– Że jak śpisz, jakiś mniej irytujący – sarknął, na co delikatnie się uśmiechnąłem. Doskonale wiedziałem, że tak tylko sobie gadał. Gdybym go naprawdę irytował, już by go przy mnie nie było. Albo bym został wysuszony do zera przy najbliższej okazji. 
– Możesz tak sobie gadać, ale ja wiem, że mnie kochasz – powiedziałem, tak odrobinkę się z nim drocząc. Zaraz też w pełni ubrany zjawiłem się przy nim, kładąc dłoń na jego biodrze. – To jak? Gotowy na konfrontację? – spytałem, skupiając na nim swoje spojrzenie. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz