Obudził mnie delikatny podmuch wiatru, który poczułem na policzku. Od razu otworzyłem oczy, gotowy na atak, spiąłem mięśnie... ale to tylko Serathion starał się powoli podnieść z łóżka, tak, bym nic nie poczuł. Co zabawne, nie wyczułem, kiedy się ode mnie odsunął. To dopiero ten podmuch, który został wywołany ruchem z jego strony. W ciemności widziałem jedynie zarys jego sylwetki, a zatem wiedziałem jedno; musiałem już wstać. Było ciemno, zatem najwyższa pora, by przejść się do Lidii i ją przeprosić. Zresztą, coś tak czułem w kościach, że nie tylko on będzie przepraszał. Lidia w końcu okłamała i mnie i swoją mamę, naruszając naszą prywatność. Może po dzisiejszych wydarzeniach więcej tego nie zrobi.
– Wybacz. Nie chciałem cię obudzić, starałem się wstać bardzo ostrożnie – odpowiedział, a jego sylwetka zaraz podniosła się z łóżka i przeciągnęła się leniwie. Szkoda, że nie mogłem widzieć więcej, byłby to wspaniały widok; rozciągający się on, tylko w mojej koszuli... Czy mógłbym prosić o więcej?
– Nic się nie stało. I tak już powinienem wstać. I rozpalić kominek. Boże drogi, jak tu zimno – mruknąłem niezadowolony, powoli wstając z tej cieplutkiej, mięciutkiej pościeli.
– Korzystaj z mojej dobroci i leż. Zrobię to za ciebie. I tak pewnie miałbyś z tym problem w ciemności – odparł nonszalancko, kierując się w stronę kominka.
Nie chciało mi się ruszać, chociaż wiedziałem, że powinienem. Dałem sobie czas do momentu, w którym Serathion rozpali ogień; kiedy w kominku wesoło zaczął tańczyć płomień, niechętnie zebrałem się do pionu. Idąc w jego ślady, także się rozciągnąłem, a towarzyszył temu charakterystyczny dźwięk strzelania.
– Masz strasznie dużo blizn – odpowiedział nagle, co mnie zaskoczyło. Nie spodziewałem się po nim próby podjęcia rozmowy na tak trywialny i oczywisty sposób.
– To raczej pierwsze, co się w mojej aparycji rzuca w oczy – odpowiedziałem rozbawiony, przeczesując dłonią włosy. Może je powinienem jakoś związywać? Wkurzało mnie to, jak często wpadały mi one do oczu.
– No nie wiem, ja pierwsze, na co w końcu zwróciłem uwagę, to ogromny kutas – powiedział z zadziornym uśmiechem, na co parsknąłem śmiechem.
– Oczywiście, bo cały czas się z nim obnoszę i trzymam go na wierzchu – odpowiedziałem rozbawiony, chwytając za koszulę, by móc ją założyć na swoje ciało, tak, by nie miał do mnie żadnych wątów. Poza tym, trochę chłodno było, chciałem coś założyć na ramiona.
– Naliczyłem ci trzydzieści siedem blizn na samej twarzy i szyi – odpowiedział. Ta informacja zaskoczyła nawet mnie. Nie wiedziałem, że aż tyle tego mam.
– Bardzo wnikliwie się we mnie musiałeś wpatrywać, kiedy spałem. Coś jeszcze ciekawego dostrzegłeś? – dopytałem, zabierając się za zapinanie guzików koszuli.
– Że jak śpisz, jakiś mniej irytujący – sarknął, na co delikatnie się uśmiechnąłem. Doskonale wiedziałem, że tak tylko sobie gadał. Gdybym go naprawdę irytował, już by go przy mnie nie było. Albo bym został wysuszony do zera przy najbliższej okazji.
– Możesz tak sobie gadać, ale ja wiem, że mnie kochasz – powiedziałem, tak odrobinkę się z nim drocząc. Zaraz też w pełni ubrany zjawiłem się przy nim, kładąc dłoń na jego biodrze. – To jak? Gotowy na konfrontację? – spytałem, skupiając na nim swoje spojrzenie.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz