Oj tak, gotowy to mało powiedziane. Gdy tylko wyobraziłem sobie, jak wychodzę w jego koszuli, tej luźnej, pachnącej nim, od razu widziałem, jak oczy wszystkich się zatrzymują. Przecież taki był plan. Oczywiście, że tylko to miałem w głowie.
- Pewnie, że jestem gotowy - Rzuciłem, z pozorną obojętnością poprawiając kołnierz. - Wystarczy jego koszula. Gdybym tak wszedł, nikt nie patrzyłby już na niego. Każdy chciałby dotknąć, zasmakować… tego cudownego ciała - Wypowiedziałem przeciągle, dokładnie wiedząc, co robię.
Zauważyłem, jak jego twarz zmienia się o ułamek sekundy. To, co powiedziałem, w ogóle mu się nie podobało. Nawet odrobinę. Ale ja znałem go zbyt dobrze. Wiedziałem, że właśnie takie słowa najbardziej go drażnią. A ja kochałem, kiedy był podirytowany, wtedy stawał się cholernie seksowny.
- Tak? Chcesz tak wyjść? - Warknął półszeptem, łapiąc mnie za policzki i przyciągając bliżej. - Tylko po to, żeby mnie rozdrażnić? - Jego palce zaciskały się mocniej niż trzeba, nie brutalnie, ale stanowczo, dokładnie tak jak lubiłem. - Wiesz, że gdybyś tak zrobił, przez tydzień nie usiadłbyś na tyłku? - Zagroził, a w jego głosie brzmiała obietnica.
Poczułem, jak w żołądku robi mi się gorąco. To jedno zdanie wystarczyło, żeby prąd przeszedł mi po kręgosłupie.
- Uwielbiam, kiedy tak mówisz - Wymruczałem, opierając dłonie na jego klatce, wspinając się na palce, żeby musnąć jego usta krótkim, drażniącym pocałunkiem. - Idę się ubrać. Liczę na to, że faktycznie tyłek będzie mnie boleć przez cały tydzień. - Uwolniłem się z jego uścisku jednym płynnym ruchem i uciekłem do łazienki, zanim zdążył odpowiedzieć. Drzwi zamknęły się za mną cicho, dając mi spokojnie ubrać się w moje czyste ubrania.
Przebrany, czysty i pachnący wziąłem kilka głębokich wdechów, zanim opuściłem łazienkę. Czułem jak adrenalina krąży pod skórą. Teraz już nie było odwrotu. Musiałem iść, znaleźć tę dziewczynę, spojrzeć jej w oczy i przeprosić...
- Czy teraz możemy już iść? - Usłyszałem, zanim drzwi zamknęły się za mną.
- Jeszcze nie. Musisz zabandażować mi głowę. Trzeba ukryć to, że teraz nie mam na sobie żadnej rany. - Podniosłem rękę i wskazałem na miejsce, które jeszcze rano było ranne.
Mój towarzysz skinął tylko głową, sięgając po bandaż, rozwinął go powoli, a potem dokładnością owinął wokół mojej głowy, zakrywając ranę która się tam znajdowała.
Gdy skończył, zrobił krok do tyłu, przyglądając mi się z uwagą.
- Teraz już jesteś gotowy? - Zpytał, chwytając moją dłoń
- Jestem - Mruknąłem. - Możemy iść. Trzeba to załatwić. - Stwierdziłem, biorąc kilka głębokich wdechów.
Grzecznie ruszyłem na dół za moim towarzyszem, powtarzając sobie w głowie, jak to wszystko powinno wyglądać. Na wszystko co ziem obym nie zrobił niczego głupiego.
Wchodząc za bar, od razu dostrzegłem dwie kobiety, które o czymś zawzięcie dyskutowały.
- O proszę, wreszcie jesteś. Nie wstyd ci, że przeprasza za ciebie Elian? - Starsza kobieta, chyba Dona, naskoczyła na mnie od progu, pewnie wciąż zła za to, co się stało.
- Tak, jest mi wstyd. Przepraszam. Zachowałem się naprawdę źle, trochę mnie poniosło. Uderzyłem się w głowę i chyba puściły mi nerwy - Wyznałem, starając się zachować grzecznie, choć w żołądku aż mi się gotowało na myśl o przepraszaniu za nie moją winę.
<Towarzyszu? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz