czwartek, 4 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 W tej sprawie się nie odzywałem, nie była to moja sprawa. Serathion był wystarczająco duży, by sobie poradzić z tym problemem. Nie spodobało mi się tylko to, że Dona tak na niego naskoczyła. Przedstawiłem jej sytuację, a i sama Lidia też bez winy nie jest. Nie wiem tylko za bardzo, co chciała tym osiągnąć... no, ale miała w tym swój cel, to z pewnością. Powstrzymałem się jednak od jakichkolwiek komentarzy. To nie moja sprawa, nie mogę się odzywać, chyba, że zacznie za bardzo na niego naskakiwać. Nie będę pozwalał na to, by go gnojono, nawet w jeżeli w ich oczach jego reakcja była przesadzona. 
Stanąłem bardziej z tyłu, obserwując całą tą sytuację w milczeniu i z uwagą. 
– Więc... chcesz nam coś powiedzieć? – spytała kobieta, krzyżując ręce na piersi, a za nią stała Lidia, wyglądając na nawet trochę... zadowoloną? Trochę mnie to zaskoczyło, a ta sytuacja coraz mniej mi się podobała. Chyba Lidia nie jest tak niewinną dziewczyną, za jaką ją miałem. 
– Tak. Prze... przepraszam. Moja reakcja była przesadzona – powiedział w końcu, chociaż przyszło mu to z pewną trudnością. Jakie szczęście, że ma mnie. Przy mnie na pewno nauczy się ładnie i przepraszać, i prosić, i dziękować, już ją tego dopilnuję. 
– Przeprosiny przyjęte... – odpowiedziała, poprawiając swoje włosy. 
– Wydaje mi się, że przeprosiny powinny jeszcze od kogoś wyjść – zasugerowałem, zerkając na młodą dziewczynę. – Nasza prywatność została trochę naruszona, i to umyślnie ze strony Lidii. 
– Ja tylko chciałam was miło ugościć – powiedziała cicho, jakby zaskoczona i poruszona tym, że mówię o czymś takim. 
– I dlatego w tym temacie okłamałaś zarówno mnie i swoją mamę? – zadałem trafne pytanie, unosząc jedną brew. – Jeżeli byśmy czegoś potrzebowali, na pewno byśmy poprosili. Byliśmy zmęczeni po festynie, chcieliśmy się po prostu położyć, a tu taka niespodzianka. Miało być miło, ale wyszły z tego nerwy i trochę krwi. Lepiej na przyszłość uniknąć takich sytuacji. 
– Faktycznie, to nie było zbytnio profesjonalne... – odpowiedziała Dona, zerkając na swoją córkę. 
– Przepraszam. To już nie nie powtórzy – odpowiedziała cicho, na co delikatnie się uśmiechnąłem. 
– Świetnie. Więc, wszystko między nami gra? – spytałem, chcąc trochę rozładować napięcie. Pewnie minie jeszcze trochę czasu, nim wszystko się ustatkuje, ale na razie będziemy mieć spokój od takich niespodziewanych wizyt. I może nawet od tego niby podrywania mnie Lidii? Chyba wydaje się być na mnie trochę obrażona. 
– Tak, tak... Lidka, wróć na salę, może któremuś z gości czegoś brakuje. A wy, zjecie coś może? Jedliście coś może? – gospodyni zwróciła się do nas, na szczęście starając się nas potraktować tak, jak zawsze. 
– Podziękujemy. Z chęcią bym jednak wziął trochę wody tam siebie – poprosiłem, na co pokiwała głową. 
– Już dam ci i szklankę, i pełen dzbanek... Już daj mi moment – poprosiła, na co kiwnąłem głową, po czym chwyciłem moją Różyczkę w pasie i zabrałem ją z kuchni. Nie musieliśmy już tutaj tak stać, mogliśmy poczekać przy ladzie. 
– No i co, nie było tak źle? – spytałem, uśmiechając się do niego delikatnie. 

<Różyczko? c: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz