czwartek, 4 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Oczywiście, że nie było tak źle. Było wręcz okropne. Nie znoszę przepraszać za winy, które nie są moje. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że to ona była winna. Nie powinna w ogóle tam wchodzić, nie powinna nam przeszkadzać. Gdyby nie udawała takiej słodkiej i niewinnej, nic złego by się nie wydarzyło.
Od początku mówiłem mu, że ta dziewczyna go podrywa, ale on zupełnie mnie nie słuchał. I to też mnie drażni, bo gdyby od razu pokazał jej, że nie ma u niego najmniejszych szans, może nawet by nie próbowała. Może całej tej sytuacji dałoby się uniknąć. Ale po co mnie słuchać? Przecież ja się na niczym nie znam, prawda? Nic nie widzę, nic nie wiem. To nie tak, że widzę więcej niż on, bo znam smak miłości, zauroczenia i nienawiści. Znam emocje, których on dopiero uczy się przy mnie, bo jestem tak fantastyczny. Mówię, tłumaczę, pokazuję, chociaż czasem doprowadza mnie do szału, jak powoli to do niego dociera.
- Nie, wcale nie było dobrze - Warknąłem w końcu. - Dalej uważam, że to nie była moja wina. Mogła tam nie wchodzić, a jeśli już weszła, to mogła przynajmniej nie macać tych zasłon. - Chciałem się jak najszybciej zamknąć w pokoju. Byłem podirytowany i nie chciałem, żeby ktokolwiek zauważył, jak łatwo potrafię się zdenerwować.
- To już nieważne - Powiedział spokojnie. - Ona przeprosiła, ty przeprosiłeś. Najważniejsze, że wszystko jest tak, jak być powinno. - Pochylił się i złożył na moim czole delikatny pocałunek. Oczywiście nie uszło to uwadze córce Dony. Od razu było widać, jak krzywi się na widok naszego zachowania. Nie dostała tego, czego chciała, a chciała jego. Było to aż nazbyt oczywiste. I coś mi mówi, że nie odpuści. Że spróbuje jeszcze trochę namieszać, choćby tylko po to, żeby zrobić nam na złość.
- Zobaczysz, że jeszcze coś namiesza. Jestem tego pewien - Mruknąłem pod nosem, zanim Dona przyniosła dzbanek z wodą.
Elian nie powiedział ani słowa. Wziął po prostu szklankę i dzbanek, a potem skinął głową, dając mi subtelny sygnał, żebyśmy wrócili do pokoju.
Z ciężkim westchnieniem ruszyłem za nim. Grzecznie, spokojnie, nie robiąc nic złego. Skoro miałem być grzecznym wampirem, to będę nim do samego końca. Choć w rzeczywistości najchętniej starłbym jej z ust ten głupi, triumfalny uśmieszek, który widziałem, gdy przepraszałem. Naprawdę myślała, że nie zauważę? Śmieszne. Jestem ślepy? Och, wręcz przeciwnie, widzę więcej, niż ona może sobie wyobrazić.
Obrażony wróciłem do pokoju i z impetem opadłem na łóżko. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, było zdjęcie pierścionka z palca. Miałem dość udawania człowieka, dość tej farsy, którą muszę odgrywać, żeby wszyscy czuli się komfortowo.
- Ależ ona mnie drażni. - Syknąłem, patrząc na Eliana zirytowany. - A wszystko to twoja wina. Wlazła tu, bo chciała być taka urocza i kochana dla ciebie. Bo tak bardzo jej na tobie zależy. - Wykrzywiłem twarz w karykaturalnie słodkim grymasie, udając jej zachwyty i westchnienia. Samo wspomnienie tego, jak bardzo stara się mnie sprowokować, sprawiało, że miałem ochotę ją zabić.
- Mogła po prostu powiedzieć, że jej się podobasz. Ale nie. Wy, ludzie, jesteście naprawdę beznadziejni - Fuknąłem, nadymając policzki jak obrażone, rozwścieczone dziecko, które ma rację i absolutnie nie zamierza jej oddać.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz