czwartek, 4 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Słuchałem jego słów z uwagą, spokojem, dając się mu wygadać. Tego teraz potrzebował, a ja tego nie negowałem. Niech sobie ponarzeka, popsioczy, podenerwuje na wszystko wokoło. W końcu, te wszystkie negatywne emocje z niego zejdą, i zostaną same pozytywne... w teorii. Jak to będzie, to się dopiero okaże. 
- Więc bycie niebezpośrednim to tylko domena ludzi? - spytałem, delikatnie rozbawiony akurat tą drobną sprawą. Bo on to jest taki oczywisty, nic nie ukrywa, można z niego wyczytać wszystko, co tylko chcę. 
- Ależ oczywiście. Ja jestem przejrzysty, niczego nie ukrywam. No, może poza tym, że jestem wampirem, ale to robię z konieczności, gdybyście nie grozili mi widłami i pochodniami, nie musiałbym się ukrywać – odpowiedział, prychając cicho, jakby oburzony tym, co insynuuję. 
- No ależ oczywiście. Jesteś najdoskonalszy, w ogóle nieskomplikowany i najcudowniejszy wśród całego tego pospólstwa – odparłem, siadając obok niego by zaraz nachylić się nad nim, przyglądając się z rozbawieniem jego zirytowanej twarzy. 
- Nabijasz się ze mnie – stwierdził, na co pokręciłem głową, delikatnie gładząc jego chodny policzek. Podobało mi się to, że znów patrzyły na mnie te czerwone ślepia, a kiełki błyszczały ładnie w nikłym świetle kominka. 
- Uważam, że trochę przesadzasz. Nie każdy potrafi być szczery, bezpośredni chociażby ze sobą samym, a co dopiero z innymi. Każdy ma jakieś sekrety do ukrycia, czy człowiek, czy wampir, czy chociażby wilkołak – powiedziałem spokojnie, odsuwając się od niego, by móc spokojnie nalać sobie świeżej wody do szklanki. Nawadnianie się jest bardzo ważne, zwłaszcza, kiedy ma się pod opieką takiego pewnego krwiopijcę. Nie narzekałem jednak. Chcę mu ją dawać, by poprawnie się rozwijał, nabierał sił... i by po prostu był zdrowy, szczęśliwy. Dobrze się czułem, kiedy on był szczęśliwy, nawet jeżeli ja mam być później osłabiony. Nie potrafiłem tego wytłumaczyć, po prostu chciałem jego szczęścia. Jak kiedyś chciałem żyć od zlecenia do zlecenia, pozbywać się zła z tego świata, a teraz? Wystarczał mi jego uśmiech, to ciche prychanie na niektóre z moich zdań, przewracanie oczami, nadmierna pewność siebie... jak to w ogóle działa?
- Ty potrafisz – stwierdził bez wahania. - Zawsze jesteś szczery. Trochę cyniczny, trochę sarkastyczny... ale w tym wszystkim szczery. Masz problem ze zrozumieniem swoich emocji, ale nad tym potrzeba pracy, i czasu. I ja już o to zadbam.
- Mówię to, co czuję – wzruszyłem ramionami, niespecjalnie przejęty. – I nie wydaje mi się, bym miał problem ze zrozumieniem swoich emocji. Trochę się jeszcze zastanawiam, co to między nami jest, ale bardzo wyraźnie czuje, że chcę, by to coś, cokolwiek to jest, dalej trwało. Że dobrze mi z tym, pomimo tego, że to nie powinno mieć miejsca. Że chcę utrzymać cię w zdrowiu i szczęściu, nie przejmując się tym, że to tak źle na mnie wpływa – wyjaśniłem, wpatrując się w zamyśleniu w ogień. 
– To, co mi wymieniłeś, ma swoją nazwę, wiesz? – rzucił, na co uniosłem jedną brew i odwróciłem głowę w jego stronę. 
– Nie wiem. Może więc mnie oświecisz? – zaproponowałem, odwracając się w jego stronę, szczerze zainteresowany. 

<Różyczko? c:>​

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz