piątek, 5 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Miłość to takie mocne słowo... ale też jednocześnie, nie miałem porównania. Nigdy do nikogo nie czułem tego, co w tej chwili do niego. Trochę osób poznałem, ale nigdy nie pomyślałem sobie o żadnej, że mi się podoba, że chcę spędzić z taką osobą resztę życia. Jedyną bliższą relację, jaką miałem w swoim życiu, to z Kazem, ale bez tych pocałunków, seksu i innych rzeczy. On chronił mnie, ja jego... do momentu, w którym jego postrzeganie dobra i zła zaczęło się zacierać i nie pozostawił mi wyboru. Ale nie, to zdecydowanie nie było nic takiego, co teraz czuję i co chcę, aby trwało. 
– Ciężko mi to stwierdzić, kiedy nie mam porównania – powiedziałem w końcu ostrożnie, nie chcąc go zranić, ale też jednocześnie chcę zrozumieć samego siebie. – Miłość to silne uczucie. Długo rozkwitające, a to nie trwa jakoś bardzo długo. Tak właściwie, odkąd spalili twój dom, trochę inaczej zacząłem ciebie postrzegać, bardziej się o ciebie martwić. 
– Cóż, wtedy trochę się otworzyłem. Może to też przez to – jego oczy spochmurniały, kiedy sobie przypomniał tamten dzień. – Wiesz już, jakbyś nazwał to, co pomiędzy nami jest?
– Jeszcze nie znalazłem na to słowa. Ale znajdę. Będę bardzo sumiennie szukał – powiedziałem bez ogródek. 
– Oczywiście, że będziesz – wyszeptał, kciukiem przesuwając po mojej dolnej wardze. – A kiedy już je znajdziesz, nie zapomnij mnie poinformować. 
– Nie zapomnę – obiecałem, po czym połączyłem nasze usta w pocałunku z początku niewinnym, pogłębiając go dopiero z czasem. Po chwili jednak musiałem się od niego oderwać, musząc złapać oddech, bo choć płuca miałem pojemne, nie byłem w stanie wytrzymać wieczności, jak on. – Więc, miałem wcześniej rację. Kochasz mnie – dodałem, szczerząc się nieco złośliwie do niego. 
– Cóż, masz swoje atuty, które zasługują na moje uznanie – odpowiedział z udawanym przekąsem, a kąciki jego ust uniosły się w lekkim, niemal niezauważalnym uśmiechu. 
– Twoje uczucie będę traktował z najwyższym szacunkiem – obiecałem i chwyciłem jego dłoń, by złożyć na jej wierzchu delikatny pocałunek, nie spuszczając z niego choćby na chwilę wzroku. Widziałem, jak się peszył, jak jego policzki pokrywał delikatny rumieniec. 
– Zrobiłbyś w końcu coś konkretnego, a nie tylko tak ckliwie gadał – stwierdził w pewnym momencie, niby to nieprzejęty, ale ja wiedziałem swoje. Moje słowa, czy mu się to podobało, czy nie, poruszyły go. 
Spełniłem jednak jego prośbę, tak, jak tego chciał. 
Sprawnym ruchem obróciłem nas tak, by to on był pode mną. Przez chwilę patrzyłem, jak jego włosy śliczne rozpruszyły się na poduszce, w dopiero po chwili chciałem dobrać się do jego spodni... właśnie, chciałem, bo tak do końca mi nie pozwolił. Zanim cokolwiek zrobiłem z jego spodniami, poczułem palce w swoich włosach i szarpnięcie, tak, bym mógł na niego popatrzeć. 
– Co ja mówiłem? Masz być bardziej zmysłowy, intymny, czuły, a nie jak zwierzę się dobierasz do najlepszej części. A co z resztą mojego ciała? Pamiętaj, moje ciało to świątynia i tak je masz traktować – zrugał mnie, co przyjąłem z delikatnym, rozbawionym uśmiechem. Mój panie, jaki on uroczy. 
– Zatem będę w niej największym wyznawcą – powiedziałem rozbawiony, wracając do jego torsu. Oczywiście, wpierw musiałem rozpiąć jego koszulę, by odsłonić jego piękne ciałko, do którego w końcu się będę mógł dobrać. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz