sobota, 6 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Mimo, że oświetlenie nie było najlepsze, byłem w stanie dostrzec to subtelne drgnięcie kącika jego warg. I że to mi wmawia, że ja jestem dziwny... Sam nie wiem, czy mu się to podoba, czy chce podjąć tę rękawicę, a może naprawdę zaraz mi przywali... chociaż, pewnie i tak zrobiłby to bardziej symbolicznie, niż żeby naprawdę zrobił mi krzywdę. O ile by się odważył. Może ze mną robić wiele rzeczy, ale poniżanie? W to się nie bawię. 
– Zmuś mnie – puściłem mu oczko, a na moje słowa zareagował błyskawicznie. 
Odwrócił się całkowicie w moją stronę, przesuwając swój tyłek na moje uda i wpił się w moje usta zachłannie, wręcz żarłocznie. Podążyłem za instynktem, jedną ręką objąłem jego talię. Drugą natomiast wplotłem w jego włosy, pogłębiając pocałunek. Serathion na tym nie poprzestał. Poruszył niby to przypadkiem biodrami, drażniąc mojego penisa. Nie dużo mu było trzeba, by zaraz stał w pełnej gotowości, co oczywiście od razu wykorzystał, z własnej inicjatywy na niego siadając. Co za niewyżyty wampirek... chociaż przyznać muszę, że brakowało mi tego rodzaju dotyku. Raz go posmakowałem, i teraz ciągle mi było mało. 
Tym razem stosunek był nieco krótszy, chociaż nie mniej intensywny. Znów skończyliśmy wspólnie; on jęcząc słodziutko moje imię wprost do ucha, ja z cichym, gardłowym, urwanym jęknięciem. Idealny w każdym stopniu... chyba go nigdy nie będę mieć dosyć, jego bliskości, ciała, zapachu. Mogłoby się to wydawać wcześnie na takie deklaracje, ale nie mam ochoty rozglądać się za kimś innym. W najbliższej przyszłości nie widzę nikogo innego przy swoim boku. A o dalekiej nie myślę, nie jestem fanem długoterminowych planów, zwłaszcza w mojej pracy. 
– Wyszło mi to świetnie – wyszczerzył się złośliwie, kiedy unormowałem oddech. 
– Faktycznie, w tym jesteś dobry – przyznałem, opierając czoło o to należące do niego. – Wiesz, lubię, jak mówisz moje imię. I kocham też, jak je jęczysz podczas seksu, kręci mnie to strasznie... ale też lubię, jak tak po prostu się do mnie zwracasz. Dawno nikt tak często nie używał mojego imienia... w ogóle rzadko kiedy kto do mnie mówi po imieniu. To jednocześnie dziwne i przyjemne, kiedy słyszę je z twoich ust – wyznałem nagle z całkowitą szczerością. Chciałem, by wiedział, że taka zwykła błahostka daje mi tyle przyjemności. 
– Więc jak zwykle się do ciebie zwracali? – spytał, unosząc jedną brew. 
– Tak, jak ty do mnie na samym początku znajomości. A teraz wybacz, ale robi się już zimna woda. Chciałbym dokończyć kąpiel i wyjść – poprosiłem grzecznie, na co kiwnął głową. 
W balii nie siedzieliśmy już długo. Szybko obmyliśmy się z drugiego stosunku i zaraz opuściliśmy wodę. Serathion zanim założył na swoje ciało moją koszulę, wtarł w swoją alabastrową skórę różany olejek, co trochę mnie zaskoczyło. Nie będzie to dla niego za intensywny zapach? On jednak się wydawał być bardzo zadowolony, i co więcej, kazał mi zrobić to samo. Nie za bardzo rozumiałem, po co, ale zrobiłem to, o co mnie prosił. Ostatnio narzekał, że za dobrze pachnę i Lidia będzie się do mnie kleić. Co teraz nim kierowało? 
– Teraz mogę z czystym sumieniem nazywać cię moją Różyczką, bo nie dość, że wyglądasz, to i pachniesz – powiedziałem rozbawiony, wracając z nim do pokoju. 
– Wyglądam? – powtórzył, delikatnie marszcząc brwi. 
– Piękny, delikatny, szlachetny, i w tym wszystkim masz kolce, jak róża. A może raczej kły – wyjaśniłem, uśmiechając się lekko. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz