piątek, 5 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Byłem z tym moim dziwnym człowiekiem, którego czasem naprawdę nie potrafiłem zrozumieć. Dziwny był. Naprawdę dziwny. A jednak w całym swoim ekscentrycznym chaosie był idealny. Pierwszy człowiek, przy którym czułem się tak swobodnie, jak gdyby wszystkie krzywe krawędzie mojego życia w końcu dopasowały się do czyjegoś. Niczego nie żałowałem. Na nic nie narzekałem… no, może trochę, ale tylko z przyzwyczajenia, żeby nie wyglądało, jakby zmienił mnie bardziej, niż chciałem to przyznać. A zmienił. Bardziej niż mógłby kiedykolwiek podejrzewać.
- Jestem po prostu dziwnym wampirem, który trzyma przy sobie dziwnego człowieka - Powiedziałem, nie próbując nawet ukryć uśmiechu, który sam wpełzał mi na usta.
On uniósł brew, spoglądając na mnie jak ktoś, kto właśnie postanowił rzucić granat w środek spokojnej rozmowy.
- Tak? A może to ten dziwny człowiek trzyma na smyczy dziwnego wampira - Ta sugestia nie przypadła mi do gustu. Wszystko we mnie się wtedy napinało. Ja nie lubiłem być prowadzony. Lubiłem prowadzić. Zdecydowanie wolałem, gdy to ja miałem go przy sobie, gdy to ja trzymałem go na przysłowiowej smyczy. Wszystkie inne interpretacje budziły we mnie coś między oburzeniem a śmiechem, choć może bardziej to pierwsze.
A jednak coś było w jego oczach, jakaś iskra, błysk, dzikość, która kazała mi się zastanowić, czy wcale nie jest tak, jak powiedział. Może właśnie dlatego tak dobrze nam razem było: bo obaj trzymaliśmy tę samą niewidzialną smycz. Napiętą. Wspólną.
- Hm, nie. To zdecydowanie mi nie odpowiada. Ja wolę prowadzić, a nie być prowadzonym - Mruknąłem, patrząc na niego spod przymrużonych oczu, z policzkami lekko nadętymi jak u urażonego kota.
On tylko uśmiechnął się szerzej, leniwie, jak ktoś, kto właśnie znalazł idealne miejsce, na wbicie szpileczki, tak abym nie rozdrażnić.
- Ach tak? Ciekawe więc, dlaczego w łóżku tak ładnie się mi poddajesz, pozwalając się pieprzyć? A przypominam robię z tobą co tylko chcę, a ty tak słodko pode mną jęczysz – Zadrwił, oczywiście mówiąc to wszystko dokładnie takim tonem, jakim potrafił najbardziej doprowadzić mnie do szału. Zbyt pewny siebie. Zbyt zadowolony z siebie. I ten uśmiech… wywoływał we mnie sam nie wiedziałam jak to nazwać, to trochę jak iskra przy suchej trawie, która w każdej chwili może zapomnieć.
Mogłem go zdusić, jednym ruchem. Mógłbym zetrzeć mu ten uśmiech z twarzy, zanim zdążyłby mrugnąć.
Ale nie zrobiłem tego.
Nie dlatego, że nie potrafiłem. Właściwie przeciwnie, potrafiłem aż za dobrze. Po prostu nie chciałem. Z jakiegoś absurdalnego powodu ten drań był dla mnie ważny, a mój instynkt ochronny działał przy nim silniej niż instynkt drapieżcy.
- Masz szczęście, że jestem aż tak fantastyczny, tak kochany że nic ci za tą zniewagę nie zrobię - Powiedziałem z teatralnym westchnieniem, poprawiając mokra od wody włosy.
Elian od razu otworzył oczy, po czym przechylił głowę, wciąż z tym paskudnie uroczym uśmiechem.
- Mhm. Jasne. To dlatego mnie nie krzywdzisz - Wymruczał. - A nie dlatego, że w głębi duszy uwielbiasz, kiedy to ja prowadzę, nie tylko w łóżku - Drażnił mnie a ja czułem że zaraz mu walne, jeszcze słowo i naprawdę tego pożałuję.
- Zamknij się - Warknąłem, ale kącik moich ust drgnął zdradliwie, mimo że nie powinny...

<Elianie? C;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz