Dzień nastał dla mnie dosyć wcześnie, ale nie dlatego, że zbudziło mnie słońce, którego nie było przez padający za oknem deszcz, dzieci też nie wybudziły mnie ze snu, bo wciąż spały, zbudziła mnie pusta, brak mojego ukochanego męża, który już dawno był w pracy.
Nie mogąc już spać, a i nie mając nic innego do pracy z widomych powodów, wstałem z łóżka, idąc do łazienki, gdzie zażyłem chłodnej kąpieli, myjąc całe swoje ciało po wczorajszych zabawach.
Czysty z umytymi włosami rozczesałem je porządnie, związując wysoko w kok, wracając do sypialni, gdzie zmieniłem pościel na świeżą, aby nie spać w tej, która po wczorajszych doznaniach była bardzo brudna. Dlatego też brudną pościel od razu wyprałem, susząc za pomocą swoich mocy, robiąc to wszystko w doskonałym momencie, nim nasze dzieci wybudziły się ze snu, głośno mnie o ty informując.
Idąc po dzieci, zająłem się nimi tak jak zazwyczaj, trochę wspólnej zabawy w salonie, odrobinę przytulania, śniadanie, przy którym nabrudziły, nawet mnie tym faktem już nie zaskakując.
Nie mając za bardzo wyboru, musiałem posprzątać, przypominając sobie tak nagle o pierścionku, o którym wczoraj mówiłem mojemu mężowi, a który miałem właśnie ubrać, nie chcąc jednak zostawiać dzieci, aby pójść do sypialni postanowiłem zrobić to później, gdy mąż mój wróci. Oby tylko znów się nie przeziębił, na dworze było zimno, a jak wiadomo, Sorey źle reaguje na zimno.
Czekając na niego, przygotowałem ciepły posiłek dla dzieci i naszej dwójki, musiałem w końcu rozgrzać męża, który na pewno będzie mokry i do tego przemarznięty.
Mój mąż jednak długo nie wracał, a ja zacząłem się troszeczkę martwić, zdążyłem już w ty czasie nakarmić dzieci i położyć je spać z powodu ich zmęczenia, założyłem również pierścionek, który mi kiedyś podarował, czekając cierpliwie, a potem już troszeczkę mniej cierpliwie chodząc w kółko, nie mogąc znaleźć sobie miejsca.
- Wróciłem! - Zawołał, a ja z ulgą od razu poszedłem go przywitać.
- Gdzie ty byłeś? - Zapytałem, podchodząc do niego, aby osuszyć go z kropel deszczu, przez które ewidentnie przemókł.
- Miałem trochę pracy, przepraszam owieczko, nie chciałem kazać ci tak długo czekać - Przyznał, przytulając się do mnie cały przemarznięty.
Zmarznięty tym faktem zaprowadziłem go szybko do kuchni, gdzie podałem ciepły obiad, przyniosłem grube ubrania, zrobiłem kawę, a nawet przyniosłem koc, którym nakryłem go siedzącego przy stole.
- Lepiej się już czujesz? - Zapytałem, po zjedzeniu wspólnego posiłku delikatnie dotykając jego dłoni, które wydawały się być już ciepłe, a to akurat dobrze, nie chce przecież, aby coś mu się złego stało.
- Tak czuje się już znacznie lepiej, dziękuję ci - Wyszeptał, całując moją dłoń, dopiero w tej chwili zwracając uwagę na mój pierścionek który kiedyś mi podarował.
- To jest ten pierścionek? - Podpytał, przyglądając się uważnie mojej dłoni, a raczej temu, co się na niej znajdowało.
- Tak to właśnie ten pierścionek - Kiwnąłem delikatnie głową.
- A powiesz mi może, z jakiej okazji ci go podarowałem? - Podpytał, bardzo dumny z pierścionka, który kiedyś mi podarował.
- Z okazji urodzin, kiedy byłeś człowiekiem, obchodziłeś urodziny jak każdy człowiek i to właśni wtedy wymyśliłeś sobie, że i ja będę miał urodziny, na które podarowałeś mi ten piękny pierścionek - Wytłumaczyłem, uśmiechając się do niego delikatnie.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz