Byłem zachwycony dzisiejszą nagrodą, ale i karą. I to chyba nawet bardziej wolałem tę karę niż nagrodę. Kary są ciekawsze, bardziej intensywne i przyjemniejsze... niby co to za kara, jak tyle przyjemności, ale w życiu nie pozwoliłbym na to, by Mikleo cierpiał. To kara tylko z nazwy. I by nakręciła Mikleo, któremu ewidentnie ta kary podobają. On to dopiero jest pokręcony... zawsze był taki pokręcony? Czy to dopiero ja go tak pokręciłem, jak byłe człowiekiem? Nie mam pojęcia, ale podobało mi się na swój dziwny sposób to, że był taki pokręcony.
- Kocham cię – wyszeptałem, całując go w czółko, które było trochę rozgrzane, co mnie nieco zaniepokoiło. Coś go zaczynało powoli rozkładać? A może to przez ten seks? Chyba to musiał być seks, bo przed nim był raczej... normalny. Chyba. Nie pamiętałem, a skoro nie pamiętałem, to zapewne nic niepokojącego u niego nie wyczułem. Chyba więc wychodzi na to, że nie muzę przejmować się moim Mikim za bardzo, bo to normalne.
- I ja ciebie też. Ale to, że oddałeś moją obrączkę ci nie przepuszczę – odpowiedział, co mnie odrobinkę zaskoczyło.
- Czemu? Coś złego jest w tym, że jej nie masz? Przecież kiedy będzie wiosna i nasz ślub, nałożę ci taką piękną obrączkę, nie tę brzydką, taką ciemną, przetartą... – zacząłem, zaczynając się paskudnie czuć z tego powodu. Przecież ta dla niego to zrobiłem. I dla siebie też, bo chciałbym zapamiętać swój ślub. Tego pierwszego nie pamiętam, no ale ten to już na pewno zapadnie mi w pamięci do koca życia. I mam nadzieję, ze Miki także.
- Chodzi o sam fakt posiadania obrączki na palcu, wiesz? Bez niej czuję się pusty. No i nikt nie wie, że jestem w związku małżeńskim – wyjaśnił, na co powolutku pokiwałem głową, starając się go zrozumieć, co tak niezbyt mi szło. Przecież był w domu, nigdzie nie wychodził, więc kto by go widział bez tej obrączki? Chyba, że to takie straszne dla niego pod względem psychicznym...
- A ten taki okres przed ślubem to jak się nazywa? – dopytałem, nie wiedząc w sumie takich podstaw, no bo skąd miałbym je znać? Poza tym, nigdy nie jest za późno na naukę.
- To jest narzeczeństwo. I ludzie wiedzą, że ktoś jest zaręczony po pierścionku zaręczynowym na palcu – wyjaśnił spokojnie, a ja znów wpadłem na genialny pomysł.
- Więc gdybym ci kupił pierścionek zaręczynowy, to nie czułbyś pustki – powiedziałem, strasznie podekscytowany tym pomysłem i swoim geniuszem.
- Nic mi nie kupuj, mam jeszcze jeden pierścionek od ciebie. I mogę go założyć – zaproponował, na co się ucieszyłem. Taki pierścionek załatwi jego problem pustki, i ja z chęcią zobaczę, co mu takiego kupiłem... nie wiedziałem, że mu takie rzeczy kupiłem w innym życiu. Czy pierścionki nie są bardziej damskie...? W sumie, to jemu nawet by to pasowało, bo on taki uroczo kobiecy jest.
- O, a pokażesz mi? – spytałem, znów czując przypływ energii, którego w sumie być nie powinno, bo jeszcze przed chwilą całą tę energię wykorzystałem na cudowny stosunek... a jak chodzi o to, to muszę w końcu zająć się kajdankami, które odrobinkę muszę ulepszyć, by nie zrobić za wielkiej krzywdy mojemu mężowi. Tylko kiedy ja mam się za to zabrać, skoro po pracy pomagam Mikleo w domu... muszę w końcu jakoś na to znaleźć czas.
- Pokażę, pokażę, ale jutro. Dobranoc, kaczuszko. Musisz jutro wcześnie wstać, pamiętasz? – przypomniał mi, a ja westchnąłem ciężko i kiwnąłem głową. W sumie, miał rację, jak prawie zawsze.
- Pamiętam. Dobranoc, Owieczko. Słodkich snów – odparłem, znów całując go w czoło, które już było chłodniejsze. Czyli po seksie jest rozpalony... dobrze to wiedzieć na przyszłość.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz