Na jego pytanie uśmiech sam pojawiał się na moich ustach, jak miałem zamiar to zrobić? To całkiem proste jest w końcu jedną jedyną rzecz, którą kochał mój mąż, gdy ją robiłem, rzecz jasna tą rzeczą była sukienka. Doskonale wiedząc, że je uwielbia, ucałowałem delikatnie jego usta, prosząc, aby ze mnie zszedł bez namysłu, zawiązując mu oczy, nie chcąc, aby podglądał.
- A teraz grzecznie czekaj - Poprosiłem, wyciągając z szafki chusta, którą zakryłem mu oczy, nie chcąc, aby coś zobaczył, niespodzianka to niespodzianka nie chce, aby sobie ją popsuł.
Po zakryciu jego oczu podszedłem do szafy, skąd wyciągnąłem piękną granatową suknię balową, którą uwielbiał na moim ciele a którą i ja bardzo lubiłem nosić.
Po wyciągnięciu sukni z szafy skierowałem się do łazienki, gdzie to właśnie tam spokojnie zacząłem ją ubierać.
Bez jakiegokolwiek pośpiechu założyłem suknię balową, rozczesując swoje długie białe włosy, pozwalając im swobodnie opaść na moje ramiona.
Przeglądając się w lustrze, wyszedłem z łazienki, kierując swoje kroki w stronę sypialni, gdzie przez cały ten czas czekał na mnie mój mąż.
Nie śpiesznie podszedłem do niego, aby zdjąć opaskę z jego oczu, delikatnie się przy tym do niego uśmiechając.
- Czyżby to moje wynagrodzenie? - Zapytał, oblizując dolną wargę, nie ukrywając zadowolenia z powodu mojego ubrania.
- Tak, to twój drobny prezent, który możesz rozpakować, gdy tylko będziesz miał ochotę - Wyznałem, uśmiechając się do niego zadziornie, dając mu w tej chwili wolną rękę, teraz już jestem cały jego.
Sorey wstając z łóżka, słysząc moje słowa, chwycił mnie mocno za biodra, łącząc nasze usta w zachłanny pocałunku, nim rzucił mnie na łóżko, patrząc na mnie z wyższością.
- Teraz ukaże cię za brak czasu dla mnie - Powiedział, zbliżając się do mnie, łącząc nasze usta w zachłanny pocałunku, dobierając się do mojego ciała, bez najmniejszego problemu zdejmując sukienkę z mojego ciała, ustami pieszcząc moją klatkę piersiową, pozostając na niej ślady zębów, a i malinek sobie nie szczędził, pozostawiając na moim ciele mnóstwo śladów, pokazując mi, do kogo należę, gdybym tak przypadkiem o tym zapomniał.
Sorey naprawdę o mnie dziś zadbał, doprowadzając mnie do szaleństwa, a musząc zachować ciszę, zagryzałem mocno dolną wargę, z której popłynęła krew, aby tylko grzecznie zachować spokój, nie było to proste, ale ten sex wszystko mi wynagrodził.
Zachwycony i jednocześnie bardzo zmęczony leżałem na łóżku, z trudem oddychając, moje serce waliło, a umysł był całkowicie w innym świecie, po tak intensywnym stosunku, podczas którego działo się tak wiele, ciężko było mi pozbierać się do kupy.
- Owieczko zrobiłeś sobie krzywdę, nieładnie - Wyznał, zbliżając się do mnie, delikatnie palcami dotykając moich warg, aby uleczyć je za pomocą swoich mocy. - Od razu lepiej - Powiedział, całując delikatnie moje usta.
- Chciałem zachować spokój, tak jak byś sobie tego życzył - Wymruczałem, napierając na męża, aby znaleźć się teraz na nim, całując delikatnie jego policzek..
- Grzeczna owieczka - Wymruczał, głaszcząc mnie po głowie.
- Staram się, jak mogę, dla mojego pasterza - Wymruczał, uśmiechając się do niego zadziornie, delikatnie podgryzając jego dolną wargę, nim położyłem się na jego klatce piersiowej, ciesząc się jego bliskości, której odrobinkę mi brakowało.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz