środa, 6 września 2023

Od Mikleo CD Soreya

 Nie umiejąc trzeźwo myśleć, nie miałem bladego pojęcia, gdzie mógł się udać dziadek, odkąd wrócił na ziemię, nie mam pojęcia, gdzie przebywa, jedyne miejsce, jakie przychodzi mi do głowy to Azyl, ale czy to możliwe, aby właśnie tam się udał? Gdyby pojawił się tam z dwójką dzieci, na pewno wzbudziłoby to czyjeś podejrzenia a wtedy... Nie, wtedy i tak nic by się nie stało, przecież mógłby powiedzieć, że to porzucone dzieci, które przygarnął, aby się nimi zaopiekować, no i co powinienem teraz zrobić? Boję się, że już dawno mógł zmienić miejsce swojego pobytu i co gorsza, ukryć nasze dzieci a wtedy już nigdy ich nie odnajdziemy.

- Ja, ja nie wiem. Kiedyś mieszkał w Azylu, ale nie wiem, czy nadal tam mieszka - Powiedziałem, drżącym głosem z nerwów podgryzając paznokci, aby chociaż troszeczkę się odstresować.
- W takim razie powinniśmy iść do Azylu, jeśli jest jakiekolwiek prawdopodobieństwo, że one tam są, musimy tam iść i odzyskać nasze dzieci - Powiedział to bardzo spokojnie, aż nadzbyt spokojnie, jak on może być taki spokojny? Przecież porwali nasze dzieci, nie wiemy, gdzie jest i czy jeszcze żyją? To znaczy. Żyją, na pewno żyją, dziadek nie miał powodu, aby je zabić tylko dlaczego je zabrał? Co złego zrobiliśmy? Przecież jesteśmy dobrymi rodzicami, dlaczego on tego nie widzi? Tym bardziej że nie mamy już po piętnaście lat, czym znów zawiniliśmy?
- Sorey jak możesz, jak możesz do ciężkiego diabła być taki spokojny, dziadek porwał nasze dzieci, a ty nie wyglądasz, jakbyś się stresował, dlaczego jesteś taki spokojny? - Wydusiłem, wpadając w histerie, nie mogąc się ani uspokoić, ani opanować, moje dzieci, gdzie one są? Boże błagam, zwróć mi moje dzieci..
- Hej spokojnie Miki, weź głęboki wdech i wydech, ja też się martwię o dzieci, ale muszę zachować zimną krew, bez niej nigdy nie odnajdziemy maluchów.
- Nie umiem zachować zimnej krwi, ja nie przeżyje bez dzieci, Sorey musimy je odnaleźć - Wydukałem, całkowicie się załamując, płacząc jeszcze głośniej niż przedtem.
- Owieczko już dobrze, znajdziemy dzieci i dziadka, odbierzemy mu je i nie pozwolimy, aby znów się do nich zbliżył - Wyszeptał, podchodząc do mnie, aby przytulić i ucałować w czoło starając się mnie uspokoić i pocieszyć w ten trudnej dla nas chwili.
- Obyś miał rację - Westchnąłem cicho trochę uspokajać się w jego ramionach. - Musimy go poszukać, ruszajmy do Azylu od razu - Błagałem gotowy już w tej chwili wybiec z domu e poszukiwaniu naszych maleństw.
- Pójdziemy, ale najpierw musimy zająć się zwierzakami, oddajmy je do zamku na jakiś czas, a później gdzie tylko wrócimy do domu, zabierzemy je ze sobą dobrze? - Mówił dosyć logicznie, nie możemy tak nagle odejść i zostawić zwierzaki same, one nas potrzebują tak jak nasze dzieci, nie dadzą sobie rady bez nas.
- Masz rację, nie możemy ich tu zostawić, musimy oddać je w dobre ręce, nim znów wrócimy do domu - Zgodziłem się z nim, nerwowo zrywając skórki z palców przy paznokciach, nie wiedząc co teraz ze sobą zrobić. - Zróbmy to już teraz, ja nie mogę dłużej czekać - Wydusiłem, z nerwów chodząc w kółko, nie mogąc już wytrzymać bez dzieci.

<Pasterzyku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz