środa, 6 września 2023

Od Soreya CD Mikleo

 Mikleo wyglądał paskudnie i doskonale go rozumiałem, w końcu przeżywałem to samo, co on. Nie mogę się jednak załamywać, bo jeżeli oboje nie będziemy potrafili myśleć, i będziemy panikować, nic nie zdziałamy, a stracimy tylko czas. Czas, który w tym momencie bardzo jest nam potrzebny. Istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że dziadek im nic nie zrobił, ale musimy je odzyskać, dla dobra swojego i Mikleo. One i Mikleo to moje najjaśniejsze światełka w życiu, bez nich nie damy sobie rady... ale nie mogę o tym myśleć, bo dam się ponieść histerii, jak to już się stało w przypadku Mikleo. 
- Gdzie są zapasowe klucze? – spytałem, zerkając na psa, który dalej się nie obudził, co strasznie mnie martwiło. W tym momencie nie chciałbym go przenosić, nie do końca wiadomo, co dziadek mu zrobił. Oddychał, i ten oddech był spokojny, regularny, owszem, ale dalej się nie budził. Też nie zauważyłem żadnej krwi, ran, więc spać musiał ewidentnie. Tylko w jaki sposób go uśpił... magią? Podał m coś w jedzeniu? Nie zdziwiłbym się, gdyby Lucky to zjadł, on strasznie żarłoczny był i często nawet nie wąchał tego, co je. Wynika to pewnie z tego, że wcześniej był strasznie głodzony i teraz po prostu chce się najeść na zapas. I ma teraz za swoje... 
- Klucze? Po co ci klucze? – zapytał, lekko drżącym głosem. Już i tak było z nim lepiej niż jeszcze chwilę temu. 
- Nie będę brał ze sobą zwierzaków do pałacu. Dam Lailah klucze, by tutaj zaglądała. I szybciej będzie mi się do niej dostać, niż do pałacu – wyjaśniłem, na szybko podejmując tę decyzję. I zwierzaki będą mniej zestresowane, i troszkę czasu zaoszczędzę... 
- W szafce przy łóżku – odpowiedział, na co pokiwałem głową i zaraz po nie ruszyłem, nie chcąc tracić czasu. Jeszcze musiałem coś na siebie założyć, nie mogłem szukać dzieci w samych gaciach. Znaczy się, już chciałem ich w takim stroju szukać, ale byłem w szoku, nie wiedziałem, co się dzieje i chciałem jak najszybciej znaleźć jakieś pociechy. W tamtym momencie jedyne, co chciałem, to znaleźć dzieci. I nie tylko ja, jestem pewien, że Mikleo także by ich tak szukał, ale chyba był za bardzo spanikowany.
- Postaram się po ciebie wrócić jak najszybciej – obiecałem, kiedy już zszedłem ubrany, i z kluczem w ręce. – Nakarmisz zwierzaki przez ten czas, co mnie nie będzie? Nie wiem, czy Lailah będzie od razu się tu mogła udać. I może spróbuj jakoś dogrzać Lucky’ego, bardzo się o niego martwię – poprosiłem, zerkając w stronę naszego psiaka. Pewnie gdyby nie został uśpiony, obudziłby nas i nie pozwolił wziąć dzieci. 
- Tak. Nie. Nie wiem, czy dam radę – przyznał, dalej obgryzając paznokcie. Od kiedy on obgryzał paznokcie? Nigdy tego u niego nie zaobserwowałem. I skórki też obgryzł, aż do krwi. Oby nie nabawił się tylko żadnych chorób przez ten stres. Zabiję dziadka, jak go tylko dorwę, za to wszystko, co zrobił Mikleo, i naszym dzieciom, i mnie. 
- Dasz radę, słońce. I nie martw się aż tyle, obiecuje, że znajdziemy dzieci. A dziadek zapłaci za wszystko, co zrobił – obiecałem, podchodząc do niego, by uleczyć jego dłonie i ucałować ich wierzch. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz