Czy ja miałem jakieś wymagania odnośnie naszych obrączek? Raczej nie, wszystko było mi jedno. Najważniejsze, aby Sorey był zadowolony, bo tylko to ma dla mnie znaczenie..
- Nie mam żadnych wymagań, wierzę w ciebie i wiem, że wybierzesz piękne obrączki, raz ci się to udało to i za drugim razem na pewno się uda - Powiedziałem, ufając mu jak nikomu innemu na tym świecie.
- Nie jestem pewien czy mi się to uda - Powiedział, nie pewnie mi się przyglądając, mój biedaczek za bardzo się martwi, a i nie potrzebnie przecież to tylko obrączki a on ma naprawdę bardzo dobry gust, powinien w końcu to zauważyć.
- Dasz sobie radę, a teraz już idź - Poprosiłem, całując go w czoło, odprowadzając do wyjścia z domu - Powiedzenia - Dodałem, zamykając za nim drzwi z domu, wracając do moich maluchów, które musiałem nakarmić, starając się, aby zjadły więcej, niż wyrzuciły z talerza, co przyznam, nie było takie proste, te maluchy naprawdę się nie słuchały, że świetnie bawiąc podczas jedzenia, no i co ja z nimi mam?
Po nakarmieniu tych moich małych nieposłusznych kaczątek zaniosłem je do salonu, gdzie miał się sobą zająć, dając mi czas na sprzątanie tego bałaganu, w którym nawet trochę pomógł mi mój pies.
Lucky bardzo chętnie wylizał podłogę, na której było jedzenie pozostawione na ziemi przez dzieci..
Mając tam wspaniałego pomocnika, sprzątanie było dużo prostsze i szybsze, kochany psiak.
Dzięki jego pomocy mogłem szybciej wrócić do moich dzieci, bawiących się zabawkami chcąc spędzić z nimi czas, tyle ile tylko się da, w końcu czas spędzony z dziećmi był bardzo ważny, a ja mając okazję spędzać czas z dziećmi, robiłem to, wiedząc jak szybko dzieci potrafią dorastać..
Świetnie bawiąc się z dziećmi, nie zauważyłem powrotu męża do domu, który zaskoczył mnie, przytulając do mnie od tyłu, troszeczkę mnie tym strasząc.
- Sorey? Co ty tu robisz tak wcześnie? - Zapytałem zdumiony, nie spodziewając się go tak wcześnie w domu, przecież miał być w pracy, co tak szybko wrócił do domu? Coś się stało? Mam się martwić? A może nie, najpierw zacznijmy od jego wyjaśnień, a później się już zobaczy, co powinienem o tym wszystkim myśleć.
- Rozmawiałem z Alishą, a potem odesłała mnie do domu - Wytłumaczył, co wciąż nie dość, że mnie zaskakiwało, to jeszcze bardziej martwiło.
- Zrobiłeś coś? Tak bez powodu by cię do domu nie wysłała - Stwierdziłem, czując w kościach, że coś się tu nie klej.
- Nie, nic nie zrobiłem, rozmawialiśmy z Alishą o obrączkach i ślubie a później stwierdziła, że mam wracać do domu i przyjść jutro - Wytłumaczył, zaskakujące mnie jeszcze bardziej, chwila, o jakim ślubie on mówił? Jest coś, o czym nie wiem.
- Zaczekaj, zaczekaj, o jakim ty ślubie mówisz? Ktoś bierze ślub? - Zapytałem, unosząc jedną brew ku górze.
- Tak, my go weźmiemy jeszcze raz na wiosnę - Wyjaśnił, czego nie rozumiałem no ale co zrobić miałem skoro mój mąż wpadł na taki pomysł, czy jest on zły? Nie w sumie to może być bardzo ciekawe doznanie wsiąść ślub w kościele, a nie w małym pokoju, jest jednak różnica i to spora..
- W porządku a moją obrączkę odzyskam? - Podpytałem, czując się trochę dziwnie bez niej na palcu.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz