Obrączka? Czy on myśli o tej brzydkiej, starej obrączce? Czemu nie jest podekscytowany, tak jak ja? Jeszcze raz weźmiemy ślub. I to taki prawdziwy ślub, w kościele, z księdzem, i naszymi najbliższymi przyjaciółmi, i rodziną... teraz, kiedy już jesteśmy widoczni, możemy sobie na to pozwolić, nawet jak nie mamy za wiele znajomych. No bo, kogo my tutaj tak właściwie znamy? Ja znam bardzo niewiele osób, co raz mi odpowiada, a raz nie. Alisha jeszcze dzisiaj wspominała, że moglibyśmy zaprosić jakiegoś Zaveida i Ednę, ale nie mam za bardzo pojęcia, kto to. I powiedziałem o tym Alishy, a ona mi odpowiedziała, że o to powinienem zapytać Mikleo. Czemu tylko Mikleo mogę pytać? Przecież ona też ich zna, więc czemu o nich nie mogła mi opowiedzieć? Kobiety to jednak bardzo skomplikowane są. Jak dobrze, że ja zakochany jestem w facecie... który wygląda momentami jak kobieta i zachowuje się też jak kobieta. Ale przynajmniej nie zawsze, więc to też jakiś malutki plus, że muszę ogarniać jego dziwne zachowania tylko czasem, a nie cały czas.
- A po co ci ta obrączka? Jest brzydka, i stara, i kompletnie do ciebie nie pasuje. Będę się dla ciebie starał o obrączkę z białego złota, ona będzie dla ciebie zdecydowanie lepsiejsza – wyjaśniłem, patrząc na niego z nierozumieniem. Ja mu tutaj przychodzę z taką nowiną, a on tylko o tę beznadziejną obrączkę.
- No ale zanim ta nowa znajdzie się na moim palcu, to chcę nosić starą – powiedział spokojnie, co mi się nie spodobało tak do końca. Po pierwsze, nie pasowała mu, to po co miał ją nosić, a po drugie...
- Nie mam jej. Oddałem ją do jubilera, by przygotował dla ciebie nową, bo nie ma twojego rozmiaru. Odbiorę je dopiero jakoś przed ślubem, jak już zapłacę – odparłem, wzruszając ramionami. Nie wiem tylko, co później z nią zrobię, w sensie z tą starą obrączką... ale o tym pomyślę potem. Teraz i tak raczej jej nie odzyskam.
- Co? Ale dlaczego? To miało być tylko na chwilę, a nie do wiosny, nie chcę chodzić bez obrączki – powiedział niepocieszony, a mi zrobiło się głupio. Nie chciałem sprawić mu przykrości, miałem nadzieję, że się ucieszy... podszedłem więc do niego i przytuliłem go do siebie mając nadzieję, że choć odrobinkę poprawi mu humor.
- Przepraszam, chciałem ci po prostu sprawić naprawdę niezwykłą obrączkę. I jeszcze zrobić ci niespodziankę z tym ślubem. O, właśnie, a jak chodzi o ślub, to powinniśmy już zacząć myśleć o liście gości. Ty znasz więcej ludzi ode mnie i wiesz, kogo oboje lubiliśmy, więc możesz mi troszkę o tym opowiedzieć. No i jeszcze Alisha wspominała mi o jakimś Zaveidzie...? Chyba, sam nie pamiętam, jakie to było imię... dzień dobry, księżniczko, a ty co tu robisz? – odezwałem się, kiedy zauważyłem raczkującą w moją stronę córeczkę, a następnie wziąłem ją na rączki.
- Dada – odezwała się, wielce zadowolona.
- Dada wrócił do domu. A może zobaczymy, co u kotków co? Pomożesz mi wymyślić imię? Miki, tak właściwie, to pomoc ci w czymś? W obiedzie, w sprzątaniu? – zapytałem, pełen energii przyglądając się Mikleo. Wieść o tym ślubie naprawdę dodała mi skrzydeł i miałem wrażenie, że mogę zrobić w tym momencie dwadzieścia rzeczy na raz. I chyba troszkę się zapomniałem, bo miałem słuchać o Zaveidzie, no ale słuchanie jest nudne, to mogę zrobić kiedy indziej.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz