Przypominając sobie o tym, że mój mąż nie pamięta kobiety, z którą kiedyś się zaprzyjaźniliśmy.
- No tak, Sorey to jest Autora, poznałeś ją lata temu, gdy wspólnie uwolniliśmy anioły wody z ich więzienia - Wytłumaczyłem mojemu mężowi, zwracając się następnie do Aurory. - Sorey stał się aniołem już kilka lat temu, odszedł z tej ziemi jako człowiek i wróci pod postacią anioła.
- Rozumiem, w takim razie miło mi cię znów powitać na ten ziemi - Aurora jak zawsze była bardzo miła i chciała, aby mój mąż ją polubił, tak jak lubił kiedyś.
- Miło, możemy już iść? - Zapytał niezadowolony, chwytając mnie za dłoń, chcąc, pójść już sam nie wiem gdzie.
- Nie, nie możemy - Mruknąłem, zwracając się do męża. - Aurora wiesz może, czy dziadek tu wrócił? - Zapytałem, ignorując dziwne zachowanie mojego męża.
- Tak, był tu i chyba nawet miał ze sobą dwójkę dzieci, biedne na pewno ktoś je porzucił. Co za rodzice robią coś takiego - Pokręciła głową, nie dowierzając w to wszystko.
- To nasze dzieci Aurora, dziadek nam je odebrał bez naszej zgody, ukradł je, a my jesteśmy tu, aby je odzyskać - Wytłumaczyłem, patrząc spokojnie na kobietę.
- Właśnie dlatego musimy już sobie pójść do widzenia - Mruknął Sorey, ciągnąc mnie, za rękę.
- Wybacz Aurora, musimy już iść - Odezwałem się, nie mając innego wyjścia jak tylko pójść śladami swojego męża. - Hej, co jest z tobą? Dlaczego się tak zachowujesz? - Zapytałem, zatrzymując się wystarczająco daleko Autory, nie chcąc, aby coś usłyszał, coś tak czując, że to o nią właśnie chodziło.
- Nie podoba mi się to, jak się na ciebie patrzy, z resztą co to w ogóle było za tulenie się do ciebie? - Zapytał, złoszcząc się na mnie i na nią tylko za co, przecież my nic złego nie zrobiliśmy, to tylko przytulenie się niech już nie przesadza.
- Sorey naprawdę? To tylko przyjaciółka z resztą nie musisz być o mnie zazdrosnym, tylko ty mnie kręcisz - Wyznałem, uśmiechając się do niego ciepło, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. - A teraz już proszę, nie zachowuj się jak dziecko, nie jesteśmy tu po to, aby się sprzeczać, musimy odzyskać nasze dzieci - Przypominałem mu, trzymając jego dłoń, doskonale wiedząc, gdzie znajduje się nasz dziadek, a i że on sam głupi nie jest, na pewno już wie, że tu jesteśmy.
Sorey nie dyskutując już, ruszył grzecznie za mną do pięknej chatki, w której znajdował się nasz dziadek, wpatrując się w okno tuż przed nim.
- Spodziewałem się was, chociaż znacznie wcześniej - Wyznał, odwracając się od niechcenia w naszą stronę, rzucając nam te pogardliwe spojrzenie.
- Gdzie są nasze dzieci? Oddaj je po dobroci, bo jak nie to... - Nie dokończył, gdy dziadek mu przerwał.
- To co? Co mi zrobisz? Nie jesteś na tyle silny, aby mi zagrozić - Wyznał, z kpiną w głosie.
- Pokonam cię i odzyskam nasze dzieci - Sorey był odważny, ale to nic nie da, dziadek może go pokonać, nie tylko jego, a i mnie samego.
' Sorey cicho, dziadku przyszliśmy tylko odzyskać nasze dzieci - Powiedziałem spokojnie.
- Nie oddam wam dzieci ani jedno się niw nadaje do wychowania dwóch małych aniołów, on jest głupi i dziecinny a ty, ty mimo swojego wieku nie radzisz sobie w życiu, ktoś taki jak ty nie nadaje się na bycie rodzicem - Wyznał, powodując u mnie smutek, niestety, ale miał rację i chyba to właśnie tak bardzo mnie zabolało w jego słowach.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz