sobota, 9 września 2023

Od Mikleo CD Soreya

 Zmęczony zerknąłem na męża, kiwając przecząco głową, nie chciałem już nic, chciałem tylko poleżeć, wtulić się w ciało męża i pójść spać, aby jak najszybciej móc wstać i ruszyć śladem naszych dzieci.
- Nie chce już nic prócz ciebie, połóż się przy mnie i chodźmy już spać - Poprosiłem, patrząc na niego zmęczony już spojrzeniem.
- No nie wiem, a co z barierą? Muszę pilnować nas, aby nic się nam nie stało - Powiedział, przypominając mi o ochronie, która miała nas zabezpieczyć na całą noc.
- Zapomniałbym o tym - Westchnąłem zmęczony, używając bariery, która miała nas chronić przez całą noc.
Po uruchomieniu bariery zerknąłem na męża, który westchnął ciężko, kładąc się obok mnie, delikatnie przytulając do siebie, pomagając mi tym samym szybciej odpłynąć.

Obudziłem się dość późno jak na mnie, co gorsza Sorey już nie spał, siedząc sobie przy rozpalonym ognisku, nie budząc mnie. Dlaczego? Nie miałem pojęcia, przecież mogliśmy już dawno ruszyć w podróż, nie marnując czasu na mój sen..
- Dlaczego mnie nie obudziłeś? - Zapytałem, przecierając dłonią zaspane oczy.
- Dzień dobry może tak na początek, a i nie chciałem cię budzić, gdy tak słodko sobie spałeś - Wyjaśnił, zbliżając się do mnie, aby ucałować w usta.
- Dzień dobry. Rozumiem, że chciałeś, abym się wyspał, ale nie ma na to czasu, musimy odnaleźć nasze dzieci już i tak jesteśmy daleko w tyle - Powiedziałem, wstając z koca, szybko go składając, aby schować do torby, gotowy do podróży im szybciej ruszymy tym dla nas lepiej.
- Nie będę mówił, kto tak troszeczkę zboczył z drogi - Gdy to powiedział, zmarszczyłem brwi, nawet nie chcąc tego komentować, ale żeby tak mi to wspominać?
- Dziękuję, tego było mi trzeba - Powiedziałem, ciężko przy tym wzdychając, zakładając torbę na swoje plecy gotowy do podróży.
Oczywiście Sorey od razy zdjął mi torbę z pleców, zakładając ją sobie, bo przecież ja dźwigać nie mogę, no cóż, nie ma co bawet tego komentować.
Rozkładając swoje skrzydła, zerknąłem na męża, wbijając się w powietrze, na szczecie tym razem nie mieliśmy żadnych przykrych przygód, które by nas spotkało podczas lotu.
- Miki, tak się w ogóle zastanawiam, dlaczego w ogóle nie mówisz nic o Azylu? Wydaje się, przecież takim bezpiecznym miejscem jak sama nazwa wskazuje, dlaczego więc nie chcesz o nim mówić? - Zapytał, podczas lotu na chwilę mnie troszeczkę oszałamiając.
- Nie mówiłem ci nigdy o Azylu? - Zapytałem, bardziej siebie niż jego będąc pewnym, że kiedyś mu o tym już wspominałem.
- Nie, nie mówiłeś, dlatego chciałbym, aby mi coś o tym miejscu opowiedział - Powiedział, zatrzymując się na przerwę, na dworze robiło się już coraz ciemnej, do Azylu zostało nam jeszcze kilka godzin lotu i w sumie moglibyśmy jeszcze lecieć i pewnie byśmy to zrobili, gdyby nie ciemność, która nadeszła.
- Nie ma o czym mówić - Stwierdziłem, rozkładając koc na ziemi.
- Ale ja właśnie chce o nim mówić, proszę cię, powiedz mi wszystko, co o tym miejscu wiesz - Poprosił, siadając obok mnie na kocu.
- No dobrze, Azyl to miejsce, w którym anioły ukryły się przed ludźmi po wojnie, nie może tam wejść, nikt kto nie jest aniołem, dziadek od zawsze pilnował i dbał o to miejsce, nie pozwalając nikomu tam wejść. Wychowując się w tym miejscu. Wiem, że nie jest to Azyl, to więzienie dla takich jak my, dziadek nigdy nie pozwolił mi żyć, jak innym dlatego nie lubię tego miejsca, nie chce tam iść, a nawet o tym miejscu myśleć, dziadek nie tolerował ani ciebie, ani mnie. Uważał, że nas związek nie ma sensu, a my sami jesteśmy zagrożeniem dla naszych dzieci, co gorsza dziadek nienawidzi aniołów wody, którym stworzył podziemne więzienie, trzymając je z dala od świata i innych aniołów - Wytłumaczyłem, nie mówiąc mu o tym miejscu niczego dobrego, bo i nigdy niedobrego z tego miejsca nie wyniosłem.

<Pasterzyku? C;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz