sobota, 9 września 2023

Od Soreya CD Mikleo

 Nie za bardzo wiedziałem, co Mikleo tu robił, i po co w ogóle po mnie wracał. Zdawał sobie sprawę, że mógł stracić znacznie więcej czasu, niż te dwa dni? Gdybym tu nie przyszedł, stracilibyśmy tydzień. Dzieci muszą być przerażone, a my tracimy czas na mnie. Na szczęście teraz czułem się już dobrze, możemy lecieć po nasze maleństwa, póki czułem się w porządku. Im dłużej zostaję tu, na zimnym dworze, tym większe prawdopodobieństwo, że znów mi się pogorszy. Tak właściwie, to jak my weźmiemy dzieci z powrotem? W taką porę roku może być to dla mnie trudne... Nie wiem, jak ja to zrobię, ale jakoś doprowadzę ich do domu. O szczegółach będę myślał później, teraz skupię się bardziej na tym, by do nich dotrzeć. 
– Oj, Miki, Miki – westchąłem ciężko, po czym podszedłem do niego i przytuliłem mocno do siebie. Mikleo od razu odwzajemnił ten gest, chowając twarz w moich ramionach. – Jak następnym razem zdecydujemy, że się rozdzielamy, to się rozdzielamy, nie oo siebie wracamy – dodałem, gładząc go po plecach. Nim wyruszymy dalej, to muszę go uspokoić. 
– Martwiłem się o ciebie. Co się w ogóle stało? Dlaczego twoje ubrania są brudne i podarte? – dopytał po chwili, kiedy odrobinkę się uspokoił. 
– Miałem małe problemy, ale nic mi nie jest – przyznałem z lekkim wstydem. Jestem aniołem, i jak ja się prezentuję...? Ale lepsze to niż chodzenie nago, chociaż i tak czuję, że znów będę musiał sobie kupić kolejne ubrania. To przerażające, jak szybko niszczę ubrania. – Możemy ruszać? Musimy iść po dzieci, straciliśmy wystarczająco dużo czasu na mnie, a... 
– Obrączka. Co się stało z obrączką? – przerwał mi, trochę mnie tym zaskakując. Obrączką? Jaką obrączką? Przecież jest na... palcu. Powinna być na palcu. Czemu jej nie ma na palcu? Zsunęła mi się jakoś? Zresztą, to powinno być aktualnie nasze najmniejsze zmartwienie. 
– Pewnie gdzieś mi się zsunęła. Zresztą, to nieważne jest teraz, nasze dzieci są ważniejsze – przypomniałem mu, niezbyt przejęty tą stratą. Gdybym miał czas, to bym jej szukał, a jego już straciliśmy aż nadto. 
Mikleo kiwnął głową po chwili zastanowienia, chyba mając jeszcze kilka pytań. Na nie jeszcze przyjdzie pora, w końcu nie będziemy lecieć całą noc. Bardzo bym tego chciał, ale zwyczajnie nie damy rady i będziemy musieli zatrzymać się na postój. I albo będziemy wypoczywać przed dniem następnym, albo będziemy rozmawiać, w końcu i ja mam trochę pytań do niego. Tylko oby mi odpowiedział, a nie unikał tematu, jak to zazwyczaj miało miejsce. 
Rozłożyliśmy skrzydła i wzbiliśmy się w powietrze. Lekko się zapomniałem i ruszyłem do przodu, dopiero po chwili sobie przypominając, że nie znam drogi. Trochę lepiej się poczułem i już tak do przodu wyrywam. Powinienem się ogarnąć, uspokoić, w końcu rozchodzi się o dobro naszych dzieci. 
W powietrzu spędziliśmy resztę dnia i gdyby nie moje nalegania na postój, pewnie jeszcze lecielibyśmy dalej. Właściwie, to ja mogłem lecieć dalej, ale bałem się o Mikleo, który nie był w najlepszym stanie, czego nie potrafiłem zrozumieć. Jest to pora dla niego idealna, nie powinien mieć żadnych problemów... To przez to, że się rozdzieliliśmy? Czy przez ostatnią burzę, podczas której mnie przy nim nie było? 
– Potrzebujesz czegoś jeszcze? – zapytałem, rozkładając koc, na którym zaraz mógł się położyć. Nie wiem, czy będzie w stanie rozłożyć barierę czy też nie, ale ja byłem gotów spędzić całą noc na warcie w razie czego. Byłem pełen energii i ostatni raz tak dobrze czułem się podczas lata... Chociaż nie, teraz czuję się znacznie lepiej. Chyba częściej sobie muszę brać takie kąpiele. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz